
Rozmowa z SZYMONEM WALSKIM, środkowym Solvera Sokoła Łańcut
KOSZYKÓWKA. I LIGA
– Nie licząc początku tego spotkania, to cały czas musieliście gonić rywali i odrabiać straty…
– No tak, zespół z Krosna na bardzo dobrej skuteczności rzucał za trzy punkty. My robiliśmy wszystko, żeby stawić im czoła, ale mieliśmy dużo gorszą skuteczność i w tym bym upatrywał po prostu naszej przegranej.
– W trzeciej kwarcie był taki moment kiedy udało się doprowadzić do remisu. Później jednak poszła seria rywali 11:0…
– W koszykówce gra się „falami” i można złapać ten gorszy moment. Krosno było w niesamowitej dyspozycji. Wykorzystali to do bólu po prostu i dowieźli to zwycięstwo.

– Czy tylko te trójki decydowały, czy może brakowało pod koszem Milana Milovanovica? Pod jego nieobecność jest pan jedynym centrem w zespole…
– Na pewno brakuje nam Milana, bo on daje nam dużo jakości i spokoju. To jest bardzo doświadczony zawodnik i czekamy na jego powrót. Upatrywałbym bym jednak gdzieś w tych trójkach, tej największej przewagi Krosna.
– Kończycie serię wyjazdów z bilansem 1:2. Chyba nie takie były oczekiwania?
– Wiadomo, że chce się jak najwięcej wygrać, bo każdy przyjeżdża, żeby zwyciężać, no ale nie zawsze to się udaje.

– Teraz przed wami w mecz w Łańcucie z liderem pierwszoligowych rozgrywek Spójnią Stargard, gdzie poprzeczka będzie zawieszona jeszcze wyżej…
– Tak, ale ta I liga jest na tyle szalona, co z resztą pokazał mecz Opola z Łodzią, że można spodziewać się wszystkiego. Tutaj bukmacherzy mają dużo roboty, żeby wytypować zwycięzców.
– Dla pana to pierwszy sezon w barwach klubu z Łańcuta, jak wrażenia?
– Bardzo dobrze się czuję. Trener Kaszowski bardzo w nas wierzy. Kibice są bardzo fajni. Sam zresztą też jestem z Podkarpacia, także bardzo często odwiedzam tutaj rodzinę. Na pewno to też dodaje pewności siebie.

PRZECZYTAJ TEŻ: Koszykarskie derby Podkarpacia w Krośnie – Fotorelacja