REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

pon. 9 lutego 2026

Kolęda jako „zło konieczne”. Dlaczego spada liczba osób przyjmujących księdza?

Jak wynika z ubiegłorocznego sondażu zrealizowanego przez agencję SW Research dla „Wprost” 48,9 proc. badanych zamierza przyjąć księdza po kolędzie, 37,7 proc. badanych nie ma tego w planach, a 13,4 proc. jeszcze nie podjęło decyzji. (Fot. Pexels)

Kolęda kiedyś była ważnym elementem świątecznej tradycji, jednak dziś coraz częściej budzi wątpliwości wiernych. To dlatego liczba osób przyjmujących księdza spada. – Od progu, tuż po przywitaniu się, ksiądz rzucił groźbą: „No to w końcu sobie pogadamy”. Myślałam na początku, że to kiepski żart i próba pokazania siły. Chwilę później przekonałam się, że wcale nie chciał być dowcipny, a miał zupełnie inne plany wobec mnie – wspomina w rozmowie z Onetem Monika z Podhala. Takich historii jest więcej.

Monika, wychowana na Podhalu, przez lata traktowała kolędę jako ważny moment w życiu rodziny.

– Moja babcia i mama bardzo tego pilnowały. Byliśmy pierwszym domem na ulicy, ksiądz wracał do nas na obiad. Sprawdzał zeszyty do religii, rozdawał święte obrazki. Kojarzyło mi się to z czymś pozytywnym, nawet zanim rozumiałam sens tej tradycji – wspomina. 

Gdy założyła własną rodzinę, chciała kontynuować ten zwyczaj.

– Dopóki odwiedzał nas znany ksiądz, wszystko było idealnie. Znał nasze dzieci, udzielał im chrztu i komunii, uczył religii w szkole – podkreśla. 

Nowa parafia, nowe doświadczenia

Sytuacja zmieniła się, gdy w mieście powstała nowa parafia. Dzieci Moniki dorosły i wyjechały – syn na studia, córka za granicę. Kobieta i jej mąż również wyemigrowali z powodów finansowych.

– Byłam dumna z dzieci, nie sądziłam, że ktoś może się do czegokolwiek przyczepić – mówi. 

Nowy proboszcz początkowo starał się zjednać wiernych, ale z czasem pojawiły się kontrowersje.

– W mieście mówiono o jego agresywnych zachowaniach. Potrafił wyrzucić pannę młodą z kościoła za suknię z odkrytymi ramionami, upolityczniał msze, krytykował tych, którzy nie wpłacali składek na budowę kościoła – opowiada czytelniczka. 

Wizyta, która zmieniła wszystko

Podczas ostatniej kolędy ksiądz od początku był nieprzyjazny.

– Sprawdzał, kto mieszka w domu, dziwił się nieobecności córki, wypytywał o powody emigracji. Gdy wyjaśniłam sytuację, rozpoczął nieuzasadnione kazanie, twierdząc, że zawiodłam jako matka, bo pozwoliłam dzieciom wyjechać – wspomina Monika w rozmowie z Onetem. 

Ksiądz sugerował, że powinna wrócić na Podhale i „ściągnąć dzieci do domu”.

– Poczułam się upokorzona przed rodziną. W końcu zapytałam: „Co ksiądz może wiedzieć o rodzinie, kiedy sam nie wychowuje dzieci?”. Odpowiedział, że musi wychowywać całą parafię. Po tej wizycie postanowiłam, że już nigdy nie przyjmę księdza po kolędzie – mówi. 

Kolęda jako „zło konieczne”

Weronika, dziś mieszkanka Lublina, również wywodzi się z katolickiej rodziny.

– W dzieciństwie kolęda była dla mnie olbrzymim stresem. W domu traktowano to jako „zło konieczne”. Z czasem rodzice po prostu przestali wpuszczać księdza – wspomina. 

Dziś rzadko chodzi do kościoła.

– Moja wiara przeszła w niewiarę. Uważam, że większość księży reprezentuje zamknięty, prowincjonalny katolicyzm i lekceważący stosunek do kobiet. Nie otwieram księdzu, bo nie mamy o czym rozmawiać. Myślę, że tylko ktoś, kto ma rodzinę, płaci podatki i codziennie robi zakupy, może dawać rady innym – podsumowuje. 

„Są przygotowani do brania kopert”

Podobne zdanie ma 65-letnia seniorka z Warszawy.

– Rozmowa z księdzem powinna wyglądać inaczej. Wiara to sprawa osobista, a wielu duchownych jest nieprzygotowanych do rozmowy, za to przygotowanych do brania kopert – komentuje. 

„Jak na przesłuchaniu”

Iwona z Krakowa wspomina, że ślub kościelny wzięła pod presją rodziców.

– Nie chcieliśmy powielać błędów, dlatego nie ochrzciliśmy dziecka. Rodzina nie akceptuje tej decyzji – przyznaje. 

Ostatnią kolędę wspomina negatywnie.

– Ksiądz szczegółowo wypytywał o nasze życie: pracę, mieszkanie, plany na dzieci. Czułam się jak na przesłuchaniu. Mąż próbował żartować, ale ksiądz naciskał, że „35 lat to ostatni dzwonek, by zostać matką” – relacjonuje. 

– Może powinna powstać lista pytań, których księża nie powinni zadawać. Wtedy młodzi nie zamykaliby im drzwi przed nosem – dodaje. 

Jak wynika z ubiegłorocznego sondażu zrealizowanego przez agencję SW Research dla „Wprost” 48,9 proc. badanych zamierza przyjąć księdza po kolędzie, 37,7 proc. badanych nie ma tego w planach, a 13,4 proc. jeszcze nie podjęło decyzji.

Więcej przeczytasz w Onecie: https://kobieta.onet.pl/wiadomosci/monika-nie-przyjmuje-juz-koledy-ksiadz-byl-po-prostu-bezczelny-wspomina/s9ybhpp

Udostępnij

FacebookTwitter