REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

wt. 14 kwietnia 2026

Twierdza „Towarnickiego” nie do zdobycia

Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

Koszykarze OPTeam Energia Polska Resovia w zaległym meczu 24. kolejki Bank Pekao S.A. 1 ligi mężczyzn pokonali WKK Active Hotel Wrocław. Dla rzeszowian był to trzeci mecz w tym sezonie w hali przy ul. Towarnickiego i trzecie zwycięstwo odniesione po emocjonującym spotkaniu z wygraną końcówką.

KOSZYKÓWKA. I LIGA

Resoviacy jak sami podkreślają w hali przy ul. Towarnickiego czują się jak ryba w wodzie. W środowy wieczór po emocjonującym meczu, podobnie też jak w dwóch poprzednich na tym kameralnym obiekcie, odnieśli zwycięstwo wygrywając końcówkę spotkania, co jest piętą Achillesową rzeszowian w tym sezonie.

– Hala Podpromie też ma dużo plusów, szczególnie gdy dużo kibiców przychodzi, to też tam się gra super. Ale tutaj jednak, to jest nasza hala, na której trenujemy na co dzień i te kosze są bardziej obrzucane i myślę, że większość zawodników bardziej komfortowo się tu czuje – mówił Kacper Margiciok, skrzydłowy OPTeam Energia Polska Resovia i dodawał.

– Bardzo się cieszymy ze zwycięstwa w tym meczu, bo potrzebowaliśmy go jak tlenu. Mecz był bardzo ciężki, od początku do końca praktycznie żadna drużyna nie była na jakimś wyższym prowadzeniu. Druga połowa, praktycznie cała toczyła się punkt za punkt. Była bardzo duża nieskuteczność u obu zespołów, ale udało nam się wyszarpać w końcu zwycięstwo. Bardzo się cieszymy, dziękuję kibicom za wsparcie, było ich słychać i na pewno nas pociągnęli.

Gospodarze udanie weszli w mecz prowadząc 8:0 czy 11:2. Rywale szybko jednak odrobili straty i jeszcze w I kwarcie byli na plusie (16:13). Na początku II kwarty wrocławianie prowadzili różnicą 9 „oczek” (24:15), ale resoviacy przed przerwą nieco zniwelowali dystans. Na początku drugiej połowy po serii punktowej Kacpra Młynarskiego miejscowi wyszli na prowadzenie 46:41, a za chwilę zespół trenera Łukasza Dziergowskiego doprowadził do remisu.

W IV kwarcie ciężar gry wziął na siebie Cody John, który w pierwszych dwudziestu minutach trafił 1/8 rzutów. Gdy Kanadyjczyk zdobył siedem „oczek” z rzędu gospodarze wygrywali 68:66, a do końca pozostawało niespełna trzy minuty. Wrocławianie mieli swoje szanse ale pudłowali szczególnie z linii rzutów wolnych. Mimo problemów ze skutecznością na 11 sekund przed końcem po „trójce” Jakuba Galewskiego zbliżyli się na dystans 2 pkt (70:68). W kolejnej akcji goście faulowali Jakuba Stupnickiego, który w ostatnich meczach często nie wytrzymywał presji w decydujących momentach i pudłował wolne. Tym razem ręka mu nie zadrżała i trafił dwa razy, a rywalom już zabrakło czasu na odrobienie strat i gospodarze mogli cieszyć się z wygranej po ostatnich trzech porażkach.

– Bardzo dziękuję kibicom, którzy nam bardzo nam pomagają na Towarnickiego. Ich doping jest tutaj lepiej słyszalny, bo jeżeli na Podpromie przychodzi około tysiąca, tysiąca pięćset osób to gdzieś ten doping zanika – mówił Marek Zapałowski, trener OPTeam Energia Polska Resovia i dodawał.

– Tutaj nawet jak jest 600 widzów to naprawdę czujemy to wsparcie, lepiej nam się gra zdecydowanie na Towarnickiego, czujemy się swobodniej. Dzisiejszy mecz był bardzo ciężki, bardzo emocjonalny, bardzo nam zależało na zwycięstwie, chcieliśmy się wreszcie podnieść, bo już dawno nie wygraliśmy. Nie było to ładne zwycięstwo, nie było to proste, ale udało nam się je wywalczyć na parkiecie. Cieszą mnie takie rzeczy jak rzucanie się na parkiet Kacpra Młynarskiego czy Kacpra Margicoka. To pokazuje charakter nasz, że chcemy walczyć i chcemy wygrywać w każdym meczu. Będziemy tak walczyć do końca – zapewnił szkoleniowiec zespołu z Rzeszowa.

Z kolei mocno niepocieszony był, co zrozumiałe trener zespołu z Wrocławia, Łukasz Dziergowski.

– To był bardzo wyrównany mecz, bardzo taktyczny. Ta gra może nie była porywająca. Nie było zbyt wielu fantastycznych akcji. Bardziej taka gra pozycyjna. No i niestety zabrakło nam trochę energii w końcówce. Przede wszystkim za dużo niecelnych rzutów osobistych, z czystych pozycji, spod kosza też nie trafiliśmy kilku prostych. Może ze dwie trójki więcej też, które mieliśmy otwarte w końcówce meczu szczególnie mogły wpaść i może by ten wynik był inny. Natomiast rzut jak rzut. Raz wpadnie, raz nie. To jest też nauka dla młodych chłopaków, że takie akcje z Kacprem Młynarskim nie przechodzą, że sobie rzucam lotkę w stronę kosza, tylko trzeba po prostu już zrobić wszystko, żeby tą piłkę w koszu umieścić. Mieliśmy za dużo takich delikatnych akcji. Nie potrafiliśmy ich skończyć przez to zamiast grać agresywnie to po prostu oddawaliśmy takie, nie wiem jak to nazwać… To nasze akcje były zbyt takie miękkie. Myślę, że jeżeli byśmy trochę bardziej kosztem nawet faulu w ataku czasami zaatakowali, to efekt byłby lepszy. No i cóż, dla tych chłopców niektórych to jest duża nauka i myślę, że dzięki takim sytuacjom będą lepsi – zakończył pochodzący z Tarnobrzega, szkoleniowiec WKK Active Wrocław.

OPTeam Energia Polska Resovia – WKK Active Hotel Wrocław 72:68
(13:16, 15:15, 26:19, 18:18)

OPTeam Energia Polska Resovia: Stupnicki 10, John 16 (3×3), Młynarski 20 (1×3), Margiciok 0, Hornbeak 16 (7 zb.) oraz Zaguła 2, Vaulet 8 (1×3), Szpyrka 0, Ciechociński 0, Wątroba 0.

WKK Active Hotel: Galewski 19 (1×3), Koelner 8 (1×3), Chałupa 0, Prochorowicz 10 (2×3), Waldow 19 (13 zb.) oraz Kroczak 2, Matusiak 4, Zagórski 6 (1×3), Perczak 0.

Sędziowali: R. Zuchowicz, B. Rymarczyk, P. Goławski. Widzów: 613.


PRZECZYTAJ TEŻ: Zaczyna się gra o życie. Miasto Szkła Krosno zmierzy się z Energa Czarnymi Słupsk

Udostępnij

FacebookTwitter