
Diagnoza choroby Alzheimera to dla wielu osób wyrok, który zmienia całe życie. Tak było w przypadku 67-letniego Stanisława, dwunastego pacjenta w Polsce zakwalifikowanego do innowacyjnej terapii antyamyloidowej. Jego historia opisana w Medonecie pokazuje, jak ważne jest szybkie rozpoznanie choroby i dostęp do nowoczesnych metod leczenia.
Stanisław miał 67 lat, gdy pojawiły się pierwsze objawy choroby. Jako główny księgowy, przez lata prowadził odpowiedzialną pracę i mieszkał sam. Pierwsze sygnały, takie jak utrata orientacji podczas jazdy samochodem, próbował tłumaczyć zmęczeniem lub stresem. Dopiero syn, zauważając coraz częstsze problemy z pamięcią i słowami, zasugerował wizytę u neurologa. To właśnie syn znalazł w Internecie profesora Jacka Staszewskiego i umówił ojca na konsultację.
W Polsce średni czas opóźnienia w postawieniu diagnozy choroby Alzheimera wynosi 23 miesiące, a tylko 20 proc. pacjentów otrzymuje ją na czas. Jak podkreśla w Medonecie prof. Jacek Staszewski z Wojskowego Instytutu Medycznego, opóźnienia te wynikają z niskiej świadomości społecznej, maskowania objawów przez chorych oraz braku wyspecjalizowanych ośrodków diagnostycznych. Choroby otępienne są obecnie główną przyczyną niepełnosprawności i zgonów wśród osób powyżej 65. roku życia, a śmiertelność w chorobie Alzheimera przewyższa nawet nowotwory piersi i prostaty.
Diagnoza i pierwsze objawy
Stanisław wspomina w Medonecie, że pierwsze niepokojące symptomy pojawiły się trzy lata temu, kiedy wracając do domu, nagle stracił orientację na dobrze znanej trasie. Mimo że sytuacja ta nie dawała mu spokoju, przez długi czas bagatelizował problem. Dopiero nacisk syna sprawił, że zdecydował się na konsultację neurologiczną. Podczas wizyty u profesora Staszewskiego przeszedł szereg badań, w tym rezonans magnetyczny głowy oraz dostał skierowanie na testy neuropsychologiczne. Dzień testów Stanisław określił jako „dzień wstydu”, ponieważ miał trudności z wykonaniem prostych zadań, takich jak wymienienie słów na określoną literę czy narysowanie zegara.
Kolejnym etapem była pozytonowa tomografia emisyjna (PET), która potwierdziła obecność złogów beta-amyloidu w mózgu — charakterystycznego markera choroby Alzheimera. Diagnoza była dla Stanisława szokiem, zwłaszcza że przez całe życie dbał o zdrowie, unikał używek, był aktywny fizycznie i intelektualnie.
Nowoczesna terapia i codzienne wyzwania
Stanisław nie zakwalifikował się do udziału w badaniu klinicznym najnowszej terapii, ponieważ wyniki powtórnych testów neuropsychologicznych były zbyt dobre. Jak sam przyznaje, po usłyszeniu diagnozy wprowadził zmiany w stylu życia — przeszedł na dietę śródziemnomorską, zaczął uczyć się języka hiszpańskiego i codziennie rozwiązywał łamigłówki logiczne. Ostatecznie zdecydował się na komercyjne leczenie antyamyloidowe, które w Polsce dostępne jest od 2026 r. w ramach Programu Kontrolowanego Dostępu.
Terapia polega na podawaniu leku w postaci infuzji dożylnej przez 18 miesięcy. Koszt leczenia przekracza 250 tys. złotych, a lek podawany jest w rosnących dawkach. Obecnie w Polsce dostępne są dwa leki antyamyloidowe, które wiążą się z patologicznymi formami amyloidu i wspomagają ich usuwanie z mózgu. Badania kliniczne wykazały, że mogą one spowolnić pogorszenie funkcji poznawczych i codziennego funkcjonowania o około 25-30 proc. w ciągu 18-36 miesięcy.
Jak wyjaśnia prof. Staszewski, leczenie przyczynowe nowymi lekami antyamyloidowymi to obecnie najskuteczniejsza metoda walki z chorobą Alzheimera, ale może być stosowana wyłącznie w początkowych fazach otępienia. Podkreśla jednak, że nawet bez tych leków pacjenci nie są bezbronni — kluczowe jest wczesne rozpoznanie choroby, redukcja czynników ryzyka i stosowanie dostępnych leków objawowych.
Codzienność z nową terapią
Stanisław zdecydował się na komercyjne przystąpienie do programu leczenia (płaci za swoje leki) i raz w miesiącu przyjeżdża do kliniki na podanie leku. Samo podanie infuzji trwa około 30 minut, po czym przez godzinę pozostaje pod obserwacją. W pierwszych miesiącach terapii wykonywane są kontrolne badania MRI, aby monitorować bezpieczeństwo leczenia. Stanisław przyjął już cztery kroplówki i, jak mówił profesorowi, zauważył poprawę — nie ma problemów z pamięcią, nie gubi przedmiotów i czuje się mniej zmęczony. Porównuje ten stan do „efektu Benjamina Buttona”, jakby jego mózg stawał się coraz młodszy.
O chorobie i leczeniu wie tylko syn Stanisława. Nie chciał, by inni dowiedzieli się o jego diagnozie, obawiając się współczucia i wykluczenia zawodowego. Jak sam przyznaje, woli, by ewentualne podejrzenia pozostały w sferze domysłów.
Nowoczesne terapie antyamyloidowe dają nadzieję na spowolnienie postępu choroby Alzheimera, jednak kluczowe pozostaje szybkie rozpoznanie i dostęp do specjalistycznej opieki. Historia Stanisława pokazuje, jak ważna jest czujność bliskich i otwartość na nowe możliwości leczenia.
