
Donald Trump, były prezydent USA, wywiera presję na Wołodymyra Zełenskiego, by Ukraina ograniczyła ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną i zawarła porozumienie z Władimirem Putinem. – Trump bardzo ceni ludzi, których postrzega jako silnych przywódców – mówi w rozmowie z Onetem były ambasador Litwy w Rosji Eitvydas Bajarunas.
Trump otwarcie skrytykował Zełenskiego, sugerując, że Ukraina potrzebuje nowego przywódcy. Jednocześnie zawarł z Putinem porozumienie dotyczące dostaw rosyjskiego diesla, co tłumaczył potrzebą stabilizacji cen paliw w USA. Według Trumpa, działania Ukrainy podbijają ceny paliw i szkodzą amerykańskim obywatelom. Zełenski odpowiedział, że czuje się zdradzony, gdyż Trump „wybiera drugą stronę, a nie naszą” – przypomina Onet.
Były ambasador Litwy w Rosji w rozmowie z Onetem wyjaśnia, że podejście Trumpa może wynikać z kalkulacji geopolitycznej, a głównym priorytetem prezydenta USA nie jest Rosja czy Ukraina, ale Chiny.
– Amerykańskie firmy są zależne od chińskich surowców (…). Nie chcę nazywać Pekinu „wrogiem” Stanów Zjednoczonych, ale Chiny stanowią dla Ameryki największe wyzwanie. A Trump próbuje znaleźć sposób, by się z tym wyzwaniem zmierzyć – tłumaczy Bajarunas.
W tym kontekście Putin może być dla Trumpa użytecznym sojusznikiem, szczególnie w kwestiach dotyczących Iranu czy globalnych cen energii. Trump, znany z pragmatycznego podejścia do negocjacji, może preferować rozmowy z silniejszym partnerem, jakim jest Rosja, co tłumaczy jego krytyczne podejście do Ukrainy.
W tym samym czasie działania Trumpa spotykają się z mieszanymi reakcjami w USA. Poparcie dla Ukrainy pozostaje w społeczeństwie wysokie, a Rosja jest generalnie postrzegana negatywnie.
– Sam mieszkałem w Stanach Zjednoczonych i nigdy nie spotkałem nikogo, kto powiedziałby: „Lubię Rosję”. Oczywiście nie rozmawiałem z każdym członkiem ruchu MAGA. Być może tam podejście jest nieco inne. Ale kiedy rozmawiasz ze zwykłymi Amerykanami, częściej usłyszysz: „Putin nie jest dobrym człowiekiem. Zabija ludzi” – mówi Bajarunas.