REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

pon. 11 maja 2026

Stal postawiła się liderowi, ale tylko do przerwy. Wisła jedną nogą w Ekstraklasie!

Stal postawiła się liderowi tylko do przerwy. Po zmianie stron Wisła przejęła kontrolę i odwróciła losy meczu. (Fot. Stal Rzeszów)

I choć po pierwszych 45 minutach to Stal Rzeszów miała lepsze nastroje, sytuacja odwróciła się w drugiej odsłonie meczu i to Wisła Kraków mogła cieszyć się ze swoimi kibicami. Rzeszowianie nie dotrzymali kroku liderowi i zanotowali piątą z rzędu porażkę.

PIŁKA NOŻNA. BETCLIC 1. LIGA

Piłkarskie święto w Rzeszowie na zakończenie majowego weekendu przyciągnęło na trybuny ponad sześciotysięczną publiczność. Wisła, która przystąpiła do tego meczu jako najlepszy zespół w ligowej stawce, mimo że jeszcze nie mogła zapewnić sobie awansu do Ekstraklasy, za wszelką cenę chciała zrobić w stolicy Podkarpacia milowy krok w kierunku elity.

Gospodarze nie zamierzali ułatwiać zadania wiślakom, a do boju – ku zaskoczeniu przeciwnika – przystąpili w dość eksperymentalnym składzie. Na ławce rezerwowych usiadł etatowy prawy pomocnik Szymon Łyczko, którego zastąpił środkowy pomocnik Jakub Kucharski, natomiast w miejsce lewoskrzydłowego Krystiana Wachowiaka, który niewielkiego urazu nabawił się na kilka dni przed meczem, Marek Zub desygnował do gry… 15-letniego Oliwiera Madeja – również zawodnika środka pola.

Tak młody zespół w starciu z budzącymi respekt piłkarzami Wisły był sporą niewiadomą, ale – przynajmniej przez pewien czas – tanio skóry nie sprzedał.

Oczywiście Wisła od pierwszej minuty częściej utrzymywała się przy piłce i już na początku stworzyła sobie świetną okazję, ale młody rzeszowski zespół nie zamierzał tylko się przyglądać. Gospodarze nie grali bezpośrednio – postawili na krótkie podania, co kilka razy przyniosło efekt. Stal momentami wzorcowo wychodziła spod wysokiego pressingu rywali, dochodząc przy tym do groźnych strzałów z okolic pola karnego.

Swoją dobrą grę rzeszowianie potwierdzili bramką. Miejscowi byli w ataku pozycyjnym, kiedy Karol Łysiak zdecydował się na podanie zewnętrzną stroną stopy do wbiegającego w pole karne Szymona Kądziołki. „Kondi” świetnie przyjął futbolówkę i z zimną krwią pokonał bramkarza.

– Jonathan zabrał „gościa”, ja się wciąłem, Karol dał idealną piłkę, potem dobre przyjęcie i wykończenie. Niestety, po tej bramce za dużo pozytywów już nie było – powiedział autor gola, który ze względu na uraz kostki musiał opuścić boisko jeszcze w pierwszej połowie.

Było to zasłużone prowadzenie biało-niebieskich, którzy po zdobytej bramce nieco się cofnęli, ale Wisła w ataku była dość bezradna.

Wisła wrzuciła wyższy bieg

W drugiej połowie Stal po niezłej pierwszej odsłonie nieco opadła z sił, Wisła zaś jeszcze mocniej postawiła na ofensywę i bardzo szybko mogła wyrównać. Strzał Frederico Duarte o centymetry minął jednak słupek. Portugalczyk dopiero jednak zaczynał swoje show.

Kilka minut później w podbramkowym zamieszaniu wepchnął piłkę do siatki i dał Wiśle nadzieję na zwycięstwo. Przyjezdni poczuli wiatr w żagle i naciskali jeszcze mocniej – zwłaszcza prawym sektorem boiska, gdzie sporo ożywienia wniósł wprowadzony na plac gry młodzieżowy reprezentant Polski Maciej Kuziemka.

To jednak nie cierpliwie budowane akcje dały Wiśle zwycięską bramkę. Darvin Jablonski źle przyjął piłkę, odebrał mu ją Jordi Sánchez, po czym odegrał do Duarte, a ten płaskim strzałem po raz drugi wpisał się na listę strzelców i – jak się okazało – zapewnił krakowianom pierwsze od 2 listopada wyjazdowe zwycięstwo.

Marek Zub: Nie musieliśmy przegrać

Po końcowym gwizdku trener rzeszowian po raz kolejny podkreślał, że jego piłkarze nie zagrali złego spotkania.

– Bardzo zależało nam na tym, żeby ten dzień zamknąć wynikowym happy endem. Przez 45 minut to w miarę wychodziło, a w finale nie musieliśmy przegrać. Ale skoro – jak widzę i słyszę – Wisła powoli świętuje awans do Ekstraklasy, to trzeba wspomnieć o różnicy, jaka nas dzieli – mówił Marek Zub.

– Umiejętności i wartość piłkarska miały wpływ na to, że nie potrafiliśmy się wybronić w kilku sytuacjach. Wisła bardzo rzadko oddawała nam piłkę, a my w wielu momentach oddawaliśmy ją za darmo. W konsekwencji błędu technicznego straciliśmy drugą bramkę. Generalnie uważam, że zagraliśmy dobry mecz, mieliśmy kilka ciekawych momentów. To jednak różnica, którą w szerszej perspektywie wyraźnie widać – Wisła jest blisko Ekstraklasy, a my zostajemy w tej lidze – podsumował szkoleniowiec.

– Mam nadzieję, że kibice zobaczyli choć trochę dobrych momentów, również w wykonaniu naszego debiutanta. Wydaje mi się, że Oliwier pokazał potencjał i to jest jeden z większych plusów tego meczu – dodał.

STAL Rzeszów – WISŁA Kraków 1-2 (1-0)

1-0 Kądziołka (26.), 1-1 Duarte (49.), 1-2 Duarte (71.)

STAL: Waniwśkyj – Warczak, Krasowskij, Kaczor, Kukułka, Kucharski (61. Darwish), Jabłoński (78. Wolski), Masiak, Kądziołka (38. Sławiński), Madej (61. Masiak), Júnior (61. Kaczówka)

WISŁA: Letkiewicz – Giger, Grujcic, Kutwa, Lelieveld (64. Krzyżanowski), Duda (46. Kuziemka), Igbekeme (81. Carbo), Ertlthaler, Duarte, Bożić (64. Mikulec), Sanchez (85. Omić).

Sędziował Tomasz Marciniak(Płock). Żółta kartka Kukułka. Widzów 6129.

Udostępnij

FacebookTwitter