REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

czw. 21 maja 2026

Europejskie puchary poza piłką nożna to tylko prestiż i promocja

Fot. Fb Asseco Resovia Rzeszów

Cztery polskie zespoły piłkarskie na udziale w rozgrywkach UEFA zarobiły w tym sezonie już prawie 26 milionów euro. Między futbolem a innymi grami zespołowymi jest finansowa przepaść. Kluby siatkarskie, koszykarskie czy piłki ręcznej do występów w Europie zazwyczaj muszą dopłacać. Zyskują za to promocyjnie.

SPORT

Już za sam udział w fazie zasadniczej Champions League UEFA każdemu z 36 klubów wypłaca po 18,62 mln euro, w Lidze Konferencji – najmniej prestiżowych rozgrywkach piłkarskich, w których rywalizują polskie drużyny – po 3,17 mln. Inaczej wyglądają kwoty w futbolu kobiecym, bo za sam występ w fazie zasadniczej LM można liczyć na pół miliona euro. I tak są to jednak stawki nieporównywalnie wyższe niż w innych grach zespołowych.

– Graliśmy w sumie w trzech etapach i za udział w każdym dostaliśmy pieniądze. Łącznie, po przeliczeniu, było to grubo ponad milion złotych – poinformował Sławomir Witek, prezes wielosekcyjnego GKS Katowice, którego drużyna piłkarek wzięła udział w rozgrywkach Ligi Mistrzyń i inauguracyjnej edycji Pucharu Europy.

Podkreślił, że – z jego punktu widzenia – jak na budżet klubu prowadzącego zespół w kobiecej ekstralidze to „bardzo przyzwoita kwota”.

– Pokryła wszelkie koszty wyjazdów, noclegów i organizacji meczów, wypłatę premii dla zawodniczek i jeszcze została pewna suma na naszym koncie. Na pewno, niezależnie od wymiaru sportowego, start w europejskich pucharach się opłacił. Warto się o to bić, także w kobiecym futbolu – ocenił.

Witek ma porównanie, gdyż hokeiści GKS grali w turnieju finałowym Pucharu Kontynentalnego i zajęli w nim czwarte miejsce na sześć drużyn. – Hokej wiąże się tylko z kosztami – skwitował.

W Lidze Mistrzów siatkarzy rywalizowała Asseco Resovia. Prezes rzeszowskiego klubu Piotr Maciąg zaznaczył, że aby mieć nadzieję na zwrot kosztów, to trzeba dojść minimum do Final Four.

– Wówczas można powiedzieć, że wychodzi się „na zero”, ale możemy mówić tylko o logistyce, bez uwzględnienia np. wynagrodzeń zawodników. Przeciętny wyjazd, trzy noclegi wcale nie w luksusowym hotelu, do tego bilety lotnicze, to jest ok. 100 tys. złotych. W poprzednim sezonie graliśmy w Pucharze CEV, gdzie doszliśmy do finału, i to się jakoś zbilansowało, bo z federacji dostaliśmy 60 tys. euro – tłumaczył Maciąg.

Wygrany mecz w fazie grupowej LM jest wyceniony na 10 tys. euro, a za porażkę otrzymuje się połowę mniej. Awans do Final Four to wynagrodzenie rzędu 125 tys. euro, a końcowe zwycięstwo w LM równa się premii w wysokości 500 tys euro. W Pucharze CEV za triumf można liczyć na 80 tys.

Jak zauważył Maciąg, w ubiegłym roku sytuacja była o tyle lepsza, że funkcjonował program Poland Travel, który organizowało Ministerstwo Sportu i Turystyki.

– Niestety, w tym sezonie ten projekt nie ruszył, a myślę, że to wsparcie było bardzo znaczące, bo pokrywało właśnie koszty logistyki. Myślę, że akurat siatkówka jako dyscyplina to jest bardzo dobry ambasador polskiego sportu oraz kraju i na pewno te pieniądze były wydane w sposób sensowny, bo nasze mecze ogląda sporo ludzi – dodał.

Zaznaczył, że na pewno żaden z klubów siatkarskich nie występuje w europejskich pucharach dla pieniędzy.

– Na wcześniejszych etapach to są wyłącznie wydatki, które jednak warto ponosić, bo wśród korzyści są m.in. zwiększone zainteresowanie i tego typu aspekty – wspomniał szef Asseco Resovii.

Właśnie w Pucharze CEV w sezonie 2025/26 rywalizowały siatkarki BKS Bostik ZGO Bielsko-Biała. Rozegrały w sumie sześć spotkań, odpadły na etapie walki o ćwierćfinał. Jak powiedziała prezes klubu Aleksandra Jagieło, wbrew pozorom z finansowego punktu widzenia lepiej rywalizować w mniej prestiżowych rozgrywek niż w Lidze Mistrzyń, w której Bielszczanki grały rok wcześniej.

– Trzeba pamiętać, że tylko w fazie grupowej LM są trzy mecze wyjazdowe – zauważyła i dodała, że wyłącznie awans do fazy finałowej może zrównoważyć poniesione wcześniej wydatki. – Inaczej trzeba do tego występu dopłacić – nadmieniła i przekazała, że CEV nie pokrywa nawet kosztów przyjęcia sędziów, co jest na barkach gospodarza meczu.

– Nie mówiąc o podróżach, a przelot drużyny np. do Włoch to koszt 13-14 tys. złotych, a jeśli trzeba lecieć do Turcji to musimy wyłożyć 27-30 tys. i oczywiście zapłacić za hotel – wyliczyła.

Prezes koszykarek MB Zagłębia Sosnowiec Arkadiusz Baliński przyznał, że udział w rozgrywkach o Puchar Europy – zespół odpadł w 1/8 finału – finansowo nie daje nic.

– Każda kolejna runda generuje większe koszty, bo rosną np. stawki sędziowskie. Do tego dochodzą wyjazdy. Natomiast zawodniczki chcą się pokazać w Europie. Dzięki grze w pucharach można pozyskać lepsze koszykarki.

Wspomniał, że zdarzają się sytuacje, iż klubowi są proponowane dwie stawki zatrudnienia zawodniczki – niższa, jeżeli zespół gra w pucharach i wyższa – w przeciwnym wypadku.

– Koszykarkom zależy na występach w europejskich rozgrywkach, bo promują się w ten sposób i łatwiej im znaleźć klub w silniejszej lidze. Są też takie zawodniczki, które w ogóle nie są zainteresowane podpisaniem kontraktu, jeśli drużyna nie gra w pucharach – zaznaczył.

Podkreślił, że w Pucharze Europy nie gra się o premie finansowe.

– Byłoby fajnie, gdyby obowiązywały takie zasady, jak w futbolu, ale w koszykówce trzeba dołożyć do udziału w rozgrywkach, choć dzięki temu jest możliwość pozyskania lepszych zawodniczek – podsumował Baliński i dodał, że klub chciałby grać w Europie także w kolejnym sezonie, jednak będzie się starał znaleźć „dedykowanego” sponsora dla tych rozgrywek.

Koszykarki Ślęzy Wrocław do europejskich pucharów wróciły w tym sezonie po siedmiu latach i prezes Katarzyna Ziobro zapowiada, że jeżeli uda się uzyskać prawo gry na arenie międzynarodowej w następnej edycji, to na pewno z tego skorzysta.

– Przede wszystkim dlatego, że łatwiej buduje się wówczas drużynę. Gra w pucharach jest magnesem, który przyciąga zawodniczki i sprawia, że chętniej chcą w danym klubie występować. I ja to rozumiem, bo one chcą rywalizować z najlepszymi, rozwijać się, a także pokazać i zapracować na kontrakt w lepszej lidze. Jeżeli nie ma cię w pucharach, stajesz się zespołem trzeciego wyboru. Wiemy to z własnego doświadczenia – przyznała Ziobro.

Jak przekazała, puchary to większe wydatki, ale z drugiej strony przyciągają też inwestorów.

– Nam dzięki temu udało się podpisać kilka dodatkowych umów sponsorskich. Nie mówię, że to były nie wiadomo jakie kwoty, ale były i poszerzyły grupę firm, które nas wspierają. Nie chcę mówić, że gra w pucharach mocno wpłynęła na rozwój klubu, ale na pewno zainteresowanie i prestiż wzrosły. Rywalizacja z zespołami zagranicznymi dała też dużo radości naszym kibicom, co przecież nie jest bez znaczenia – dodała prezes Ślęzy.

Trenerka piłkarek ręcznych KGHM MKS Zagłębia Lubin Bożena Karkut nie ma wątpliwości, że jeżeli jest szansa gry w europejskich pucharach, to trzeba z niej korzystać.

– O finansach więcej mógłby powiedzieć nasz prezes, ale wiem, że to duże wyzwanie. Jeżeli natomiast chodzi o aspekt sportowy, to nie ma nic lepszego niż rywalizacja na arenie międzynarodowej. Od kogo mamy się uczyć, jak nie od najlepszych? Takie kiszenie się we własnym sosie do niczego nie prowadzi. Jeżeli chcemy, aby dyscyplina się rozwijała, musimy grać w europejskich pucharach – dodała.

Zagłębie rywalizowało w Lidze Europejskiej i zakończyło występy na fazie grupowej. Mistrzynie Polski poniosły komplet sześciu porażek.

– Dopiero budujemy swoją markę, można powiedzieć, że płacimy frycowe i cały czas uczymy się gry w pucharach. Poza tym gra na arenie międzynarodowej to promocja miasta, klubu i samej dyscypliny, bo dzięki temu więcej się mówi i pisze o piłce ręcznej – zauważyła.

Karkut zwróciła uwagę na jeszcze jeden aspekt, o którym – według niej – nie mówi się głośno, a jest istotny.

– Odnoszę wrażenie, że cały czas jesteśmy traktowani przez Europę Zachodnią trochę po macoszemu. Tymczasem okazuje się, że organizacyjnie w niczym nie ustępujemy, a nawet czasami przewyższamy. Warunki, jakie miało Dijon u nas, a jakie my miałyśmy we Francji, to dwa światy. I to zaczynając od szatni, hali, a kończąc na jedzeniu. Puchary burzą mit biednej i zacofanej Polski. Sportowo też będzie lepiej, tylko potrzeba trochę cierpliwości. Tylko te finanse trudno przeskoczyć. Może gdyby resort sportu jakoś wsparł kluby? W końcu gramy z polską flagą na koszulkach – podkreśliła Karkut.

Piłkarze ręczni Rebud KPR Ostrovii w poprzednim sezonie wywalczyli brązowy medal mistrzostw Polski i po raz pierwszy w historii wystąpili w międzynarodowych rozgrywkach – Lidze Europejskiej. Początkowo klub z Wielkopolski chciał zrezygnować ze startu ze względu na spore koszty, ale ostatecznie otrzymał dodatkowe wsparcie ze strony sponsorów oraz instytucji samorządowych i przystąpił do rywalizacji.

– Powiedzieliśmy sobie, że nigdy nie doprowadzimy do zadłużenia naszego klubu, chcemy być wypłacalni. A gra w europejskich pucharach to są ogromne nakłady finansowe na logistykę i organizację meczów – tłumaczył prezes drużyny z Ostrowa Wielkopolskiego Jakub Kaszuba.

Koszty udziału w fazie grupowej LE (sześć spotkań) wyniosły ok. 600 tysięcy złotych. Ostrovia trafiła do „grupy śmierci”, w której zmierzyła się z m.in. z byłymi triumfatorami Ligi Mistrzów – THW Kiel oraz Montpellier Handball. Polski zespół zdobył punkty tylko z BSV Berno i odpadł z rozgrywek.

– Było to dla nas ogromne doświadczenie, mogliśmy zobaczyć, jak funkcjonują największe kluby w Europie. Sportowo to była też cenna lekcja – w Polsce z THW Kiel grały tylko zespoły z Płocka i Kielc. Udział w europejskich pucharach to duży prestiż dla klubu i szansa na dalszy rozwój ostrowskiej piłki ręcznej – podkreślił Kaszuba.

W piłce ręcznej najbliżej europejskiej czołówki są męskie ekipy z Płocka i Kielc, które regularnie grają w Lidze Mistrzów. W tym sezonie – zgodnie z regulacjami EHF – za występ w fazie grupowej mogą liczyć na około 200 tys. euro. Większe kwoty jednorazowo można zarobić za udział w Final Four, którego zwycięzca może liczyć na 300 tys. euro, a pokonany w finale na 225 tys. Czyli nagrody są porównywalne z LM siatkarzy.

Od lat wśród czołowych drużyn kontynentu są tenisistki stołowe KTS Enea Siarkopolu Tarnobrzeg, które mają w dorobku m.in. cztery zwycięstwa w Lidze Mistrzów.

– W naszej dyscyplinie oczywiście są nagrody za miejsca 1-4, ale to absolutnie nie pokrywa kosztów, ale i te pieniądze nie są najistotniejszą pozycją w budżecie. Dla nas liczy się sportowa rywalizacja na wysokim poziomie i prestiż. Mamy kibiców nie tylko w Tarnobrzegu czy na Podkarpaciu, ale w całej Polsce i Europie. Wiemy po badaniach marketingowych, że mecze z naszym udziałem są oglądalne ze względu na pewien stabilny poziom, jaki prezentujemy. Natomiast wracając do czynnika finansowego, to naprawdę trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby prowadzić taką drużynę przez tyle lat – powiedział PAP trener Tarnobrzeżanek Zbigniew Nęcek.

Jak tłumaczył, za mecze w fazie grupowej LM klub nie może liczyć na żadne gratyfikacje finansowe. W całych rozgrywkach pierwsze miejsce warte jest 20 tys. euro, drugie – 14, a trzecie i czwarte – po 7 tys.

– Te kwoty w tym roku i tak są większe niż wcześniej. Dla kogoś może to są duże pieniądze, ale my wiemy, jakie ponosimy koszty, od samolotów poczynając po hotele, wynagrodzenie, sprzęt, itd. To się absolutnie nie bilansuje, a ja czasem słyszę, że gdy wygrywamy LM, to pewnie nie wiemy, co z pieniędzmi robić. To już takie polskie gadanie. Fakty są inne, a koszty – naprawdę spore. Walka o te środki to ciągła męczarnia, ale prestiż, wynik też mają znaczenie. Poza tym ważni są kibice i nasi partnerzy, którzy oczekują od nas rezultatów na pewnym poziomie. Badania, jakie robimy dla naszych sponsorów, pokazują, że z tzw. ekwiwalentem reklamowym jest dość dobrze. Aspekt marketingowy i sportowy się zgadzają, natomiast ekonomiczny… wiadomo, jak to jest w naszej dyscyplinie – dodał Nęcek.

W czwartek wieczorem Lech Poznań i Raków Częstochowa rozegrają pierwsze mecze w 1/8 finału Ligi Konferencji. Za awans do ćwierćfinału UEFA wypłaci 1,3 mln euro.

PRZECZYTAJ TEŻ: Maciej Kowalski-Haberek, kapitan Resovii: Najważniejsza będzie konsekwencja

Udostępnij

FacebookTwitter