
Rozmowa z FILIPEM ZEGZUŁĄ, koszykarzem Solvera Sokoła Łańcut.
KOSZYKÓWKA. I LIGA
– Gdy odrobiliście straty wygrywając drugą kwartę 23:8 wydawało się, że złapaliście właściwy rytm, ale po przerwie wasza gra pozostawiała jednak wiele do życzenia?
– Słabo weszliśmy w ten mecz, moim zdaniem zabrakło nam energii. Drużyna z Tychów od początku narzuciła bardzo agresywny i fizyczny styl gry, na który nie potrafiliśmy odpowiedzieć. Dopiero przejście na obronę strefową pozwoliło nam wrócić do gry. Niestety w przerwie rywale przygotowali odpowiednie akcje przeciwko naszej strefie i skutecznie nas skarcili. Gdy wyszli na prowadzenie, bardzo trudno było ich dogonić.
– W drugiej kwarcie wasza gra była bardzo dynamiczna, ale później tempo spadło. Zabrakło sił czy pomysłu na sforsowanie defensywy rywali?
– Przeciwnicy grali bardzo agresywnie i sami również zaczęli bronić strefą, by spowolnić nasz atak. Skutecznie i fizycznie odcinali od gry naszego centra Milana Milovanovicia. Do tego doszedł brak skuteczności przy otwartych rzutach, co ostatecznie przełożyło się na porażkę.
– W końcówce była jeszcze szansa na odwrócenie losów meczu, ale przytrafiło się kilka prostych błędów czy też nieporozumień w rozegraniu.
– Oczywiście, mogliśmy to jeszcze wyciągnąć. Rywale zebrali jednak kilka kluczowych piłek w ataku, zamieniając je na punkty spod kosza lub trafiali rzuty za trzy. Takie błędy nie powinny nam się zdarzać, zwłaszcza w czwartej kwarcie meczu „na styku”, gdzie każde posiadanie ma ogromne znaczenie. Tychy zbudowały bezpieczną przewagę, której nie zdołaliśmy już zniwelować.
– Po pięciu zwycięstwach z rzędu zostaliście zastopowani…
– Wiedzieliśmy, że to będzie trudny mecz, bo Tychy świetnie radzą sobie na wyjazdach, co potwierdzili niedawną wygraną w Pelplinie. Spotkanie przez większość czasu było bardzo wyrównane, a różnica punktowa oscylowała w granicach kilku „oczek”. Tym razem to rywale byli górą.

– Przed wami dwa trudne wyjazdowe mecze w Pelplinie i Lesznie…
– Musimy się do tych spotkań przygotować znacznie lepiej. Naszą sytuację kadrową skomplikowała kontuzja Mateusza Kaszowskiego, ale na szczęście wraca on już do treningów. Dzięki temu każdy zawodnik będzie mógł wrócić na swoją nominalną pozycję, co jest dla nas kluczowe, gdyż Mateusz to nasz podstawowy rozgrywający. Obecnie mamy tylko jednego nominalnego gracza na tej pozycji, Piotrka Wielocha, więc musimy łatać luki w składzie.
– Piotra Wielocha również zabrakło w IV kwarcie meczu z Tychami, gdzie nabawił się kontuzji…
– Tak, doznał urazu karku, który uniemożliwił mu dalszą grę. W tej sytuacji, razem z Oskarem Hlebowickim, musieliśmy przejąć obowiązki rozgrywającego z przymusu. Choć osobiście lepiej czuję się w roli egzekutora i strzelca, sytuacja wymagała ode mnie innego zaangażowania. Wyciągniemy z tego wnioski, przeanalizujemy materiał wideo i skupiamy się na kolejnym meczu w Pelplinie.
PRZECZYTAJ TEŻ: Przerwana seria zwycięstw koszykarzy Solvera Sokoła Łańcut
