REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

śr. 10 czerwca 2026

Janusz Walciszewski, prezes Miasta Szkła Krosno: jesteśmy małym klubem z dużymi marzeniami

Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

Rozmowa z JANUSZEM WALCISZEWSKIM, prezesem Miasta Szkła Krosno

KOSZYKÓWKA. ORLEN BASKET LIGA

– Minęło już trochę czasu od momentu zakończenia sezonu przez zespół Miasta Szkła. Czy ma pan przemyślenia, dlaczego nie udało się utrzymać w ekstraklasie? Czasami jedna, konkretna decyzja potrafi wpłynąć na cały sezon…

– To jest bardzo złożony temat. Zawsze jednak trzeba spojrzeć na sam początek.

Gdyby Edmunds nie był trenerem i nie rozpoczął sezonu od bilansu 0-7, to być może wszystko potoczyłoby się inaczej. Później w naszych ruchach i działaniach byłoby z pewnością mniej nerwowości.

Zbudowaliśmy drużynę, po czym trener stwierdził, że to jednak nie jest to, czego by oczekiwał. Wtedy zaczął się problem i przyszło parę przegranych meczów. U siebie przegraliśmy jednym punktem z Lublinem, potem trzema punktami w Słupsku. Takie drobne porażki zaczęły nakręcać spiralę niepewności. Jak źle się zaczęło, tak też się skończyło.

– Drużyna walczyła do samego końca, jednak w trakcie sezonu trzeba było dokonać sporych roszad wśród zagranicznych zawodników…

– Te zmiany nie wynikały z faktu, że chcieliśmy nimi rotować. Po prostu najpierw okazało się, że jeden z zawodników nie do końca napisał prawdę w ankietach medycznych. Był przewlekle chory i dlatego nie mógł zbytnio biegać.

Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

Następnie ściągnęliśmy zawodnika, który po zaledwie trzech meczach dostał propozycję bardzo wysokiego kontraktu gdzie indziej. Chciał na siłę wymusić zwolnienie, więc zaczął grać przeciwko naszej drużynie. Nazywał się Maurice Watson i celowo notował po 11 strat, byle tylko zostać wyrzuconym. Co ciekawe, po wyjeździe, w klubie w Turcji do końca sezonu notował statystyki na poziomie 18 punktów i 11 asyst. Warto tu zaznaczyć, że pierwsza liga turecka to wcale nie słabsze rozgrywki niż nasza ekstraklasa.

Kolejnym graczem był Martins Laksa, który niestety po trzech tygodniach złamał palec z przemieszczeniem. Zawsze powtarzam, że gdy coś źle się zaczyna, to przeważnie źle się też kończy. Ale muszę powiedzieć, że próbowaliśmy, graliśmy do końca i nie było wstydu ani żadnych blamaży. Ostatnie mecze też to pokazały. Z Kingiem wygrywaliśmy jeszcze na trzy minuty przed końcową syreną. Przez kontuzje i choroby zawsze brakowało nam ósmego czy dziewiątego zawodnika, który dałby lepszą zmianę z ławki. Cały czas się coś działo. Z czytanych przeze mnie niedawno statystyk wynikało, że zajęliśmy drugie miejsce w lidze pod względem meczów przegranych różnicą zaledwie kilku punktów. Cóż, tak bywa, to jest sport.

– Czy po tak trudnym sezonie, zakończonym spadkiem, jest pan w stanie dostrzec jakieś pozytywy?

– Prowadzę ten klub od 23 lat i przeżywałem tu najróżniejsze momenty upadków i wzlotów. O ile w ogóle można zanotować pozytywy w sezonie spadkowym, to pierwsze, co się rzuca w oczy, to ogromne zainteresowanie koszykówką. Drugim pozytywem jest postawa naszych sponsorów. Praktycznie wszyscy jednomyślnie stwierdzili, że mimo spadku zaangażowanie na boisku było na tyle duże, że warto dalej wspierać ten klub i w niego inwestować. Dlatego w tej chwili zaczęliśmy już pracę nad nowym sezonem.

– Czego kibice w Krośnie mogą spodziewać się w kolejnym sezonie?

– Przed nami pierwsza liga. Nie jest oczywiście tak widowiskowa jak ORLEN Basket Liga, ale myślę, że dla kibiców będzie równie ciekawa. Znowu będziemy bili się o awans. Zawsze mówiłem, że trzeba być realistą. Jesteśmy małym ośrodkiem, liczącym niewiele ponad 30 tysięcy mieszkańców, a budżet miasta jest jaki jest. W stosunku do wielkich klubów z dużych miast jesteśmy wręcz skazani na porażkę już na samym starcie.

Jesteśmy małym klubem z dużymi marzeniami. W I lidze zazwyczaj bez problemu dajemy radę, natomiast ekstraklasa to dla nas lekkie cierpienie. Nie poddamy się, trzeba do czegoś dążyć i próbować. Będziemy znów walczyć o awans do ORLENBasket Ligi, bo w sporcie zawsze chodzi o to, żeby chcieć wygrywać.

Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

– Jak ocenia pan zmiany, jakie zaszły w ekstraklasie od czasu waszych poprzednich występów w najwyższej klasie rozgrywkowej? Co w klubie funkcjonowało wówczas lepiej, niż w tym sezonie?

– Jeśli chodzi o różnice pomiędzy sezonami w ekstraklasie kiedyś i dziś, to przede wszystkim widać, jak bardzo ta liga poszła do przodu. Trzeba dziś dysponować niewspółmiernie wyższym budżetem, aby w ogóle móc w niej zagrać. Znacząco wzrosły koszty utrzymania zawodników, hoteli, transportu czy przejazdów. To są olbrzymie pieniądze i o budżetach rzędu 2-2,5 mln zł nie ma nawet o czym rozmawiać w realiach najwyższej klasy rozgrywkowej. Dzisiaj absolutne minimum na takim poziomie to 4-4,5 mln zł, a i to niczego nie gwarantuje. Jednak sama liga ma teraz większą rozpoznawalność, jest lepiej zorganizowana i lepiej pokazywana w telewizji.

Poziom sportowy wzrósł niewspółmiernie, więc jest do czego wracać. Uważam wręcz, że mimo spadku, to sportowo ten sezon podobał mi się bardzo. Wiele spotkań było na styk. Gdyby dopisało nam nieco szczęścia i zawodnicy nie wypadali ze składu, mogło się to zakończyć tak, że mielibyśmy nie cztery wygrane, lecz siedem i utrzymalibyśmy się w lidze. Na pewno mamy do czego wracać.

– Często spadek z ekstraklasy wiąże się z kłopotami organizacyjnymi lub finansowymi. Wydaje się, że w Krośnie udało się uniknąć takiego czarnego scenariusza.

– To nasz kolejny mocny atut, bo bardzo skrupulatnie pilnowaliśmy budżetu. Mimo wielu zmian kadrowych i konieczności pozyskania dodatkowych pieniędzy na ich realizację, sezon kończymy praktycznie na zero. Być może jest tam maluteńki plus lub minus rzędu 20-50 tysięcy złotych, co dla funkcjonowania klubu nie oznacza absolutnie niczego złego. To tak jakbyśmy wyszli na zero i nie ma żadnych zagrożeń w kwestii budowania mocnej pierwszoligowej drużyny. Rozpoczęliśmy już rozmowy, powoli kończą się kontrakty, pożegnaliśmy już zawodników. Równolegle przygotowujemy nowe projekty umów na następny sezon dla naszych głównych sponsorów oraz składamy stosowne aplikacje. Pracujemy nad tym, aby budżet na pierwszą ligę utrzymał się na dobrym poziomie. Muszę jednak dodać, że podczas naszej nieobecności ta liga mocno się zmieniła. Kiedy patrzę na ceny rynkowe koszykarzy, koszty przejazdów czy rozmieszczenie drużyn, to czy mówimy o ekstraklasie, czy I lidze, to nie jest wcale dużo taniej ani łatwiej. Bez budżetu rzędu 2,5 mln zł nie ma w ogóle o czym rozmawiać, jeśli myślimy o walce o czołową ósemkę. Mamy przed sobą sporo pracy, ale atmosfera w klubie jest dobra i sumiennie szykujemy się do sezonu.

Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

– Oficjalnie z zespołem żegna się Hubert Łałak, więc przebudowa już się rozpoczęła.

– Zgadza się, dzieje się u nas dużo. Bądźmy szczerzy, w pewnym momencie minionego sezonu mieliśmy sześciu czy nawet siedmiu zawodników zagranicznych, którzy stanowili trzon kadry. W I lidze może być ich natomiast maksymalnie dwóch. Mamy plan, by zatrzymać w składzie jednego z obcokrajowców, o ile wyrazi chęć pozostania. Jesteśmy już przygotowani na wyjazd do Las Vegas, by poszukać obwodowego i na 99 procent celujemy w pozycję numer jeden. W kwestii polskich graczy, to zostaje z nami Michał Jankowski, a po rocznej przerwie spowodowanej kontuzją wraca Bartek Chodukiewicz. Rozmawiamy także z chłopakami, którzy u nas ostatnio występowali, między innymi z Michałem Chrabotą, Jankiem Góreńczykiem i Jankiem Wójcikiem. Nasz młody wychowanek Cezary Chruściel wyjeżdża na studia, więc go zabraknie. Mam nadzieję, że uda nam się zatrzymać pięcio, a może sześcioosobowy polski trzon zespołu. Hubert Łałak po 4 latach spędzonych u nas wybrał inną drogę i zdecydował się spróbować czegoś innego w nowym klubie. Życzę mu samych sukcesów, to świetny zawodnik i świetny chłopak, a taka zmiana może być dla niego dobra.

– A jak wygląda sytuacja z Przemysławem Wroną? Pojawiają się pogłoski, że on również kończy przygodę z Krosnem, ale pozostanie na Podkarpaciu w innym pierwszoligowym klubie…

– Przemkowi kończy się z nami umowa, a jego agent nie podjął na razie z nami żadnych rozmów. Zakładam więc, że faktycznie na tym kończy się jego przygoda z naszym klubem.

– Można zakładać, że gra na zapleczu ORLEN Basket Ligi potrwa tylko sezon?

– Jestem realistą, chciałbym oczywiście błyskawicznie wrócić do ligi w jeden sezon, jednak po spadkach zawirowania kadrowe bywają tak duże, że zbudowanie odpowiedniego kolektywu potrafi potrwać rok lub dwa. Zawsze powtarzam, że najlepsze są cykle budowy 2-3 letnie. Tworzy się w nich dobrą, polską bazę, do której można dołączyć świetnie wyselekcjonowanych zagranicznych zawodników, których skauci oglądają na żywo, a nie tylko na wyrywkowych klipach „highlights”. Wtedy da się stworzyć coś naprawdę ciekawego.

– Jakie są zatem będą cele Miasta Szkła na kolejny sezon?

– Powiem tak, nie wyobrażam sobie na przyszły sezon innego scenariusza niż awans do play-offów i walka o mistrzostwo I ligi. To absolutne minimum. Czy nam się to ostatecznie uda? Nie wiem, to jest sport, a konkurencja jest ogromna. Słyszy się, że w Lesznie, gdzie przeszedł Hubert Łałak, pojawił się nowy sponsor dający 2 miliony złotych z własnej kieszeni. Widzę to szaleństwo na rynku transferowym i wielkie kwoty, którymi operują rywale. Jednak gdy ostatnim razem wywalczyliśmy awans, również nie mieliśmy największego budżetu, a przypuszczam, że pod tym kątem byliśmy na czwartym lub piątym miejscu. Pieniądze w sporcie są szalenie ważne, ale zaraz po nich staje chemia w szatni, proces budowy i to specyficzne „coś”, co ostatecznie pozwala wygrywać. Ważne jest też oczywiście szczęście, którego w minionym sezonie w ekstraklasie po prostu nam zabrakło.

Wracamy do I ligi z przytupem. Na pewno nie będziemy chłopcami do bicia, tylko celujemy w najwyższe stawki. Gdzie ostatecznie się zajdziemy? Trudno powiedzieć, właśnie dlatego sport jest tak fascynujący i nieprzewidywalny. Mogę zapewnić, że dopóki prowadzę ten klub, naszym jedynym celem będzie parcie do przodu, próby awansów i chęć zwyciężania.

Choć, tak jak dzisiaj sobie o tym pomyślałem, z awansem w sporcie wiąże się pewien paradoks. Człowiek niesamowicie się z niego cieszy, a przecież wie, że za rogiem czeka na nas cierpienie. W takich ośrodkach jak Krosno, zderzenie z budżetami kilka razy większymi jest niezwykle bolesne. Zdecydowanie jednak warto przeżyć to cierpienie, warto powalczyć dla takich chwil radości. Optymizmu z pewnością nam nie brakuje.


PRZECZYTAJ TEŻ: Przemysław Łuszczewski trenerem OPTeam Energia Polska Resovia


Udostępnij

FacebookTwitter