
Już ponad rok (od połowy września ubiegłego roku) Pododdział Kardiochirurgii w Wojewódzkim Szpitalu w Przemyślu funkcjonuje bez kontraktu z NFZ. Brak finansowania kosztownych, bo specjalistycznych procedur, wpędza szpital w długi. Czy zanosi się na wyczekiwane przez szpital i pacjentów zmiany?
Otwierana z pompą, druga na Podkarpaciu kardiochirurgia, pochłonęła kilkadziesiąt mln zł. Działając w ramach Oddziału Kardiologii z Pododdziałem Kardiologii Inwazyjnej i wsparciu rehabilitacji kardiologicznej miała uzupełnić kompleksową opiekę sercowo-naczyniową na Podkarpaciu, a przy okazji skrócić kolejki do tych jakże potrzebnych zabiegów.
Niestety…
Mimo, że pododdział dysponuje blokiem operacyjnym z nowoczesną salą hybrydową, 7-łóżkowym odcinkiem intensywnego nadzoru kardiochirurgicznego i liczącą 20 łóżek część ogólną oraz zespołem specjalistów nadal nie może realizować zabiegów planowych. Działa więc w trybie ostrodyżurowym, przyjmując tylko nagłe przypadki. To strata potencjału pododdziału i oczywiście pieniędzy, które zamiast funduszu ponosi szpital. A w grę wchodzą nie małe kwoty, bo sięgające 3 mln zł miesięcznie. Razy 12 miesięcy w roku daje już 36 mln zł. Generując takie straty pododdział może zostać zamknięty.
Czy jest szansa na podpisanie kontraktu z NFZ? – pytamy u źródła.
– Na obecną chwilę nie mogę nic powiedzieć. Kilka tygodni temu zwróciliśmy się do prof. Kazimierza Widenki, konsultanta krajowego w dziedzinie kardiochirurgii o opinie w tej sprawie. Na odpowiedź wciąż czekamy – informuje Rafał Śliż, rzecznik prasowy POW NFZ w Rzeszowie.