
Reprezentacja Polski odniosła trzecie zwycięstwo bez straty seta podczas mistrzostw Europy w grupie B w Sofii. Teraz przed biało-czerwonymi spotkania z Ukrainą i Bułgarią.
SIATKÓWKA. ME
Mecz z Macedonią Północną trwał 67 minut i był był jak to tej pory najkrótszym w wykonaniu biało-czerwonych. – Nie ma się co oszukiwać z całym szacunkiem dla Macedonii, ale wiedzieliśmy po odprawie taktycznej, że musimy się przede wszystkim skupić na swojej grze i pilnować bardzo koncentracji w tym meczu. Odbyliśmy też dzisiaj rano siłownię, bo myślę, że był to ostatni moment, żeby troszkę dołożyć jeszcze na ciężarach – mówił na portalu tauronliga.pl, Jan Firlej, rozgrywający reprezentacji Polski i podkreślił, że poziom rywali teraz idzie w górę. – Fajnie, że wszyscy mieli okazję pograć i jesteśmy pod prądem. Był to myślę teraz ostatni taki moment, żeby jeszcze troszkę docisnąć. Też na tych treningach pracuje się intensywnie jeszcze i mam nadzieję, że ten szczyt przyjdzie idealnie na tę fazę pucharową – mówił rozgrywający reprezentacji Polski, którą we wtorek czeka mecz z Ukrainą.
– Zagrali świetny mecz z Bułgarami, więc na pewno będzie to dla nas ciężki mecz. Myślę, że są pierwszym przeciwnikiem w grupie naprawdę na dobrym poziomie, a później Bułgaria, więc nie możemy się doczekać. Dobrze, że wszyscy jesteśmy zdrowi i oby tak do końca – stwierdził Firlej, który w reprezentacji Ukrainy ma dobrego znajomego z klubu, PGE Projektu Warszawa, Juri Semeniuka. – Mieliśmy już okazję się spotkać, zawsze się gdzieś tam przytkniemy parę razy, ale oczywiście w dobrym tonie. Jurij lubi grać naprzeciwko nas, ale coś tam mamy na niego, ale nie będą zdradzał. Jest w dobrej formie, więc będziemy musieli się mocno napracować, żeby go ograniczyć. Oczywiście ten poziom meczów idzie wyżej i ci rywale są mocniejsze. Dochodzi już bardziej może granie taktyczne, ale naprawdę mamy taką siłę od lat reprezentacji, że jeśli my gramy na swoim poziomie to naprawdę jest ciężko przeciwko nam grać – stwierdził Firlej.
PRZECZYTAJ TEŻ: Bartłomiej Bołądź, atakujący reprezentacji Polski: zawsze liczy się zespół
