
Personel Szpitala Powiatowego w Lesku za pracę w lutym dostał 75 proc. pensji. Jest w szoku, bo „takiej sytuacji nawet najstarsi górale nie pamiętają”. Dyrektor tłumaczy, że nie miał innego wyjścia, bo konto szpitala świeci pustkami. Placówka ma 128 mln zł długu, w tym 68 mln zł to tzw. dług wymagalny, przy którym szpital traci płynność finansową. W podobnej sytuacji są też inne lecznice. Póki co wypłaciły pobory w całości. Pytanie co będzie za miesiąc, dwa, trzy?
Pracownicy po wyjściu z szoku, są oburzeni. Kto zresztą by nie był? Pracujesz? Pensja należy Ci się przecież jak w przysłowiu „psu buda”. Pracownicy na pewno więc nie będą chcieli pracować „za pół darmo”. Nie wykluczają powiadomienia o sprawie Państwowej Inspekcji Pracy. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych grozi nawet protestem, ale co to da jak w szpitalnych kasach widać dno?
Z pustego i Salomon nie naleje
Dyrektor szpitala w Lesku w piśmie do pracowników tłumaczy, że to nie jego fanaberia. Pisze, że jego decyzja wynika, z powodu niezwykle trudnej sytuacji finansowej placówki. Obiecuje, że pozostałe 25 procent wypłaci niezwłocznie po tym, jak pozyska pieniądze, i prosi o podejście do zaistniałej sytuacji z wyrozumiałością. Apeluje również o nie zgłaszanie dodatkowych roszczeń i nieeskalowanie konfliktów. „Ze swojej strony pragnę podkreślić, że podejmuje wszelkie niezbędne działania, aby przywrócić płynność finansową szpitala i realizować zobowiązania, traktując kwestie dotyczące wynagrodzeń priorytetowo” – podkreślił Mirosław Leśniewski.
Wiadomo jednak że takich pieniędzy choćby nawet chciał, nie da z własnej kieszeni. Musi je dostać z Narodowego Funduszu Zdrowia. A i tam pustki…
A długi rosną i rosną…
Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że na koniec września 2025 roku ogólne zadłużenie szpitali i przychodni wyniosło blisko 27,7 mld zł. Najbardziej niepokojący jest jednak wzrost tzw. zobowiązań wymagalnych, czyli długów, których termin płatności już minął. Pod koniec trzeciego kwartału przekroczyły one 4,2 mld zł.
Według danych zaprezentowanych podczas debaty „Jak uratować finanse polskiej ochrony zdrowia?” w ramach Okrągłego Stołu Zdrowia w Centrum Prasowym PAP, deficyt Narodowego Funduszu Zdrowia może w 2026 roku wynieść od 23 do nawet 50 miliardów złotych!!
Wow. Co wobec tego nas czeka? Cały czas pracują nad tym „tęgie głowy”, nie mylić z tępymi. Mówią o konsolidacji, przekształceniach, itp., itd. Niestety póki co tylko mówią. A długi rosną i rosną. Czym to się skończy? Już wkrótce pewnie zobaczymy. Odczuje to nie tylko personel, który być może straci pracę, bo szpital w końcu postawiony zostanie w stan upadłości. A pacjenci? No cóż będą szukać pomocy tam gdzie szpital jeszcze jakoś przędzie. Nie wszystkie jeszcze mają bowiem zobowiązania wymagalne, które świadczą o ich głębokiej niewydolności. Brakuje im bowiem nie tylko na opłacenie personelu, ale i dostawców leków.
