REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

śr. 11 marca 2026

Marcin Janusz, siatkarz Asseco Resovii: mamy ryzykować w zagrywce

Fot. CEV

Rozmowa z MARCINEM JANUSZEM, rozgrywającym i kapitanem Asseco Resovii Rzeszów.

SIATKÓWKA. LIGA MISTRZÓW

– W trzech setach pokonaliście zespół z Zawiercia, co mogłoby by sugerować jednostronny mecz, ale tak nie było…

– To był bardzo trudny mecz. Zawiercie było w innej sytuacji i mogło trochę luźniej podejść do meczu, a to często pozwala grać jeszcze lepiej. Nasza sytuacja była znacznie trudniejsza i bardzo cieszy jak zareagowaliśmy na te trudności. Przecież w ostatnim meczu ligowy w Zawierciu można powiedzieć, że mieliśmy na talerzu przynajmniej punkt, a straciliśmy i wróciliśmy z niczym. Przede wszystkim zagraliśmy dobrze. Bo Zawiercie naprawdę cały czas gryzło i starało się odrobić straty. Nawet jak dobrze zaczynaliśmy sety, to cały czas było czuć, że jest niebezpiecznie. I też mieliśmy w głowie ten ostatni mecz z Zawiercia, gdzie dużą przewagę w trzecim secie roztrwoniliśmy. Więc świetnie, że utrzymaliśmy dobry, równy poziom i koncentrację do końca meczu.

– Kluczową role odegrała w tym meczu zagrywka?

– Na pewno też, bo nie ma co ukrywać, że obie drużyny kiedy dobrze przyjmą to spisują się dobrze i punktują, tak więc na zagrywce trzeba zrobić różnicę. Ale myślę, że w wielu elementach dzisiaj dobrze graliśmy. Nawet jak tego przyjęcia nie było, to wyciągaliśmy gdzieś te wysokie piłki do siatki. Ciężko powiedzieć, że to był element taki kluczowy, bo myślę, że Zawiercie robi to najlepiej w Polsce, jak nie na świecie. Takie wychodzenie z trudnych momentów, kiedy ciągną piłkę spod band i nabijają. To jest umiejętność, ale oni też ze sobą grają wiele lat i to widać. To wychodzi właśnie w takich trudnych momentach. My się wielu rzeczy, mimo wszystko, jeszcze uczymy. Może to już są takie detale, ale na najwyższym poziomie bardzo ważne. Tak więc każdy element był istotny. Bo jakbyśmy w jednym odstawali, to Zawiercie by to na pewno wykorzystało. Cieszę się, że w każdym elemencie zagraliśmy przynajmniej na dobrym poziomie, a w niektórych bardzo.

– Oddaliście rywalom aż 18 punktów po błędach w zagrywce, ale też zapisaliście na koncie 6 asów serwisowych czyli to ryzyko się opłaciło?

– Takie mamy założenie, że mamy ryzykować. Czasami to z boku pewnie źle wygląda jak idziemy i seryjnie psujemy zagrywkę. Mamy świadomość tego, żeby wygrywać z najlepszymi to po prostu musimy przełamywać gdzieś nasze błędy. Jeśli ktoś zepsuje zagrywkę to nie chcemy być zespołem, który po błędach gdzieś zacznie wstrzymywać rękę, zacznie grać trochę inaczej. Taką filozofię ma trener Massimo Botti. To mu się sprawdziło w tamtym sezonie i nad tym pracujemy – powiedział rozgrywający reprezentacji Polski.

– W ostatniej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów zagracie w Lizbonie ze Sportingiem, ale nie będzie to już mecz z cyklu o życie…

– Zgadza się. Nie chcieliśmy sobie przede wszystkim sprawić takiego nerwowego wyjazdu. Bo różnie to może być. Oczywiście to, żebyśmy nie awansowali z grupy, to musiało by się wiele rzeczy zdarzyć. Ale jeśli mamy coś w swoich rękach i przede wszystkim możemy zagrać i wygrać z dobrym zespołem, bo poza punktami to też jest bardzo cenne. No to czemu nie zrobić wszystkiego, żeby tak się stało dzisiaj.

– W tym sezonie jest taka „reguła”, że jak wygrywacie z Aluronem CMC Wartą to w trzech setach…

– No tak dobre dwa mecze w ćwierćfinale Pucharu Polski i dziś, ale też nie można zapominać o tych meczach, które przegrywamy. Z nich trzeba wyciągać lekcję. Cieszy to, że po przegranych w miarę szybko się podnosimy. Dla nas dobrą sytuacją by było jednak to, żeby nie było się po czym podnosić, tylko trzymać dobrą równą serię. Ja się trochę już powtarzam, ale to się nie zmienia na razie na przestrzeni całego sezonu, więc pracujemy nad stabilnością.

– W pana głosie słychać mocną chrypkę, to efekt częstych rozmów podczas meczu z arbitrami, bo podejmowali wiele zaskakujących decyzji.

– Nie, choć ja zawsze się staram dużo z sędziami rozmawiać. Lekka choroba, ale to nie tylko ja. W drużynie mamy wirusa czy coś podobnego, który nas rozkłada. Klemen Cebulj nie był w stanie trenować rano. Przyszedł na mecz wspierać nas, ale myślę, że nie był gotowy, żeby wejść na boisko. Także rozłożyło nas delikatnie, niektórych mniej, niektórych bardziej i stąd ta chrypka. Ja poza tym, że trochę mówię innym głosem, to czułem się nieco lepiej.

PRZECZYTAJ TEŻ: Mateusz Poręba, siatkarz Asseco Resovii: wróciła mi ogromna chęć do gry

Udostępnij

FacebookTwitter