
Krystian Wachowiak jest jednym z najczęściej grających zawodników Stali. W 19 meczach tego sezonu rozegrał łącznie 1525 minut. (Fot. Robert Skalski/Stal Rzeszów)
– Zagraliśmy fenomenalną pierwszą połowę. Przeciwnik nie mógł nam zagrozić. Po przerwie, po czerwonej kartce, było trochę trudniej, ale uważam, że rozegraliśmy bardzo dobre spotkanie i po raz kolejny pokazaliśmy, że potrafimy grać w osłabieniu – przyznaje Krystian Wachowiak, pomocnik Stali Rzeszów, która skromnie, ale w pełni zasłużenie pokonała wicelidera – Pogoń Grodzisk Mazowiecki.
PIŁKA NOŻNA. BETCLIC 1. LIGA
– Da się wskazać jeden główny aspekt, który przyczynił się do triumfu nad wiceliderem?
– Wydaje mi się, że nie. Natomiast to, co pokazujemy na boisku – jak potrafimy za siebie zasuwać – oraz to, jak funkcjonujemy w szatni, gdzie wszyscy mamy ze sobą świetny kontakt, na pewno się przekłada na murawie. Jestem pewny, że w trudnych momentach to, że jeden za drugiego jest w stanie pójść w ogień, ma realny wpływ na nasze wyniki.
– Imponował wasz pressing, zwłaszcza intensywność, z jaką ruszaliście na przeciwnika, by wysoko odbierać piłkę.
– Od początku mieliśmy założenie, żeby wysoko wyjść na rywala. Bardzo nam to się sprawdza, bo mamy wydolnych zawodników i potrafimy biegać na takiej intensywności przez cały mecz.
– Patrząc na całokształt waszej gry, można przyczepić się jedynie do skuteczności? Bo powinniście wyżej pokonać Pogoń.
– Zdecydowanie. Nawet przy bramce Jonathana to ja powinienem strzelić gola, ale na szczęście on tam był. W drugiej połowie też miałem kolejną okazję. Mogliśmy zakończyć ten mecz już w pierwszej połowie, ale to kolejny element do pracy. Cieszy jednak, że potrafimy znajdować się w tych sytuacjach. Teraz trzeba jedynie doszlifować finalizację.
– Stal po awansie do 1. ligi nie punktowała tak dobrze jak teraz. Na co was stać w tym sezonie?
– Rundę jesienną zakończyliśmy na miejscu barażowym, a nową rundę zaczęliśmy świetnym meczem. Bardzo mocno wierzę w ten zespół, bo uważam, że jest w stanie zrobić wielkie rzeczy.
– Zapytam trochę nietypowo, bo do Wrocławia się nie wybieramy. Rozmawiamy po raz ostatni? (Krystian ma kontrakt do końca 2025 roku – przyp. red.)
– Na razie wygląda na to, że tak. Żadnych oficjalnych rozmów nie było, więc obecnie tak to wygląda.
– Jeśli to stanie się faktem, możesz być zadowolony ze swojego powrotu do pierwszej drużyny po okresie w rezerwach. Wiesz, że tylko dwóch piłkarzy Stali – w tym jeden z pola – zgromadziło w tym sezonie więcej minut od ciebie?
– Hmm… Marek Kozioł, na pewno „Vlad” (Vladislav Krasouski – red.) oraz…
– Dokładnie, nikogo więcej nie ma.
– Poważnie to był tylko jeden zawodnik z pola? Tego nie wiedziałem. Tak, jestem zadowolony. Na inaugurację sezonu w meczu z Pogonią nie wiedziałem, jak to się potoczy, a po pół roku okazuje się, że dokończyłem rundę grając prawie wszystkie mecze. To dowodzi, że w sześć miesięcy w piłce może wydarzyć się naprawdę wiele.
– Wisienką na torcie był twój jedyny gol. W meczu z Wieczystą Kraków zdobyłeś fantastyczną bramkę po wymanewrowaniu obrońcy. Takie trafienia nie padają chyba często nawet na treningach.
– Tak, udało się ładnie przymierzyć, więc bardzo się cieszę. Wiadomo, piękna bramka cieszy zawsze, ale największą satysfakcję daje to, że wywieźliśmy trzy punkty. Co z tego, gdybym strzelił, ale byśmy nie wygrali? Gol byłby ładny, ale to nie byłoby to samo. Najważniejsze jest zwycięstwo – to cieszy najbardziej.
– Przed wami ostatni akord w tym roku. Wiele wskazuje, że wyjazdowy mecz ze Śląskiem Wrocław będzie jeszcze trudniejszym wyzwaniem niż spotkanie z Pogonią.
– Na pewno będzie to bardzo wymagający rywal. Ale jeśli powtórzymy grę z Pogonią, jestem pewien, że wywieziemy trzy punkty. Jeśli wyjdziemy tak agresywnie, tak zmotywowani i – jak wspomniałem – wykończymy te sytuacje, które były mankamentem, wówczas wygramy.
– To skoro być może rozmawiamy po raz ostatni w strefie mieszanej Stali Rzeszów, to czego życzyć ci na drugą część sezonu, prawdopodobnie już w nowym klubie?
– A może tak klasycznie – zdrowia. Jeśli ono będzie, resztę trzeba wywalczyć samemu.
