Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

niedz. 3 marca 2024

Prezes spółki „Owoc Sandomierski” przed sądem: chciałem ratować firmę wszelkimi siłami

Były prezes spółki Owoc Sandomierski zeznaje przed sądem w Tarnobrzegu
Leszek B. twierdzi, że spółka „Owoc Sadomieerski” była do uratowania mimo ogromnych problemów w jakich się znalazła. Ale nie udało się przeprowadzić restrukturyzacji z powodu odmowy współpracy głównych udziałowców. (Fot. Małgorzata Rokoszewska)

Przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu ruszył proces byłego prezesa spółki producenckiej „Owoc Sandomierski” w Bilczy, w powiecie sandomierskim. Leszkowi B. prokuratura zarzuca oszustwa finansowe wielkich rozmiarów. Pokrzywdzone są 232 osoby, firmy i instytucje na kwotę ponad 11 mln zł. W poniedziałek, w sądzie nie stawił się jednak nikt z tego grona.

Grupa producencka „Owoc Sandomierski” powstała z inicjatywy dziesięciu sadowników z gminy Obrazów w 2010 r. Prezesem grupy został Leszek B. W zarządzie znalazło się także dwóch wiceprezesów. Była to największa grupa producentów rolnych w rejonie Sandomierza, produkująca nie tylko jabłka i sok jabłkowy, ale także owoce pestkowe i czarną porzeczkę.

Z czasem do grupy zaczęli dołączać kolejni członkowie. Łącznie grupa producencka „Owoc Sandomierski” zgromadziła 112 udziałowców, a obszar ich działania objął ok. 950 ha sadów położonych w gminach: Obrazów, Koprzywnica, Samborzec, Dwikozy i Sandomierz.

Pierwsze sygnały o nadużyciach finansowych grupy producenckiej kierowanej przez Leszka B. dotarły do sandomierskich policjantów i prokuratury w 2016 roku. Kilka miesięcy później Prokuratura Rejonowa w Sandomierzu, po zawiadomieniu sadowników-udziałowców spółki, wszczęła śledztwo w sprawie nadużycia i niedopełnienia obowiązków przez osoby zarządzające sprawami finansowymi i gospodarczymi grupy „Owoc Sandomierski”, co spowodować miało znaczną szkodę majątkową na szkodę firmy. Wartość grupy szacowano już wówczas na ok. 110 mln zł.

Dwa zarzuty dla prezesa spółki „Owoc Sandomierski”, 232 pokrzywdzonych

Leszek B. jest jedyną osobą, której prokuratura postawiła dwa zarzuty. 52-latek odpowiada za to, że będąc prezesem zarządu spółki „Owoc Sandomierski” w Bilczy, pomimo tego, że wiedział o braku możliwości wywiązania się przez spółkę z zaciągniętych zobowiązań z powodu braku płynności finansowej i zadłużenia, wprowadzał udziałowców i kontrahentów w błąd. Doprowadził przez to udziałowców, dostawców, osoby dokonujące zakupów od spółki oraz podmioty gospodarcze do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie 11.870.749,51 zł.

Prokuratura zarzuca oskarżonemu także, że pełniąc funkcję prezesa nie zgłosił do sądu wniosku o upadłość. Pomimo tego, że już pod koniec grudnia 2015 r. powstały warunki uzasadniające upadłość tej spółki. Pokrzywdzonych w sprawie jest 232 osób, firm i instytucji.

Leszek B. początkowo nie chciał składać przed sądem wyjaśnień, gdyż zamierzał odnosić się tylko do zeznań składanych przez kolejnych świadków. Ostatecznie jednak stwierdził, że opowie jakie były losy kierowanej przez niego spółki.

Gwoździem do trumny rosyjskie embargo

Sędzia Maciej Olechowski pytał o początki działania spółki „Owoc Sandomierski” oraz o okres objęty aktem oskarżenia.

– Przez pierwsze lata spółka bardzo dobrze się rozwijała. Sprzedawaliśmy owoce na wschód, do Rosji, Białorusi, Kazachstanu i na Ukrainę. Pierwszym gwoździem do trumny było nałożone na polskie owoce w 2014 r. rosyjskie embargo. Wówczas straciliśmy odbiorców z Rosji, Białorusi i Ukrainy także, bo oni importowali towar od nas, ale także eksportowali go do Rosji – zeznawał Leszek B.

– Pozyskałem wówczas wielkiego odbiorcę, jakim była sieć handlowa i nowe rynki. Algierię, Egipt i Francję. Eksport do tych krajów stanowił jednak zaledwie 15-20 procent tego, który szedł do Rosji. Dostawcy jabłek bardzo dobrze o tym wiedzieli, ale mimo tego, cały czas dostarczali nam owoce. Mimo, że ich u nich nie zamawiałem. Oni je przywozili ponieważ grupa posiadała chłodnie i oni je w niej przechowywali – tłumaczył.

– Walne zebrania udziałowców organizowane były regularnie, na każdym z nich była omawiana sytuacja spółki, były także informacje, żeby producenci zabierali jabłka jeśli chcą. Kilku zabrało swoje partie, ale reszta nie. Ja rozumiem, że ci dostawcy mogą się czuć rozgoryczeni, bo nie dostali zapłaty, ale nie powinni się czuć oszukani. Uważam, że powinni racjonalnie myśleć. Uważam, że można było spółkę restrukturyzować i była szansa na uratowanie spółki, że można było współpracować z Centrum Restrukturyzacji i odzyskać środki w późniejszym terminie, ale oni nie chcieli współpracować. Mówiłem, aby posiłkowali się doradcami prawnymi i szukali rozwiązań, jak można z tej sytuacji wyjść.

Bank wypowiedział umowy kredytowe

Kolejną decyzją, która zaważyła o losie „Owocu Sandomierskiego” było wypowiedzenie spółce umów dotyczących kredytu obrotowego oraz kredytu inwestycyjnego przez bank, z którym współpracowała. A także zablokowanie wpływów od sieci handlowej, która odbierała od grupy towar.  

– Bank postawił trzy warunki. Pierwszym było poręczenia kredytu do wartości 3,6 miliona złotych. Ja sam poręczyłem go wówczas wraz żoną na 1,2 miliona złotych. Drugim, sprzedaży części taboru, ciągników siodłowych i naczep. Pieniądze z ich sprzedaży trafiły do banku. Trzeci warunek był taki, aby główni udziałowcy wnieśli do spółki 3 miliony złotych pożyczek długoterminowych lub podnieśli kapitał zakładowy spółki. Ten trzeci warunek był nie do spełnienia. Udziałowcy nie mieli takich pieniędzy – mówił przed tarnobrzeskim sądem Leszek B.

Pożyczyłem miliony złotych, aby ratować spółkę

Leszek B. odniósł się także do zarzutu dotyczącego nie zgłoszenia upadłości spółki.

– My złożyliśmy dwa wnioski o restrukturyzację i upadłość. I wówczas otworzyła się droga do restrukturyzacji z dniem 3 stycznia 2017 r. Wniosek o upadłość zdecydowaliśmy się złożyć po audycie i opinii biegłego księgowego. Mieliśmy pełną świadomość sytuacji spółki i można było bardzo szybko złożyć wniosek o upadłość, ale nam zależało, aby spółkę ratować wszelkimi siłami – tłumaczył były prezes.

– Cały czas szukaliśmy inwestorów i chcieliśmy przezwyciężyć niewypłacalność. Odbyłem kilkanaście spotkań z inwestorami, które niestety nie zakończyły się sukcesem. Ja nigdy nie kontaktowałem się kontrahentami, nikogo nie oszukiwałem i nie zapewniałem, że firma jest w dobrej kondycji. Ze swojego prywatnego konta przelałem na konto spółki około 3 mln zł w ramach pożyczek i 1,2 mln w formie weksla. Przelewałem z prywatnego konta kwoty na wypłaty i bieżące płatności spółki, w której zatrudnionych było 115 osób, a na same wypłaty bez ZUS szło rocznie ok. 6 mln zł. Cały czas wierzyłem, że te pieniądze odzyskam i myślałem, że da się uratować spółkę, bo dałoby się to zrobić, gdyby była wola głównych udziałowców, ale tej zabrakło. 98 proc. udziałowców nie chciało współpracować.

Ciąg dalszy procesu w sprawie spółki „Owoc Sandomierski” 22 stycznia 2024 r. Wówczas sąd przesłucha członków najbliższej rodziny Leszka B. oraz główną księgową spółki.

_____

PRZECZYTAJ TAKŻE: Śmierć małżonków w Jamnicy. Oskarżyciel: Grzegorz G. nie dał im szans na przeżycie

Udostępnij

Super Nowości - Wolne Media!

Popularny dziennik w regionie. Znajdziesz tu najciekawsze, zawsze aktualne informacje z województwa podkarpackiego.

Reklama

@2008 – 2024 – supernowosci24.pl Gravamen Media sp. z o.o. Super Nowości Wszelkie prawa zastrzeżone. All Rights Reserved. Polityka prywatności Regulamin