
Trzecia ligowa przegrana z rzędu Resovii stała się faktem. Tym razem biało-czerwoni musieli uznać wyższość beniaminka Zawiszy Bydgoszcz. Rzeszowianie od momentu awansu na szczebel centralny nie wystartowali jeszcze tak słabo.
PIŁKA NOŻNA. BETCLIC 2. LIGA
Do meczu w Bydgoszczy Resovia przystępowała w nieco lepszych humorach po wyeliminowaniu w Pucharze Polski Warty Poznań. Niemniej dwie poprzednie ligowe porażki nie pozwalały Rzeszowianom na moment dekoncentracji, dlatego priorytetem był powrót do Rzeszowa z punktami.
Spotkanie okazało się jednak nader wymagające dla przyjezdnych. Gospodarze lepiej czuli się na własnej murawie, a niesieni dopingiem swoich kibiców stwarzali niezłe okazje – zwłaszcza w pierwszej połowie. I trzeba przyznać, że gdyby nie Kuba Bochniarz – bramkarz Resovii – miejscowi mogliby zejść na przerwę z kilkubramkowym prowadzeniem. Zawisza jednak nie miał na co narzekać, bo do przerwy prowadził po kapitalnym trafieniu Filipa Kozłowskiego. Gospodarze po przejęciu piłki wymienili trzy podania, a Kozłowski przyjął futbolówkę klatką piersiową i strzałem z powietrza nie dał szans golkiperowi rywali.
Goście lepsze wrażenie sprawiali po zmianie stron, kiedy w przeciwieństwie do pierwszej odsłony częściej posiadali piłkę. Zawisza zaś nastawił się na grę z kontry i również w tej części gry mógł mówić o bardziej klarownych okazjach. Po raz kolejny na wysokości zadania stanął Kuba Bochniarz. 17-latek błysnął zwłaszcza po strzale Mateusza Stępnia z pola karnego, kiedy świetną paradą zatrzymał piłkę zmierzającą pod poprzeczkę. Kolejny raz Bochniarz zastopował tego samego zawodnika w stuprocentowej sytuacji Bydgoszczan, gdy Stępień, wychodząc z nim sam na sam, zbyt daleko wypuścił sobie futbolówkę, która padła łupem bramkarza.
Beniaminek nie popełnił jednak błędów w defensywie i zanotował pierwsze zwycięstwo w sezonie. Resovia zaś przegrała trzeci ligowy mecz z rzędu – co jest jej najgorszym startem w rozgrywkach od momentu awansu na szczebel centralny w 2018 roku.
– Przede wszystkim trzeba podkreślić to, że każdy inaczej wyobrażał sobie początek sezonu i nie wolno od tego uciekać. Natomiast przyjechaliśmy na trudny teren i na nim, mimo wszystko, potrafiliśmy narzucić nasze warunki. Począwszy od otwarcia gry, do budowania i rozwinięcia – naprawdę to wyglądało nieźle. Nie ma się jednak co oszukiwać, że w trzeciej tercji boiska było sporo nerwów, z czego Zawisza korzystał i w fazach przejściowych coś sobie stworzył – oceniał trener gości Kamil Kuzera.
– Bardzo mocno wierzę w pracę, którą robimy i wierzę, że nagroda jest odłożona na później. Jeżeli zachowamy dużo więcej zimnej krwi i będziemy podejmować trochę lepsze decyzje, to w końcu to „odpali”. Wydarzy się to pod warunkiem, że będziemy bardziej cierpliwi, zdeterminowani, i mówiąc kolokwialnie – staniemy się „skurczybykami” w tym wszystkim, i worek z bramkami się nam otworzy, bo kreujemy sporo sytuacji, które nie są przypadkowe – dopowiadał sternik biało-czerwonych.
ZAWISZA Bydgoszcz – RESOVIA 1-0 (1-0)
1-0 Kozłowski (20.)
ZAWISZA: Oczkowski – Nowak (46. Dziarkowski), Golak, Staniak, Juśkiewicz, Bogusiewicz (74. Kuśmierczyk), Kanach, Szumilas (80. Szramowski), Kona, Stępień (74. Rak), Kozłowski (80. Mas)
RESOVIA: Bochniarz – Geniec, Oko, Banach, Grasza (46. Szkiela), Kuzera (69. Letniowski), Małachowski, Czyżycki, Zimnicki, Jaroch (63. Chojecki), Silnỳ (46. Ortiz).
Sędziował Karol Wójcik (Siedlce). Żółte kartki: Kanach, Bogusiewicz, Juśkiewicz – Banach, Szkiela.
PRZECZYTAJ TEŻ: Podkarpacki kwartet poznały rywali w I rundzie Pucharu Polski
