
Stal Mielec po raz kolejny może sobie pluć w brodę, że nie dowiozła zwycięstwa. Gospodarze prowadzili z imienniczką z Rzeszowa, grali z przewagą zawodnika, po czym stracili bramkę i oba zespoły podzieliły się punktami. Premierowe trafienie dla gości zaliczył Sean Goss.
PIŁKA NOŻNA. BETCLIC 1. LIGA
Przed meczem trener Stali Rzeszów miał kilka dylematów związanych z zestawieniem wyjściowej jedenastki. Po raz pierwszy szansę od początku dostali Mateusz Leniart oraz Szymon Salamon. Ten drugi w ataku zastąpił podstawowego dotąd Jonathana Juniora, który po raz pierwszy od momentu gry w klubie z Hetmańskiej rozpoczął mecz na ławce.
Zmiennicy nieźle wywiązali się ze swoich zadań, a Leniart mógł nawet wpisać się na listę strzelców, ale jego precyzyjny strzał z dystansu zatrzymał Maciej Gostomski. Bliżej gola byli jednak gospodarze, którzy w dwóch dogodnych sytuacjach dwukrotnie strzelali niecelnie. Żałować może zwłaszcza Paweł Kruszelnicki, który na początku spotkania nie trafił do niemal pustej bramki z dwóch-trzech metrów. Ogólnie w pierwszych 45 minutach częściej przy piłce byli miejscowi, lecz to ekipa z Rzeszowa stwarzała lepsze wrażenie w konstruowaniu ataków i częściej zagrażała bramce rywali.
Na gole kibice musieli poczekać do drugiej połowy. Mielczanie tym razem okazali się skuteczni, a bramkę po rzucie rożnym zdobył Israel Puerto, pokonując bramkarza strzałem głową.
Po tym trafieniu rzeszowska Stal przejęła inicjatywę, nacierała, oddawała sporo strzałów i egzekwowała wiele stałych fragmentów gry, ale mielecka defensywa miała się na baczności. Z czasem to podopieczni Damiana Skiby przejęli kontrolę nad meczem, a gdy za drugą żółtą kartkę boisko opuścić musiał Ksawery Kukułka, wydawało się, że trzy punkty zostaną przy Solskiego.
Tak się jednak nie stało, bo gospodarze, grając z przewagą zawodnika, kompletnie stracili głowę i nie potrafili przeprowadzać składnych ataków. Niefrasobliwość Mielczan wykorzystali goście, którzy po odbiorze sprawnie przedostali się w pole karne, a piłka po strzale Seana Gossa z ostrego kąta wpadła do siatki przy bliższym słupku.
W ostatniej minucie doliczonego czasu gry piłkę meczową mieli zaś mieleccy piłkarze. Na szczęście dla przyjezdnych z bliska spudłował Kacper Sadłocha.
– Publiczność oczekiwała trochę większej jakości, a z mojej perspektywy tej jakości z dwóch stron było mało. Przede wszystkim nie jestem zadowolony z tego, jak zaprezentowała się moja drużyna, choć zdaję sobie sprawę, że mimo trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy – po straconej bramce i po stracie jednego zawodnika za czerwoną kartkę – mimo wszystko wyciągnęliśmy ten remis, po to, żeby przyjechać do Rzeszowa z pierwszym punktem w tym sezonie i to jest absolutnie niesamowita sprawa. Ten punkt został wyszarpany – powiedział Marek Zub, szkoleniowiec rzeszowskiej Stali, dla którego wynik derbów jest sprawiedliwym rozstrzygnięciem.
– Mecz walki, który, jak na derby przystało, obfitował w dużą nerwowość z obu stron. Bardzo szybko mogliśmy otworzyć wynik, a po zdobytej bramce też mieliśmy swoje sytuacje, żeby zamknąć mecz. Popełniliśmy jednak duży błąd przy rozegraniu i straciliśmy gola. Próbowaliśmy do końca przechylić szalę na swoją korzyść, ale chyba w tym dniu to był maks, który mogliśmy wyciągnąć – komentował z kolei Damian Skiba, trener miejscowych.
STAL Mielec – STAL Rzeszów 1-1 (0-0)
1-0 Puerto (50.), 1-1 Goss (79.)
STAL M: Gostomski – Kukułowicz, Puerto, Kwiecień (61. Kościelny), Getinger, Kruszelnicki, Wlazło, Gerbowski, Ouré (61. Domański), Cebula (73. Sadłocha), Gmur (87. Ziobroń)
STAL RZ: Waniwśkyj – Thiede, Krasouski, Kaczor, Kukułka, Goss, Leniart (90. Machura), Listkowski, Madej (62. Bieniaszewski), Masiak (62. Rittmüller), Salamon (46. Junior).
Sędziował Marcin Szczerbowicz (Olsztyn). Żółte kartki: Kwiecień – Kukułka, Salamon, Junior. Czerwona kartka Kukułka (75. – druga żółta). Widzów 5561.
PRZECZYTAJ TEŻ: Podkarpacki kwartet poznały rywali w I rundzie Pucharu Polski

