
Siatkarze Asseco Resovii przedłużyli rywalizację o brąz PlusLigi, wygrywając w niedzielę w Warszawie z PGE Projektem 3-2. Rozgrywający rzeszowskiego zespołu Marcin Janusz po spotkaniu przyznał jednak, że jego ekipa wciąż ma przed sobą długą drogę do trzeciego miejsca i nie jest faworytem.
SIATKÓWKA. PLUSLIGA
PGE Projekt Warszawa w rywalizacji do trzech zwycięstw o brąz PlusLigi miał wszystko w swoich rękach, by przypieczętować miejsce na podium przed własną publicznością. Po wygranej 3-2 w pierwszym meczu u siebie i 3-1 w Rzeszowie, w niedzielę podopieczni trenera Kamila Nalepki grali jeszcze lepiej niż w poprzednich spotkaniach i prowadzili już 2:0, a w trzecim secie 18:15 i 19:17. Jak się później okazało, był to moment zwrotny starcia, które finalnie po tie-breaku padło łupem Asseco Resovii. – Bardzo się skupiliśmy na tym, żeby po naszej stronie nie nastąpiło to załamanie. I nie nastąpiło. Oczywiście trzymaliśmy naszą grę, też nie zrobiliśmy czegoś niesamowitego. Graliśmy dalej w siatkówkę, szukając swoich szans, a u takiej drużyny jak ta z Warszawy, która była już blisko brązu i nagle coś się zaczyna odwracać, pojawia się wtedy nerwowość, trochę inaczej się gra. My się nakręcaliśmy, bo w pewnym momencie już wydawało się, że wszystko jest stracone. I to mnie bardzo cieszy, bo rzadko nam się zdarzały w tym sezonie takie mecze, które wyciągaliśmy, kiedy coś nam nie szło. Nie chcę powiedzieć, że to jest najważniejszy moment sezonu, bo nie jest. Były ważniejsze spotkania, których nie wyciągaliśmy, ale lepiej późno niż wcale – podsumował rozgrywający Asseco Resovii Marcin Janusz.
Teraz rywalizacja ponownie przenosi się do Rzeszowa. – Dalej sobie zdajemy sprawę, że jest 2-1 dla Warszawian, oni dalej grają bardzo dobrze w siatkówkę i to pokazali przez pierwsze dwa sety. Ciężko było ich ruszyć zagrywką, a za to oni nam sprawiali niesamowicie dużo problemów, więc na pewno faworytem jeszcze nie jesteśmy w tej rywalizacji. Ale zrobimy wszystko, żeby przyjechać znowu do stolicy, powalczyć o brąz i zrobić to przede wszystkim dla kibiców. Po tym naszym drugim meczu w Rzeszowie aż się ciepło na sercu zrobiło, bo my graliśmy bardzo słabo, a dalej byli z nami po spotkaniu. Czuliśmy to wsparcie. Bardzo dziękujemy, postaramy się za to odwdzięczyć – podkreślił rozgrywający.
Znaczącą rolę w odmianie losów spotkania w Warszawie odegrali zawodnicy wchodzący z ławki rezerwowych – atakujący Jakub Bucki i przyjmujący Lukas Vasina. – Trochę dogadywaliśmy piłki na bieżąco, bo tego czasu razem na boisku, nawet na treningach nie mieliśmy spędzonego zbyt dużo. Ale to też klasowy zawodnik. Oczywiście męczył się z kontuzjami w tym sezonie, różnie ta przygoda jego wyglądała, jednak to świadczy tylko o nim, że potrafi wyjść w takim meczu i dać to, co najlepsze ma w sobie – komplementował Vasinę Janusz.

Przyjmującego chwalił także drugi z niedzielnych bohaterów rzeszowskiej drużyny – Jakub Bucki. – Lukas dał fajną zmianę, jeśli chodzi o energię. On cały sezon zmagał się z kontuzją. Teraz widać, że jest głodny grania, dodał dobrej energii. Ale do tego zaczęliśmy dużo lepiej zagrywać i lepiej sobie radzić z przyjęciem zagrywki rywali. I troszkę po dwóch setach ten obraz meczu się zmienił i zaczęliśmy grać po prostu w siatkówkę, męską, twardą, fajną – ocenił atakujący.
Po drugim spotkaniu w Rzeszowie Janusz powiedział, że jego zespół jest nieobliczalny i jeszcze może odwrócić rywalizację z PGE Projektem. – Myślę, że te mecze już też wiele nie zmienią w odbiorze naszej drużyny, chociaż rzeczywiście może to być bardziej pozytywne zakończenie, jeśli uda się zdobyć brąz. Ale to, że przez cały sezon potrafiliśmy się zmieniać z tygodnia na tydzień, czasami z dnia na dzień, to to już się nie zmieni. Jedyne, co możemy zrobić, to dla nas, dla naszych kibiców zdobyć ten brąz, do którego dalej droga jest cały czas bardzo daleka – dodał kapitan Asseco Resovii, z którego słowami zgodzi się rozgrywający PGE Projektu, Jajn Firlej. – Myślę, że mogę się zgodzić z tym, co powiedział Marcin. Zespół z Rzeszowa potrafi wejść na bardzo wysokie obroty i my też sobie z tego zdajemy sprawę. Jesteśmy na to gotowi, to nie było dla nas zaskoczenie, że oni nagle zaczęli grać dobrą siatkówkę. Wiemy jakich Resovia ma graczy – stwierdził rozgrywający zepsolu z Warszawy.
Firlej zaznaczył, że jego zespół musi sobie przypomnieć, jak prezentował się w pierwszym i drugim meczu rywalizacji o brąz. – Rzeszów będzie nakręcony na meczu siebie, ale my na pewno musimy sobie też przypomnieć, jak graliśmy te wcześniejsze spotkania i w jakim stylu je wygrywaliśmy, po bardzo ciężkiej walce, po bardzo dobrym starciu. Nie możemy pod żadnym pozorem spuszczać z tonu. Musimy dobrze odpocząć, zregenerować się, oczyścić głowę po tej drugiej części niedzielnego meczu, od trzeciego seta. Trochę mi zabrakło u nas takiego pełnego ognia, żeby to tak dowieźć do końca i po prostu nie dać złapać oddechu drużynie z Rzeszowa. Myślę, że to też musimy sobie na chłodno zobaczyć i nie dopuścić ponownie do takiej sytuacji już w następnym spotkaniu. Oczywiście będziemy chcieli bardzo przechylić szalę na swoją korzyść już w Rzeszowie – zapowiedział rozgrywający.
Czwarty mecz w środę o godz. 17.30 w Rzeszowie. Jeśli ponownie górą będzie Asseco Resovia, wówczas rywalizacja przeniesie się ponownie do Warszawy na piąte, decydujące spotkanie (9.05. godz. 14.45).
PRZECZYTAJ TEŻ: Odrodzenie Asseco Resovii. Rywalizacja o brąz trwa nadal (wideo)
