
Szef Zondacrypto poszedł na współpracę z prokuraturą. Jak ustalił Onet, kierował się obawą o własne życie. Motywował go strach przed gangsterami, którzy najpierw sfinansowali, a następnie kierowali giełdą kryptowalut, czerpiąc z niej idące w setki milionów zyski. To przestępcy z Krakowa i Śląska.
Onet informuje, że Kral, jego rodzina oraz osoby zajmujące się śledztwem w sprawie Zondacrypto są pod ochroną służb. Szef upadłej giełdy złożył zeznania dotyczące m.in. funkcjonowania giełdy oraz powiązań z politykami.
Jak pisze Onet, prawdziwa władza w Zondacrypto należała do przestępców z Krakowa i Górnego Śląska, powiązanych z gangami Janusza T., pseud. „Krakowiak” i Marka M., pseud. „Oczko”. Inny gangster Roman Ż., pseud. „Rudy”, zapewnił finansowanie giełdy BitBay, którą z kolegami rozkręcił Sylwester Suszek. To poprzedniczka Zondacrypto. Z czasem włączyli się w to inni przestępcy, Tomasz D., pseud. „Kaczka”, czy Marian W., pseud, „Maniek”. W sumie mieli zainwestować kilka milionów złotych.
Biznes przynosił ogromne dochody. I na tym tle grupa poróżniła się w 2020 r. W 2021 r. Suszek przekazał kierowanie giełdą Kralowi, który był zatrudniony jako szef jej działu prawnego. Tak zdecydowali „inwestorzy”. Suszek zostawił sobie klucz do portfela kryptowalut wartego ponad 300 mln dol. Następnie zaginął.
– Kral dobrze wiedział, z kim ma do czynienia. Początkowo mógł nie mieć całej wiedzy o tym, co spotkało Suszka. Mógł być nawet przekonany, że rzeczywiście gdzieś uciekł i się ukrył. Ale z czasem zaczęło do niego docierać, co się wydarzyło – mówi źródło Onetu.
I to właśnie obawa o własne życie była główną motywacją Krala, aby pójść na współpracę z prokuraturą.
