
Zgon 28-letniej kobiety zatrudnionej w Instytucie Badań nad Dżumą w Irkucku wzbudził liczne obawy i domysły dotyczące potencjalnego zagrożenia epidemiologicznego. Dr n. med. Paweł Rajewski uspokaja jednak, że obecnie nie ma podstaw do stwierdzenia, iż grozi nam wybuch epidemii. W rozmowie z Medonetem specjalista tłumaczy, dlaczego dżuma wciąż pozostaje jedną z najniebezpieczniejszych chorób zakaźnych.
Ekspert zwraca uwagę, że choć okoliczności mogą sugerować związek z dżumą – laborantka pracowała w instytucie zajmującym się badaniami nad tą chorobą i zmarła na ciężkie, szybko rozwijające się zapalenie płuc, które bywa charakterystyczne dla płucnej postaci dżumy – nie ma jednoznacznych dowodów na zakażenie. Zaznacza również, że młody wiek zmarłej przemawia przeciwko obecności czynników ryzyka, które mogłyby nasilać przebieg infekcji, jak ma to miejsce w przypadku innych patogenów, takich jak wirusy grypy czy SARS-COV2.
Specjalista odnosi się do tej sytuacji, przywołując wydarzenia z 2019 r. w Wuhan, gdzie początkowo informowano o przypadkach zapalenia płuc wywołanych nieznanym patogenem, a dopiero później zidentyfikowano nowego koronawirusa. Władze rosyjskie zapewniają, że nie odnotowano kolejnych przypadków zakażenia, co oznacza brak dowodów na transmisję między ludźmi i brak epidemii.
Jak przypomina Medonet, ostatni raz dżuma została potwierdzona w Rosji w 2016 r. Sporadyczne przypadki tej choroby pojawiają się także w innych regionach świata, na przykład w Nowym Meksyku w 2026 r., na Madagaskarze oraz w Demokratycznej Republice Konga w 2025 r. Na ziemiach polskich ostatnia epidemia dżumy miała miejsce w latach 1770-1771, natomiast największa fala zachorowań w Europie, znana jako Czarna Śmierć, przetoczyła się przez kontynent w latach 1346-1353, pochłaniając miliony istnień.
Dr Rajewski wyjaśnia, że bakteria Yersinia pestis, odpowiedzialna za dżumę, należy do grupy gram-ujemnych pałeczek. W niektórych rejonach Rosji występuje ona naturalnie, krążąc wśród dzikich gryzoni i ich pcheł, jednak obecność bakterii w środowisku nie oznacza automatycznie wystąpienia epidemii. Najczęściej do zakażenia dochodzi poprzez ugryzienie przez pchły bytujące na zakażonych gryzoniach, choć w przypadku płucnej postaci choroby możliwa jest także transmisja drogą kropelkową. Okres wylęgania choroby wynosi zazwyczaj od jednego do siedmiu dni, przy czym w płucnej postaci może być jeszcze krótszy. W przypadku podejrzenia tej formy dżumy konieczne jest natychmiastowe odizolowanie chorego, przeprowadzenie badań mikrobiologicznych w warunkach podwyższonego bezpieczeństwa oraz jak najszybsze wdrożenie leczenia antybiotykami, nawet przed uzyskaniem ostatecznego potwierdzenia laboratoryjnego, jeśli istnieje wysokie prawdopodobieństwo kliniczne.
Wczesne symptomy dżumy to nagły wzrost temperatury, dreszcze, bóle głowy oraz silne uczucie osłabienia, a dalszy przebieg choroby zależy od jej postaci. Dr Rajewski wymienia trzy główne formy kliniczne: dymieniczą, posocznicową i płucną.
Najbardziej niebezpieczną i zakaźną postacią dżumy pozostaje forma płucna. Rozwój tej odmiany może nastąpić już w ciągu jednego do trzech dni, a czasem nawet szybciej. Typowe objawy to gorączka, silny ból głowy, narastająca duszność, ból w klatce piersiowej oraz kaszel z odkrztuszaniem krwistej lub wodnistej plwociny. Dr Rajewski podkreśla, że przebieg tej postaci bywa bardzo gwałtowny i może prowadzić do ciężkiego zapalenia płuc oraz szybko narastającej niewydolności oddechowej.
– Nieleczona dżuma obarczona jest dużą śmiertelnością, zwłaszcza w postaciach płucnych i posocznicowych, sięgająca 50 proc. Może prowadzić do śmierci w ciągu 24–48 godz., jeśli nie zostanie szybko leczona – podsumowuje specjalista
Jak czytamy w Medonecie, w przypadku podejrzenia dżumy należy wziąć pod uwagę czynniki epidemiologiczne, takie jak nagłe wystąpienie wysokiej gorączki po kontakcie z gryzoniami lub pchłami, szczególnie w rejonach, gdzie gryzonie stanowią rezerwuar bakterii Yersinia pestis, a także szybkie powiększanie się bolesnych węzłów chłonnych, duszność, kaszel z obecnością krwi, ból w klatce piersiowej, objawy wstrząsu lub martwica tkanek.
– Natomiast Yersinia pestis dobrze reaguje na antybiotykoterapię – aminoglikozydy, doksycyklinę czy fluorochinolony. Historycznie były stosowane szczepionki przeciw dżumie, jednakże obecnie nie ma powszechnie dostępnej szczepionki dla populacji, a nowe szczepionki nie zostały opracowane. Warto wspomnieć w kontekście dżumy i sytuacji wojny Rosji z Ukrainą, że patogen ten wymieniany jest również jako możliwa broń biologiczna – dodaje specjalista.
Podsumowując, dr Rajewski stwierdza, że nie istnieją obecnie przesłanki wskazujące na zagrożenie epidemią w Polsce. Na podstawie dostępnych danych nie wykryto ogniska epidemicznego ani dowodów na szerzenie się zakażenia poza grupę osób mających kontakt ze zmarłą w Irkucku. W związku z tym nie ma podstaw, by uznać, że Polska jest obecnie narażona na bezpośrednie ryzyko epidemii. Jednocześnie sytuacja wymaga dalszego monitorowania oraz potwierdzenia przyczyny śmierci laborantki.
Więcej przeczytasz tutaj: https://www.medonet.pl/zdrowie/zdrowie-dla-kazdego/dzuma-moze-zabic-w-48-godz-ekspert-ocenia-zagrozenie-dla-polski/5p613cj
