
„UWAGA! UWAGA! UWAGA! NA OBSZARZE ZACHODNIEJ UKRAINY TRWA ZMASOWANY ATAK POWIETRZNY. ŚLEDŹ KOMUNIKATY” – alerty tej treści dostały dziś nad ranem osoby przebywające na terenie województwa podkarpackiego i lubelskiego. Po ponad godzinie alert został odwołany. Jak podkreśla szef MSWiA Marcin Kierwiński, tego typu ostrzeżenia będą teraz wysyłane za każdym razem, gdy w coś niedobrego będzie się działo w zachodniej Ukrainie.
W czwartek nad ranem Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że w związku z aktywnością lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej, wykonującego uderzenia na terytorium Ukrainy, rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej. Przekazano, że działania te mają charakter prewencyjny i są ukierunkowane na zabezpieczenie przestrzeni powietrznej i jej ochronę, zwłaszcza w rejonach przyległych do zagrożonych obszarów.
Po godz. 4 do mieszkańców woj. podkarpackiego i woj. lubelskiego wysłany został alert RCB. „UWAGA! UWAGA! UWAGA! Na obszarze zachodniej Ukrainy trwa zmasowany atak powietrzny. Śledź komunikaty” – brzmiała jego treść. O godz. 5:30 Rządowe Centrum Bezpieczeństwa odwołało zagrożenie, wysyłając kolejny alert. „UWAGA! UWAGA! UWAGA! Zakończył się zmasowany atak na obszarze zachodniej Ukrainy. Brak zagrożenia na terytorium RP. Śledź komunikaty”.
Jednak stan rzeczywisty nie do końca oddaje potencjalne zagrożenie w naszym kraju, o jakim informowały alerty. Wg portalu Strategic Aviation, na którym można śledzić przebieg nocnego ataku Rosji na Ukrainę wynika, że był on głównie skoncentrowany na Kijów czyli… blisko 500 km od granicy z Polską.

Kierwiński: – Modyfikujemy procedury, wyciągamy wnioski
– Po ostatnich doświadczeniach zdecydowaliśmy, że wtedy gdy podrywane są przez wojsko nasze myśliwce, aby patrolować przestrzeń powietrzną, będziemy wysyłać SMS-a – nie mówiącego o tym, że nadchodzi zagrożenie, tylko potencjalnie, żeby każdy był przygotowany. Zawsze po tego typu SMS-ie będzie też procedura odwołująca – mówił w rano na antenie TOK FM minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.
Z jego słów należy wywnioskować, że teraz mieszkańcy Podkarpacia i Lubelszczyzny oraz wszystkie osoby przebywające na tych terenach będą częściej dostać tego typu SMS-y z alertami.
– Modyfikujemy procedury, wyciągamy wnioski. Zdajemy sobie sprawę, że taki SMS, gdy dostajemy go w nocy, stwarza dyskomfort, poczucie niepewności. Mówimy o sytuacji czysto prewencyjnej – dodał Kierwiński.
Obecnie trwają też prace na aplikacją, dzięki której będzie się można dowiedzieć o potencjalnym zagrożeniu.
– Chcę, aby do końca roku każdy z nas mógł pobrać aplikację, która będzie mówić o zagrożeniu. Równolegle pracujemy także nad systemem broadcastowym, czyli takie trochę automatyczne przejęcie naszej komórki, która działa jako syrena alarmowa. Ale tutaj jesteśmy też technologicznie uzależnieni od operatorów – dodał Kierwiński.
