Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

czw. 18 kwietnia 2024

Pogrzeb kardynała Stefana Wyszyńskiego. Trumnę niósł strażak z Podkarpacia

Gdy Tadeusz Ferens szedł w kordonie strażaków rozpierała go duma. Kiedy po pogrzebie wrócił do Tarnobrzega usłyszał od przełożonego, że „splamił mundur” i rozpoczęło się jego szykanowanie. (Fot. Bogdan Myśliwiec)

Trumna była ciężka. Zbudowana z kilku warstw. Do jej uniesienia potrzebnych było aż dziesięciu mężczyzn. Po pięciu z każdej strony. Zmiany niosących sarkofag odbywały się co około 30 metrów przez około półtora kilometra. Tadeusz Ferens był w delegacji strażaków, którzy 31 maja 1981 r. odprowadzili na swoich barkach Prymasa Tysiąclecia na miejsce ziemskiego spoczynku.

Pogrzeb prymasa Stefana Wyszyńskiego był jednym z największych wydarzeń patriotyczno-religijnych w powojennej Polsce. Jak podaje Instytut Pamięci Narodowej, według obserwatorów SB we mszy pogrzebowej uczestniczyło około 120 tys. osób, ale inne źródła podają, że mogło być ich nawet pół miliona.

– Ewenementem tego wydarzenia było zachowanie władz PRL, które pozwoliły pochować Wyszyńskiego ze wszystkimi honorami przysługującymi osobom pełniącym funkcje państwowe. Ogłoszono kilkudniową żałobę narodową oraz pozwolono transmitować uroczystości przez radio i telewizję, a reżimowa prasa podawała informacje o pogrzebie na pierwszych stronach. Był to – jak się wydaje – zabieg propagandowy, mający przekonać społeczeństwo o przyjaznym nastawieniu władz do Kościoła – informuje Radosław Morawski na stronie IPN.

Postać Stefana kardynała Wyszyńskiego przybliżyły informacje dotyczące jego beatyfikacji, która miała miejsce 12 września 2021 r. w Warszawie, a ostatnio także film pt. „Prorok”, który można od kilku dni oglądać na najpopularniejszej platformie streamingowej. „Super Nowości” dotarły do uczestnika pogrzebu prymasa Wyszyńskiego, który niósł jego trumnę na kilku odcinkach pogrzebowego konduktu.

Pogrzeb kardynała Stefana Wyszyńskiego. Szczególne zadanie dla strażaków

28 maja 1981 r., kilka minut przed godziną 10., dźwięk dzwonów kościelnych na warszawskim Starym Mieście ogłosił wieść o śmierci arcybiskupa Stefana Wyszyńskiego, metropolity warszawskiego i gnieźnieńskiego, prymasa Polski, nazwanego Prymasem Tysiąclecia. Przyczyną jego śmierci była choroba nowotworowa, zdiagnozowana w kwietniu 1981 r.

– W przeddzień uroczystości pogrzebowych otrzymaliśmy, jako członkowie strażackiej „Solidarności”, faks z centrali związku z zaproszeniem do wzięcia udziału w uroczystościach – wspomina 66-letni Tadeusz Ferens, który wówczas mieszkał w Tarnobrzegu i pracował w Komendzie Wojewódzkiej Straży Pożarnych. Z zaproszenia wynikało, że zostało nam – jako służbie mundurowej – powierzone na pogrzebie Prymasa szczególne zadanie do wykonania. Czasu było mało, a zadanie jak wyzwanie. Udało mi się jednak zorganizować ten wyjazd z trzema podoficerami, także członkami Solidarności z Krajowej Sekcji Pożarnictwa. Wszyscy pojechaliśmy do Warszawy w mundurach galowych.

PRZECZYTAJ TEŻ: Przerażający koniec mieleckich Żydów. Przed wojną było ich ponad 7 tysięcy

Strażacy na całej trasie konduktu tworzyli dużą elipsę liczącą około 100 osób, która przemieszczała się obok trumny. Spośród nich wszystkich strażaków wybranych zostało tylko 10, którzy mieli dostąpić wyjątkowego zaszczytu.

– Miałem ten honor, że wyznaczono mnie do 10-osobowej grupy polskich strażaków do niesienia trumny z ciałem Prymasa Tysiąclecia – mówi Tadeusz Ferens. – Trumna była bardzo ciężka. Dlatego było nas po pięciu z każdej jej strony. Wszyscy mieliśmy po 176 cm wzrostu. Trasa konduktu pogrzebowego była dość długa. Potrzebnych więc było wiele delegacji, które przekazywałyby sobie trumnę z barków na barki. Byli to m.in.: kapłani, zakonnicy, górale, hutnicy, studenci. Koledzy z mojej grupy byli w kordonie otaczającym trumnę i pilnowali porządku.

Bogdan Myśliwiec pojechał do Warszawy na pogrzeb kardynała Wyszyńskiego z delegacją z jednej z tarnobrzeskich parafii. Miał zgodę na wykonywanie zdjęć, gdyż pobrał od proboszcza zaświadczenie, że będzie robił dokumentację na potrzeby parafialne. (Fot. Bogdan Myśliwiec)

Benedykt XVI wśród biskupów

Prymas Stefan Wyszyński zmarł 28 maja 1981 r. przy ul. Miodowej. Zaraz po ogłoszeniu tej wiadomości, przed jego siedzibą zaczęli gromadzić się wierni, chcąc oddać mu ostatni hołd. Wieczorem tego samego dnia, zapadła decyzja o przeniesieniu trumny z ciałem kardynała do kościoła seminaryjnego (karmelitów) przy Krakowskim Przedmieściu.

– Nieśli ją wówczas księża i działacze NSZZ „Solidarność” w asyście tysięcy wiernych, rzucających na trumnę kwiaty i śpiewających pieśni religijne. W kościele seminaryjnym rozpoczęło się trzydniowe czuwanie, przez cały czas wystawione były warty honorowe: kombatantów, harcerzy, NSZZ „Solidarność” i organizacji katolickich. Do oddania hołdu ustawiła się kilkukilometrowa kolejka – pisze Radosław Morawski na stronie IPN.

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w niedzielę 31 maja. O godzinie czwartej po południu z kościoła seminaryjnego wyruszył kondukt pogrzebowy w stronę pl. Zwycięstwa (dziś Piłsudskiego). Tam odbyła się msza pogrzebowa. Ustawiono tam krzyż udekorowany tak samo jak w czasie pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1979 r.

Mszę odprawił specjalny wysłannik Ojca Świętego, watykański sekretarz stanu abp kardynał Agostino Casaroli. Koncelebrowało ją ponad 50 biskupów z całego świata, w tym m. in. ówczesny arcybiskup Monachium Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI.

– Pierwsza część trasy liczyła ok. 500 m, druga po mszy pogrzebowej do katedry św. Jana około 1000 metrów. Zmiany były częste, co około 20-30 metrów – mówi 66-letni pan Tadeusz. – Delegacja strażaków, w której byłem niosła prawdopodobnie 2 zmiany na Mszę Świętą i ok. 3-4 razy do katedry.

Usłyszałem, że splamiłem mundur

– Pamiętam, że czułem radość i wdzięczność, że dostąpiłem tego zaszczytu. Potem okazało się, że od tego wydarzenia i mojego w nim udziału, byłem napiętnowany przez przełożonych, a po wprowadzeniu stanu wojennego – wręcz prześladowany – opowiada Tadeusz Ferens.

– 1 czerwca 1981 r., w poniedziałek rano zostałem wezwany przez zastępcę komendanta wojewódzkiego, który zrugał mnie za ten wyjazd i na koniec rozmowy stwierdził, „że nie ma dla mnie miejsca w szeregach straży, ponieważ „splamiłem mundur oficera pożarnictwa”. Reakcja komendanta zabolała mnie bardzo mocno, ponieważ byłem bardzo dumny z udziału w tych uroczystościach. Nie wiedziałem wtedy, że towarzysze tak nienawidzili Kościoła i Księdza Prymasa, nawet po jego śmierci – kontynuuje swoją opowieść Tadeusz Ferens.

POLECAMY: „To jakby zburzyć Pałac Kultury!” Rzeszowianie dzielą się opiniami o pomniku

Mimo, że od tamtych wydarzeń minęło już ponad 40 lat, nadal jest pełen emocji wspominając niezwykły pogrzeb kardynała Wyszyńskiego i swoje osobiste losy.

– Powiedziano mi, że mam napisać raport o przeniesienie do służby w Komendzie Rejonowej w Stalowej Woli. Tak też uczyniłem. Nadal pracowałem w swoim zawodzie, prowadziłem zakazaną działalność w „Solidarności”. Byłem przesłuchiwany przez Służbę Bezpieczeństwa i Milicję Obywatelską. Z powodu prześladowań i szykan nastąpił rozstrój mojego zdrowia i w efekcie usunięcie ze służby w 1986 r. Wyjechałem wtedy ze Stalowej Woli do Biłgoraja, gdzie zacząłem nowe życie. Zostałem nauczycielem przedmiotów zawodowych, włączyłem się w działalność samorządową w mieście i powiecie biłgorajskim, a w sierpniu 2021 r. przeszedłem na emeryturę – wspomina strażak z Podkarpacia.

Tadeusz Ferens był w wytypowanej grupie 10 strażaków, którzy jako jedyna służba mundurowa niosła trumnę. Wszyscy panowie byli jednego wzrostu i na półtorakilometrowej trasie nieśli sarkofag około 5-6 odcinków. (Fot. Bogdan Myśliwiec)

Odnaleziony na kliszach sprzed czterech dekad

– Chętnie spotkałbym się i powspominał tamte wydarzenia z trzema podoficerami, którzy pojechali wówczas ze mną do Warszawy – mówi nasz rozmówca. – Pamiętam, że dwóch kolegów było z Tarnobrzega, a trzeci z jakiejś miejscowości pod Tarnobrzegiem. Ciekaw jestem jak potoczyły się ich losy. Byliśmy jedyną formacją mundurową( ZSP i OSP) która niosła trumnę Prymasa i ochraniała kondukt pogrzebowy.

Wspomnienia pana Tadeusza byłyby niekompletne, gdyby nie zdjęcia z tamtego dnia w Warszawie. Zrządzeniem losu, który trudno wytłumaczyć, okazało się, że pogrzeb prymasa Stanisława Wyszyńskiego dokumentował w 1981 r. nasz fotoreporter Bogdan Myśliwiec. W czeluściach swojego archiwum odnalazł on klisze sprzed 42 lat, a pasjonat fotografii i regionu pan Krzysztof Watracz zeskanował je do plików cyfrowych.

Bohater naszego tekstu, pan Tadeusz odnalazł się na dwóch z kilkudziesięciu wykonanych wówczas przez reportażystę fotografii. Czekał na nie ponad 40 lat…

Kardynała Wyszyńskiego żegnało około pół miliona osób, które do Warszawy przyjechały z całej Polski. (Fot. Bogdan Myśliwiec)

Udostępnij

Super Nowości - Wolne Media!

Popularny dziennik w regionie. Znajdziesz tu najciekawsze, zawsze aktualne informacje z województwa podkarpackiego.

Reklama

@2024 – supernowosci24.pl Oficyna Wydawnicza „Press Media” ul. Wojska Polskiego 3 39-300 Mielec Super Nowości Wszelkie prawa zastrzeżone. All Rights Reserved. Polityka prywatności Regulamin