
Koszykarki Contimax MOSiR zaliczyły perfekcyjny start do nowego sezonu ekstraklasy. Drużyna z Bochni ma bilans 5-1 i jest wiceliderem jest liderem tabeli. Zespół prowadzi były koszykarz Sokoła Łańcut (sezon 2017-2018), Artur Włodarczyk.
KOSZYKÓWKA. EKSTRAKLASA KOBIET
Historia kobiecej koszykówki w Bochni nie jest długa, bo liczy sobie kilkanaście lat. Bardziej profesjonalne ramy przyjęła dopiero w sezonie 2020/21, gdy zgłoszono zespół do rozgrywek 1. ligi. W ubiegłym roku drużyna prowadzona przez trenera Włodarczyka wywalczyła awans do ekstraklasy, a w debiutanckim sezonie zajęła 11. miejsce.
– To był bardzo trudny dla nas sezon, pełen wzlotów i upadków. Zaczęliśmy dobrze, ale już po trzech kolejkach kontuzji doznała nasza podstawowa rozgrywająca Daria Dubik, potem przytrafiły się kolejne urazy i w zasadzie trzeba było budować zespół od nowa — mówił trener Artur Włodarczyk i dodał, że ten debiutancki sezon wiele wszystkich w klubie nauczył.
– Teraz było łatwiej budować drużynę, bo było więcej czasu i można się było do tego lepiej przygotować — uzasadnił.

Zespół wzmocniły m.in. dwie amerykańskie koszykarki – Anayi Peoples i Laura Stockton, które stały się jego liderkami.
Zwłaszcza pozyskanie Stockton odbiło się głośnym echem w koszykarskim środowisku. Laura jest bowiem córką Johna Stocktona, jednego z najwybitniejszych rozgrywających w historii koszykówki. W latach 1984-2003 był on zawodnikiem Utah Jazz. Jest liderem NBA w liczbie asyst, dwukrotnie zdobył złoty medal olimpijski w 1992 i 1996 roku.
– Rozmawiałem z nią przed podpisaniem kontraktu. Chciała grać w Europie, a nie mogła znaleźć klubu i chętnie do nas przystąpiła, a my staramy się stworzyć takie warunki wszystkim naszym zawodniczką, aby były zadowolone — podkreślił Włodarczyk.
Trener zapytany, co jest największym atutem jego zespołu, odparł, że dobra atmosfera. – Traktuję zawodniczki tak, jak chciałem być traktowany podczas mojej kariery na różnych poziomach. Dobra atmosfera pomaga, bo mecze to jedno, ale najważniejsza część pracy odbywa się na treningach. A gdy zawodniczki przychodzą na zajęcia z radością, to jest po prostu łatwiej — tłumaczył.
Włodarczyk, który w lutym skończył 30 lat, pracuje w Bochni trzeci sezon. Jego decyzja o przerwaniu w tak młodym wieku kariery sportowej była zaskakująca.
– To była chyba najtrudniejsza decyzja w życiu. Jeszcze przez wiele lat mógłbym grać i zarabiać, a tak zacząłem wszystko od zera, na nowo, bo choć to jest wciąż koszykówka, ale zawodnik i trener to dwie różne role — wspomniał.
Jak przyznał, zawsze chciał być trenerem. – Choć na razie pod względem finansowym to może nie był do końca korzystny wybór, ale jest dumny, że zdecydowałem się spełniać swoje marzenia. Jako zawodnik pracowałem z wieloma szkoleniowcami, ale najwięcej nauczyłem się od Andrzeja Urbana ze Stali Ostrów i Marcina Klozińskiego z SMS PZKosz Władysławowo — wskazał.
Po udanym starcie oczekiwania wobec koszykarek z Bochni będą coraz większe. Trener nie stawia jednak przed zespołem konkretnych sportowych celów.
– Chcę, abyśmy byli drużyną, z którą każdy musi się liczyć, żebyśmy do każdego meczu byli przygotowani na sto procent i byli najlepszą wersją siebie. Mamy swoje ograniczenia, dużo jeszcze można poprawić, ale staramy się w naszym klubie wycisnąć maksimum z potencjału finansowego i ludzkiego, jaki posiadamy — podsumował Włodarczyk.
PRZECZYTAJ TEŻ: Trwa zwycięska seria koszykarek z Łańcuta