
Rozmowa z ARTUREM SZALPUKIEM, przyjmującym Asseco Resovii
SIATKÓWKA. FINAL FOUR TAURON PUCHARU POLSKI
– Po bardzo dobrym półfinale w waszym wykonaniu, wydawało się, że w finale zaprezentujecie się równie skutecznie ale tak się nie stało. Dlaczego?
– Nie wiem dlaczego. Nie dojechaliśmy na finał, nie było zaciętej walki. Na pewno chcieliśmy się pokazać i zagrać bardzo dobrze, ale nie potrafiliśmy nawiązać na boisku walki z drużyną z Lublina.
– Już pierwszy wysoko wygrany set pokazał, że coś nie tak jest z waszą grą. Dopiero przez chwilę w trzeciej partii były symptomy poprawy, ale to było już za późno…
– Na pewno za późno, ale to jakby pierwszy set nie może ustawiać niczego na cały mecz, bo siatkówka jest taka, że możesz przegrać pierwszego brzydko 10:25 czy 15:25 i potem możesz wrócić do gry. Były gdzieś takie punkty zaczepne, ale każda kontra nasza była nieskończona, jakieś głupie błędy, nie wiedzieliśmy kto ma wystawić piłki. Dużo, bardzo dużo tego było, bardzo dużo się nawarstwiło. Trochę nie potrafimy zagrać dwóch dobrych meczów pod rząd, nie wiem skąd to się bierze. Bardzo żałujemy tego, że przegraliśmy i stylu w jakim ponieśliśmy porażkę.
– Siatkarze z Lublina mieli za sobą trudny podróży na mecz Ligi Mistrzów, w sobotę rozegrali pięciosetowy pojedynek z Indykpolem AZS Olsztyn, ale nie widać było po nich dużego zmęczenia. Chyba nawet lepiej prezentowali się fizycznie…
– Tak, zgodzę się, wyglądali lepiej fizycznie od nas. Wiedzieliśmy, że zagrają swoją najlepszą siatkówkę i nie szukaliśmy swoich szans w tym, że oni będą zmęczeni.

– Wasz występ podczas Final Four TAURON Pucharu Polski przypomina jakby cały ten sezon. Potraficie zagrać świetnie spotkanie, by w kolejnym meczu zaprezentować się już znaczniej gorzej. Wciąż brakuje stabilizacji, a może jeszcze czegoś innego?
– Myślę, że tak, brakuje. Nie powiem, że wszystko jest w porządku i jest fajnie, jak się przegrywa tak mocno 0-3 finał Pucharu Polski. Nie wiem, myślę, że to nie jest też na mojej głowie, żeby wiedzieć, dlaczego tak jest. Ja gram w siatkówkę i ciężko mi powiedzieć. Chciałbym powiedzieć jakieś fajne rzeczy, ale na razie czuję duży żal po porażce w tym meczu i ciężko mi stwierdzić, dlaczego nasza forma nie może być ciut bardziej stabilna.
– Z pana wypowiedzi wynika ogromne rozczarowanie?
– Oczywiście, jestem bardzo rozczarowany, ale jakby to wszyscy musimy wziąć na siebie odpowiedzialność. Mam to na myśli jako drużyna. Nie chodzi o to, żeby kogoś tutaj indywidualnie obwiniać. We wtorek pewnie wrócimy na halę, będziemy trenowali, a w czwartek już mamy kolejny mecz. Taki jest sport, że nie można za długo rozpamiętywać porażek.

