
Reprezentacja Polski po zwycięstwie nad Holandią 3-1 awansowała do najlepszej czwórki mistrzostw Europy. Włoski szkoleniowiec Stefano Lavarini przyznał, że jest ogromnie szczęśliwy z wygranej. – Bardzo zależało mi na przejściu tego ćwierćfinału – stwierdził.
SIATKÓWKA. ME
To pierwszy od 2019 roku awans biało-czerwonych do półfinału mistrzostw Starego Kontynentu. W sobotę o finał powalczą z mistrzyniami olimpijskimi Włoszkami. Lavarini nie krył, że to spotkanie miało dla niego ogromną wagę. – Jestem niezwykle szczęśliwy i zapewne za kilka godzin zdamy sobie sprawę z tego, co się wydarzyło. Oczekiwanie na ten mecz było naprawdę stresujące. W takich momentach staramy się zatopić w tysiącu spraw, które trzeba zrobić i o których trzeba pomyśleć. Byłem tak mocno skoncentrowany na tym spotkaniu, że to wszystko jeszcze do mnie nie dotarło, ale z drugiej strony bardzo zależało mi na przejściu tego ćwierćfinału – mówił włoski szkoleniowiec na antenie Polsat Sport.
To był też kolejny mecz Polek, w którym ważne, a czasami kluczowe role odgrywają zmienniczki. Losy czwartego seta odwróciły Martyna Czyrniańska, Paulina Damaske i Julia Szczurowska. – To też dla nas taka lekcja, że siatkówka jest sportem drużynowym, a nie indywidualnym. Dzisiaj to czasami trudno zrozumieć. Wielu z nas ma tak silne ego, że ciężko jest im pracować dla innych i budować coś wspólnego. Cudownie jest widzieć, że są ludzie, którzy chcą ze sobą współdziałać i postawić wspólny cel ponad wszystko – wyjaśnił szkoleniowiec.

Jak dodał, na razie nie będzie świętowania, bo reprezentacja ma jeszcze zadanie do wykonania. – Cieszymy się z awansu, ale zwykle nie świętujemy przed zakończeniem turnieju. Za chwilę zaczniemy analizę Włoszek i to nie będzie bułka z masłem. Nie możemy stracić koncentracji, bo mamy jeszcze ważne mecze do rozegrania – podsumował.
W podobnym tonie wypowiadała się środkowa Magdalena Jurczyk, która rozegrała najlepszy mecz w turnieju. – To nie jest jeszcze koniec. Super, że jesteśmy w tej czwórce, ale mamy przed sobą bardzo ważne mecze. Myślę, że jesteśmy tu po to, żeby zagrać o coś więcej – podkreśliła.
Przyjmująca Damaske zdobyła decydujący o zwycięstwie punkt i po meczu nie kryła ogromnych emocji. – Myślałam, że się rozpłaczę, ale chyba jeszcze nie mogę uwolnić wszystkich emocji. Dzisiaj zagrałyśmy drużynowo, każda dała coś od siebie. To była niesamowita końcówka w naszym wykonaniu. Pierwszy raz chyba poczułam takie emocje i stres bez względu na to, czy byłam w kwadracie, czy na boisku. W pewnym momencie ciężko było nam zdobywać punkty, ale próbowałyśmy to zmieniać, podpowiadać sobie. W żadnym momencie nie poczułam, że dziewczyny odpuściły i przestały wierzyć – skomentowała Damaske.
PRZECZYTAJ TEŻ: Rzeszów przeszedł do historii polskiej siatkówki plażowej. Nikt tego nie dokonał

