REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

niedz. 19 kwietnia 2026

By jesień życia nie była taka trudna… Z wizytą na Oddziale Psychogeriatrycznym w Jarosławiu

O pracy na Oddziale Psychogeriatrycznym jarosławskiej szpitala opowiedziały nam (nz. od lewej): psycholog Agnieszka Mazur, fizjoterapeutka Agnieszka Misiąg oraz Magdalena Blajer, kierownik Oddziału Psychogeriatrycznego

Kilkupiętrowe kamienice, w których przed laty mieściły się wojskowe koszary, za zewnątrz budzące się do życia z zimowego snu drzewa i trawniki, w tle śpiewające ptaki, zaś w środku krzątający się personel medyczny, dbający przez 24 godziny na dobę o dobro pacjentów – tak na pierwszy rzut oka prezentuje się Specjalistyczny Psychiatryczny Zespół Opieki Zdrowotnej im. Prof. Antoniego Kępińskiego w Jarosławiu, w skład którego wchodzi Oddział Psychogeriatryczny. To właśnie o kulisach pełnej poświęcenia pracy na nim, a także wyzwaniach, z jakim przychodzi się mierzyć na szpitalnych salach i korytarzach opowiadają nam: Magdalena Blajer, kierownik Oddziału Psychogeriatrycznego, psycholog Agnieszka Mazur oraz fizjoterapeutka Agnieszka Misiąg.

– Szpital działa od 1954 roku. Najpierw mieścił się w Klasztorze Sióstr Niepokalanek, a w tej chwili zajmujemy obiekty, w których od 1909 r. znajdowały się koszary 90 pułku piechoty Obrony Krajowej „Jarosław”, a następnie – od 1919 r. – koszary 39 pułku piechoty „Strzelców Lwowskich”. Do szpitala przyjmowani są pacjenci na różne oddziały, w zależności od dolegliwości. Są to pacjenci od 18. roku życia wzwyż czyli to jest szpital dla dorosłych. Na nasz oddział, Psychogeriatrię trafiają osoby, które ukończyły 60 lat. Zajmujemy się także opieką środowiskową oraz opieką wyjazdową do domu pacjenta – odsłania kulisy działalności jarosławskiego szpitala psycholog Agnieszka Mazur.

Specjalistyczny Psychiatryczny Zespół Opieki Zdrowotnej im. Prof. Antoniego Kępińskiego w Jarosławiu mieści się w dawnych koszarach 39 pułku piechoty „Strzelców Lwowskich”.

Pacjenci i ich rodziny również nie pozostają sami

Na oddział, na którym pracują nasze rozmówczynie trafiają osoby w różnych stanie. Stopień zaawansowania choroby, a często też sędziwy wiek pacjentów sprawiają, że kontakt z nimi jest utrudniony.

– Bierzemy odpowiedzialność za tych pacjentów. Naszym zadaniem jest ich wyleczyć i zrobić wszystko, żeby się dobrze czuli. Skala trudności, jeśli chodzi o stan pacjentów, jest bardzo różna, tak więc praktycznie mierzymy się tutaj ze wszystkim – przekonuje Magdalena Blajer, kierownik Oddziału Psychogeriatrycznego jarosławskiego szpitala.

Kluczem do leczenia pacjenta wydaje się być dodarcie do niego. Dużą rolę w całym procesie leczenia odgrywa rehabilitacja.

– To wszystko zależy od pacjenta. Staramy się podchodzić do każdego indywidualnie, tak żeby go zachęcić do rehabilitacji. Czasami są chęci ze strony pacjentów, a czasami ich nie ma – zdradza Agnieszka Misiąg.

– Niektórzy dopiero po jakimś czasie nabierają ochoty do zajęć. W całym tym procesie ważne jest, aby stan psychiczny pacjenta się polepszył. Bo jeśli stan psychiczny się nie polepszy, to trudno mi dotrzeć do takiego pacjenta. Ale najczęściej jest tak, że jeśli pacjent się wyciszy, poprawi się jego stan psychiczny, to wtedy też jest mi dużo łatwiej go rehabilitować, bo on najczęściej tego chce – dodaje.

Rehabilitacja odbywa się zarówno indywidualnie, jak i grupowo, chociaż zdecydowany nacisk kładzie się na tę pierwszą.

– Głównie jest to rehabilitacja indywidualna, bo tak, jak już mówiłam, do pacjenta trzeba podejść indywidualnie. Grupową gimnastykę prowadzi z kolei terapeuta zajęciowy – opisuje kulisy całego procesu Agnieszka Misiąg.

Szpital w Jarosławiu powstał 15 stycznia 1954 r. jako Państwowy Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych. Pierwotnie został usytuowany w pomieszczeniach pierwszego piętra klasztoru Sióstr Niepokalanek przy ul. Słonecznej 41. Stopniowo powiększał bazę lokalową poprzez dodatkowe pawilony przy ul. Kościuszki w Jarosławiu, w Żurawicy oraz w Rudołowicach. Ostatecznie szpital usytuował się w historycznym miejscu, gdzie od 1901 r. znajdowały się koszary 90 pułku piechoty Obrony Krajowej „Jarosław”, a następnie od 1919 r. koszary 39 pułku piechoty „Strzelców Lwowskich”.

Bardzo ważnym elementem jej pracy jest skuteczne dotarcie do pacjenta.

– Pacjenta poznajemy na początku jego pobytu u nas, dzięki czemu wiemy, jak do niego podejść. Wiadomo, że na siłę niczego nie wskóramy, niczego nie osiągniemy. Są więc tacy pacjenci, którzy nie korzystają z rehabilitacji, bo po prostu jej nie chcą. Ale ci, którzy widzą jej efekty – bo np. po tygodniu zajęć widać, jeśli pacjent był leżący i stopniowo się uruchamia, zaczyna chodzić, widzi że to mu pomaga – to wtedy ta chęć i ochota na rehabilitację jest większa. Pacjent wówczas przychodzi sam na salkę, bo widzi, ze to ma sens, że jest w tym jakiś cel. Wydaje mi się, że mimo otępień, zdezorientowania, nasi podopieczni czują ten nasz uśmiech, chęć pomocy i odbierają to bardzo pozytywnie – przekonuje nasza rozmówczyni.

– Przychodzą do nas pacjenci, którzy są u na tylko raz, ale czasem są to też powroty, wieloletnie leczenia. Staramy się obsłużyć pacjentów kompleksowo, natomiast gdy wychodzą oni ze szpitala, trafiają do Poradni Zdrowia Psychicznego – dodaje Agnieszka Mazur.

Jednak samo wyjście ze szpitala do dopiero początek drogi, a w zasadzie jeden z etapów leczenia. W takich sytuacjach pacjenci i ich rodziny również nie pozostają sami.

– Kontaktujemy się ze wszystkim instytucjami, które są środkami oddziaływania. Mam tu na myśli DPS-y, Ośrodki Dziennego Pobytu, Schroniska. Na bieżąco jesteśmy z pacjentem, z jego sytuacją życiową, bo w momencie, gdy robimy wywiad, to nie dotyczy on tylko jego przeszłości, ale też interesuje nas to, co będzie się z nim działo po wypisie z naszego szpitala. Zdarzają się pacjenci NN, pacjenci bezdomni, którzy gdzieś zostają znalezieni, trafiają do nas i tu są leczeni. I już w trakcie ich hospitalizacji zaczyna się organizowanie im dalszego pobytu, dalszego funkcjonowania po wypisaniu z naszego szpitala – opisuje cały proces Agnieszka Mazur.

Coś, czego nie znamy, tego się boimy, tego boi się otoczenie

Bardzo ważną rolę w dochodzeniu pacjentów do zdrowia odgrywa rodzina, dla której niejednokrotnie odnalezienie się w nowej rzeczywistości jest sporym problemem i bardzo dużym wyzwaniem.

– Choroba psychiczna jest niezrozumiała nawet dla rodzin, które żyją z tymi ludźmi. Bo coś, czego nie znamy, tego się boimy, tego boi się otoczenie. Dlatego potrzebna jest duża wrażliwość na potrzeby pacjentów, znajomość ich chorób, wiedza, co się dzieje z pacjentem, co się może dziać, co jest w normie, a co jest poza normą – podkreśla psycholog Agnieszka Mazur.

– Staramy się pomóc rodzinom pacjentów. Nie zostawiamy ich bez wskazówek, pomocy w zorganizowaniu godnego funkcjonowania po tym, jak pacjent zostanie wypisany od nas – wtóruje jej kierownik Oddziału Psychogeriatrycznego jarosławskiego szpitala.

W 1979 r. z okazji 25-lecia działalności i w uznaniu zasług pracy dydaktycznej i organizacyjnej oraz rozwoju zamkniętego i otwartego lecznictwa psychiatrycznego. szpital otrzymał imię profesora Antoniego Kępińskiego – jednego z najwybitniejszych psychiatrów polskich.

– Często borykamy się z nieporozumieniami w rodzinie, z tym, gdzie pacjenta wypisać, bo zdarza się, że nie może on już wrócić do domu. Dzieje się tak przez wieloletnie narastające konflikty, albo po prostu brak fizycznej możliwości, mocy i sił, by się takim pacjentem opiekować w domu – wyjaśnia Agnieszka Mazur.

– Rodziny pacjentów często nie wiedzą, jak mają się zachować, jak funkcjonować w nowej rzeczywistości, z którą przychodzi im się zmierzyć. Choroba bowiem przychodzi nagle i po prostu nie wiedzą, jak mają postępować. Dlatego wspólnie staramy się pomagać, pokierować – dodaje fizjoterapeutka, Agnieszka Misiąg.

– Niejednokrotnie jest tak, że my musimy wyedukować rodzinę do stanu pacjenta, żeby ona go zrozumiała, czasem wybaczyła mu jego zachowanie, które przecież nie wynika z jego złośliwości czy osobowości, ale po prostu z choroby. Pokierowanie rodziną, co do umieszczanie pacjenta w jakimś ośrodku, co do opieki, dalszego leczenia jest bardzo ważne. Codziennie członkowie rodzin przychodzą do nas, żeby im wytłumaczyć, jak mają postępować, jak ta choroba przebiega, czego można się spodziewać, na co zwrócić uwagę, czego unikać – dodaje nasza rozmówczyni.

Siła zespołu

O tym, że praca na szpitalnym oddziale, a zwłaszcza takim, do łatwych nie należy, nikogo specjalnie nie trzeba przekonywać.

Na szczególną uznanie zasługuje codzienna ciężka praca pielęgniarek, pielęgniarzy i sanitariuszy na czele z Oddziałową, Marzeną Kohyt. To oni od momentu przyjęcia pacjenta zajmują się zabiegami, toaletą, karmieniem, pielęgnacją i nadzorem.

Terapia zajęciowa prowadzona przez Pana Krzysztofa wypełnia czas pacjentom, daje możliwość poczucia się częścią społeczności terapeutycznej.

– Fenomen naszej pracy polega na tym, że się uzupełniamy. Zespół jest bardzo zżyty. Atmosfera, jaka panuje na oddziale, jest godna pozazdroszczenia. Niejednokrotnie też pracowałyśmy na innych oddziałach, natomiast tutaj jest ten system zrozumienia, nie zwalania odpowiedzialności jeden na drugiego, tylko brania jej za to, co się dzieje. I to zarówno za to, co dobre, jak i za to, co czasem niedobre – opisuje charakterystykę swojej pracy psycholog Agnieszka Mazur.

– Mam dużą satysfakcję z kierowania takim zespołem i z tego, co on robi. Wiem, że w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji nie zawiedzie – komplementuje swoich pracowników Magdalena Blajer, kierownik Oddziału Psychogeriatrycznego, która podkreśla, że często chwali swój zespół, bo najnormalniej w świecie on na to zasługuje.

– Mam dużą satysfakcję z kierowania takim zespołem i z tego, co on robi. Wiem, że w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji nie zawiedzie – tak o swoim zespole mówi Magdalena Blajer, kierownik Oddziału Psychogeriatrycznego. Nz. druga z prawej w towarzystwie tylko części swoich współpracowników: od lewej Agata Hala – zastępca oddziałowej (stoi), Agnieszka Mazur – psycholog, Agnieszka Misiąg – fizjoterapeutka oraz Magdalena Duszka – sekretarka medyczna.

– Budujące w tym zespole jest to, że mamy świetną szefową, która potrafi nas docenić dobrym słowem, która powie: Świetna robota! Jesteśmy doceniani. To tworzy zespół! W uzdrowieniu pacjenta widać kawałek pracy każdego z nas, rozmowy, terapii, opieki, wyręczania, zabezpieczania, motywowania – potwierdza słowa swojej szefowej Agnieszka Mazur.

– Pacjent jest pod obserwacją 24-godzinną i czasami to, czego my nie wyłapiemy podczas naszej pracy, widzą inni, jak chociażby np. nasze pielęgniarki i sanitariusze. I to wszystko potem jest nam przekazywane. Pacjent nie zawsze przecież powie, co mu dolega, co go boli. Personel z kolei – co jest często kwestią minut – musi coś wyłapać, bo przecież zdarza się, że pacjenci mają udary, zawały, czy nagłe stany, na które musimy błyskawicznie reagować. Dlatego tak bardzo ważna jest obserwacja i przepływ informacji, a w takiej pracy mieć dobry zespół, to jest naprawdę bezcenne – kontynuuje kierownik oddziału.

– Każdy z nas ma swoją działkę – to przede wszystkim, ale jest też taka funkcja poboczna, czyli zainteresowanie się różnymi sprawami. Nawet to, czy i kiedy ktoś odwiedza danego pacjenta, czy w ogóle odwiedza? Wspólnie wymieniamy się informacjami, ten przepływ informacji jest bardzo dobry – podkreśla Agnieszka Mazur.

Praca nie dla każdego

Charakter tej pracy sprawia, że z pewnością nie jest ona dla każdego. Jakie więc cechy powinna mieć osoba, które decyduje się na angaż na szpitalnym oddziale?

– Odpowiem z mojego, psychologicznego punkty widzenia. Pomaganie to jest cecha charakteru, osobowości, które wskazują na to, że człowiek będzie pracował w pomocy, i będzie w tej pomocy skuteczny. To się ma, albo się tego nie ma – przekonuje Agnieszka Mazur.

– Niezwykle ważna jest też duża wrażliwość na drugiego człowieka, na pierwszym planie empatia. Powiem więcej – ogromna empatia do drugiego człowieka. Na samym naszym oddziale są ludzie schorowani, dla których jest to często jesień ich życia. Trzeba też mieć ogromną cierpliwość, bo tu się nic nie dzieje szybko – kontynuuje.

Praca poszczególnych osób nie kończy się jednak wraz ze skończeniem zmiany i opuszczeniem murów szpitala.

– Nie da się ot tak, po prostu wyłączyć, ponieważ jeśli jest jakiś problem z pacjentem, a rozwiązujemy go w czasie pracy, to później naturalną rzeczą jest to, że myślimy o tym, czy wszystko jest w porządku, czy coś się nie stało, czy stan pacjenta się poprawił? Zostaje to wszystko w głowie – przekonuje fizjoterapeutka Agnieszka Misiąg.

Czy tata, mama będą jak kiedyś?

Mimo trudności i wyzwań, którym personel musi codziennie stawiać czoła, praca ta daje mu ogromną satysfakcję, co podkreślaną bohaterki naszego artykułu.

– Najszczęśliwszy czas jest wtedy, kiedy pacjent wychodzi ze szpitala, kiedy jest zadowolony, kiedy rodziny przychodzą i mówią, że cenią naszą pracę, że są pod ogromnym wrażeniem tego, co robimy. To jest bardzo ciężka praca. Mamy do czynienia z pacjentami niedowidzącym, niedosłyszącymi, z Parkinsonem, do których trzeba tak dostosować podejście, aby wiedzieć, czego oni potrzebują. Trzeba wiedzieć zatem, po co się tutaj przyszło – dodaje Agnieszka Mazur.

– Trzeba też sobie zdać sprawę z tego, że stanów otępiennych nie jesteśmy w stanie całkowicie wyleczyć, bo to są procesy nieodwracalne. To jest trwałe uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego i tego po prostu nie da się całkowicie wyleczyć. Naszym zadaniem jest zrobienie wszystkiego, żeby jak najbardziej poprawić samopoczucie pacjenta, żeby on wyszedł z tego w jak najlepszym stanie. Często rodziny pytają nas np. o to, czy tata, mama będą jak kiedyś? My wiemy, że tego nie osiągniemy… Ale robimy wszystko, by jak najlepiej i jak najdłużej dobrze funkcjonowali, by ta ich jesień życia nie była taka trudna. Zarówno dla nich samych, jak również dla ich bliskich – puentuje Magdalena Blajer, kierownik Oddziału Psychogeriatrycznego szpitala w Jarosławiu.

Udostępnij

FacebookTwitter