
Rozmowa z Mikołajem Kwiatkiem, wychowankiem Resovii, który w meczu z ŁKS-em II Łódź zadebiutował w pierwszej drużynie „Pasiaków”. Nastoletni golkiper zachował czyste konto, a jego zespół pewnie wygrał 3-0.
PIŁKA NOŻNA. BETCLIC 2. LIGA
– Gratuluję debiutu oraz jakże ważnego zwycięstwa. Był jakiś stres w związku z pierwszym występem w 2. lidze?
– Na pewno na początku – przed meczem, na rozgrzewce i gdy wychodziliśmy na murawę – był lekki stres, ale potem, gdy kibice mnie przywitali, wszystko zeszło ze mnie. Wszedłem w stan skupienia, w taki trans, i myślę, że poszło (uśmiech).
– Ale chyba był to pozytywny stres, bo podejrzewam, że dobrze znasz się na swoim fachu i nie bałeś się, że coś może pójść nie tak.
– Zdecydowanie. Byłem pewny siebie. Grałem wcześniej dobre mecze w Centralnej Lidze Juniorów, wyglądałem nieźle na treningach, dlatego nie było powodu, by obawiać się o swoją dyspozycję.
– Kiedy dowiedziałeś się, że zagrasz?
– Dzień przed meczem. Po treningu miałem rozmowę z trenerem, ale już wcześniej przeczuwałem, że mogę zagrać.
– I muszę powiedzieć, że nie pękłeś na robocie. W pierwszej połowie po dośrodkowaniu z lewej strony boiska skuteczną interwencją uratowałeś zespół.
– To nie była ciężka sytuacja do obrony. Wrzutka na pewno była niebezpieczna, ale czy to była spektakularna interwencja? Nie do końca. Oczywiście pomogłem w tej sytuacji, ale to nie była obrona najwyższych lotów. Niemniej cieszę się z tej interwencji.
– Na twój występ czekało parę osób. Tuż po meczu rozmawiałem z Marcinem Pietryką, który w tym sezonie nie był na żadnym meczu Resovii, a na spotkanie z rezerwami ŁKS-u pofatygował się specjalnie dla ciebie.
– To bardzo miłe z jego strony. Również rozmawiałem z nim po meczu. To mój resoviacki trener. Od początku jestem z nim w klubie, tak naprawdę zawdzięczam mu wszystko, co teraz mam.
– A wiedziałeś, że będzie na tym meczu?
– Wiedziałem, rozmawiałem z nim przed meczem, zapowiadał, że będzie mnie wspierał z trybun.
– I ocenił cię zdecydowanie na plus, chociaż przyczepił się do jednej sytuacji, pewnie już wiesz, do jakiej.
– Tak, troszkę się podpaliłem przy tym wyjściu za pole karne (śmiech). Zaskoczyła mnie trochę murawa, bo była bardzo dobrze nawilżona na początku, a potem wyschła i wówczas piłka się zatrzymała. Ale pierwsze koty za płoty, dużo szczęścia.
– Mecz w waszym wykonaniu dobrze oglądało się tylko w drugiej połowie, kiedy strzeliliście wszystkie gole. Dlaczego przed przerwą było tak niemrawo?
– Ciężko powiedzieć. W pierwszej połowie nie byliśmy sobą, nie stwarzaliśmy sytuacji. W drugiej połowie po paru dobrych zagraniach złapaliśmy wiatr w żagle, strzeliliśmy gola, a potem już poszło.
– Spotkanie z ŁKS-em II to także debiut trenera Kuzery. Obserwujecie już jakieś roszady w związku ze zmianą szkoleniowca?
– Myślę, że nie będzie jakichś większych zmian. Na razie mniej więcej wygląda to tak samo, jak u trenera Młynarczyka. Mamy zapierdzielać na boisku i tyle.
– Masz 17 lat, więc kariera jeszcze przed tobą. Czego życzyć ci w dorosłym futbolu?
– Na pewno większej liczby występów – dobrych występów – i idziemy w górę (uśmiech).
