REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

wt. 29 września 2026

Klemen Cebulj, siatkarz Asseco Resovii: daliśmy maksa, ale się nie udało

Fot. CEV

Słowenia podobnie jak przed trzema laty w Rzymie, przegrała z Polską w trzech setach półfinałowe starcie mistrzostw Europy. – Jak zatrzymać Polskę, chyba trzeba ich zostawić w domu – mówił Klemen Cebulj, przyjmujący reprezentacji Słowenii i Asseco Resovii.

SIATKÓWKA. ME

– W dwóch pierwszych setach byliśmy blisko, ale zabrakło troszkę cierpliwości. Pojawiły się po naszej stronie jakieś głupie rzeczy, „lekkie piłki” nam powpadały, a przeciwnik wykorzystywał nasze trudne momenty – opisywał mecz Klemen Cebulj, przyjmujący reprezentacji Słowenii, która w III secie prowadziła 11:7, ale biało-czerwoni błyskawicznie zniwelowali dystans i zdecydowanie przejęli już inicjatywę. – Zatrzymaliśmy jednego z lepszych przyjmujących, a wchodzi drugi i gra jeszcze lepiej. Zresztą Polska ma tylu zawodników, że obojętnie na którego by z nich trener postawił to zrobiłby robotę. To jest ogromna siła reprezentacji Polski ten szeroki i bardzo mocny skład – stwierdził grający od sześciu sezonów w Asseco Resovii, Klemen Cebulj.

Na pytanie co należy zrobić, żeby zatrzymać reprezentację Polski odpowiedział. – Chyba trzeba zostawić ich w domu.

Słoweniec przyznał, że jego reprezentacja zagrał na ile mogła, ale nie wystarczyło to na biało-czerwonych. – Daliśmy maksa, ale się nie udało. Polska była lepsza zagrała bardzo dobrze od początku do końca – mówił Cebulj, który podobnie jak przed trzema laty w mistrzostwach Europy zagra o brązowy medal. – Jeszcze nasza praca się nie skończyła. Mamy o co walczyć, bo brązowy medal jest ważny – dodał Słoweniec, który pytany o rozstrzygnięcie w drugim półfinale stwierdził. – Francja jest faworytem, ale Finlandia jest trudnym rywalem. Na tym turnieju pokazała, że potrafi grać i walczyć ze wszystkimi – zakończył Klemen Cebulj.

Dla przyjmującego reprezentacji Słowenii to już szóste mistrzostwa Europy z rzędu na których pojawił się w trybie awaryjnym. Čebulj miał dwuletnią przerwę w kadrze, a swój poprzedni ostatni mecz w reprezentacji rozegrał przeciwko Polsce w ćwierćfinale na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. W trybie awaryjnym dołączył na zasadzie transferu medycznego. W środę 16 września rozgrywał on jeszcze w Rzeszowie sparingowy mecz (Asseco Resovia grała z ChKS Chełm), a wieczorem już dostał powołanie do kadry. – Wiedziałem, że kontuzji w meczu z Czechami doznał Tine Urnaut. Byłem już w łóżku i prawie spałem, gdy dostałem smsa, a później telefon od naszego team menagera, że potrzebują pomocy i czy mogę przyjechać. Prezes klubu z Rzeszowa wyraził zgodę, a ja wiedziałem, że muszą pomóc reprezentacji i następnego dnia potem już wylatywałem do Mediolanu, gdzie czekali na mnie i pojechaliśmy do Turynu – opisywał Čebulj.

Słoweniec niemal z marszu wskoczył do wyjściowego składu i zagrał w meczach 1/8 finału z Serbią i ćwierćfinale z Belgią. – Nie czułem żadnej różnicy od kiedy zagrałem ostatni mecz na igrzyskach w Paryżu z Polską. Energia była taka sama, komunikacja na boisku była taka sama. Nie miałem takiego problemu, żeby nie czuć się dobrze i być zaskoczony – mówił Słoweniec.


PRZECZYTAJ TEŻ: Biało-czerwoni w finale!

Udostępnij

FacebookTwitter