REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

śr. 10 czerwca 2026

Dariusz Kaszowski, trener koszykarzy Solvera Sokoła: uważam, że nie mamy czego się wstydzić.

Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

Rozmowa z DARIUSZEM KASZOWSKIM, trenerem Solvera Sokoła Łańcut

KOSZYKÓWKA. I LIGA

– Solvera Sokół zakończył sezon na I rundzie play-off. Ostatnie raz taka sytuacja miała miejsce w rozgrywkach 2013/2014. Jak ocenia pan miniony sezon w wykonaniu zespołu?

– To był bardzo ciężki sezon dla nas, z tego względu, że borykaliśmy się z ogromnymi problemami zdrowotnymi i to od samego początku. Przygotowania do sezonu zaczęliśmy w niepełnym składzie. Nie było z nami Filipa Zegzuły, czy Maćka Kucharka, a to były ważne postacie w naszej układance, więc to był duży problem. Przygotowania opieraliśmy wtedy głównie o naszych graczy młodzieżowych, a wiadomo, że jakość tych przygotowań potem też rzutowała na początek rozgrywek. Jak zdrowie troszeczkę wróciło i mogliśmy mocniej popracować, to nasza gra też zaczęła inaczej wyglądać. Oczywiście zostaje dużo do życzenia względem aspektów obronnych, bo do ataku uważam, że nie było co się czepiać. W aspekcie obronnym na pewno stać było zespół na dużo więcej, ale to też wynika z tego, że nie było odpowiedniej pracy na jednostkach treningowych związanej z tym, że nie byliśmy w stanie przeprowadzić zajęć w pełnym składzie. Pomimo tego, że często nasi zawodnicy dochodzili do spotkań meczowych, byli w składzie meczowym, to nie zawsze byli do dyspozycji w pełnym tego słowa znaczeniu. Z niedoleczonymi kontuzjami wchodzili w skład zespołu.

Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

Mimo tych problemów notowaliśmy fajne serie zwycięstw. Uważam, że w tak bardzo mocnej lidze nasz wynik nie jest zły, bo po rundzie zasadniczej zajmujemy piąte miejsce i mamy stratę punktu do wicelidera.

Na pewno gdybyśmy mogli zagrać w pewnym składzie, to wtedy moglibyśmy się mocniej przeciwstawić zespołowi, z którym przyszło nam rywalizować w I rundzie play-off. Oczywiście to nie jest jakieś tam główne wytłumaczenie, żeby też to nie zabrzmiało, że wszystko zwalam na urazy. Wyszło tak, że po raz pierwszy od dziewięciu sezonów nie udało się znaleźć w Top4. Na pewno bardzo szkoda meczów wyjazdowych, a przede wszystkim drugiego spotkania, w którym w końcówce prowadziliśmy bodajże ośmioma punktami, ale jednak doświadczenie i jakość graczy z Kociewia wzięła górę.

– W poprzednim sezonie Sokół spisał się zdecydowanie lepiej, był o krok od finału, a ostatecznie zakończył sezon z brązem. Wynika z tego, że tamten zespół było silniejszy i lepiej zbudowany?

– Warto podkreślić, że liga od samego początku pokazała, że będzie strasznie wyrównana. Rozgrywki pokazały, że w tym sezonie zespoły były bardzo mocno przygotowane organizacyjnie i finansowo. Świadczy o tym, że większości z nich występowało po dwóch obcokrajowcach. To nie jest takie tanie wyzwanie. Za pierwszą licencję trzeba było zapłacić 125 tys. złotych, a za drugą 100 tys. Przypomnę, że w ekstraklasie chyba bodajże szósta licencja kosztuje 100 tys., a u nas już druga jest tyle. To oznacza, że organizacyjnie zespoły były bardzo dobrze przygotowane. Jakby nie było, Żubry Białystok czy Minersi Katowice, czyli dwa zespoły, które spadły, miały po dwóch obcokrajowców w składzie. Drużyna z Katowic miała ogromne wsparcie z miasta w postaci miniona osiemset dotacji.

Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

Tak więc organizacyjnie i finansowo poziom na pewno poszedł bardzo mocno do góry. Myślę, że z każdym rokiem będzie wzrastał, a co za tym idzie też poziom sportowy. Coraz więcej graczy z przeszłością w ekstraklasie gra w I lidze. Przykładowo nikt przed sezonem nie spodziewał się, że w ŁKS-sie pojawią się Ponitka i Grudziński.

– W skali szkolnej na ile oceniłby pan ten sezon Solvera Sokoła?

– Myślę, że sezon oceniłbym między mocne cztery, a minus pięć. Przy tych naszych wszystkich problemach na taką ocenę, myślę, że zasłużyliśmy. Uważam, że nie mamy czego się wstydzić. Mieliśmy bilans 21 wygranych i 11 porażek, a z takim samym wynikiem przykładowo rundę zasadniczą zakończył wspomniany przeze mnie ŁKS czy Spójnia. Małe punkty zadecydowały, że nie mieliśmy tej przewagi parkietu w pierwszej rundzie i to też zadecydowało o porażce.

– Jak będzie wyglądał zespół z Łańcuta w przyszłym sezonie, dojdzie do dużych roszad kadrowych?

– Milan Milovanović w trakcie sezonu przedłużył kontrakt. Prowadzimy rozmowy z koszykarzami, którzy reprezentowali nasz klub w tym sezonie. Zobaczymy kogo uda się zatrzymać. Będziemy starali się też uzupełnić tak skład, żeby był wszechstronny. Nie zamykać się po prostu tylko i wyłącznie na graczach, którzy są jednowymiarowi i mogą grać tylko na jednej pozycji. Chciałbym stworzyć taki zespół składający się z koszykarzy, którzy mogą grać co najmniej na dwóch pozycjach. Zobaczymy co z tego wyjdzie.


PRZECZYTAJ TEŻ: Agata Grabowiecka nową trenerką koszykarek z Łańcuta

Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

Udostępnij

FacebookTwitter