
Rozmowa z KLEMENEM CEBULJEM, przyjmującym Asseco Resovii
SIATKÓWKA. FINAL FOUR TAURON PUCHARU POLSKI
– Nie minęło 24 godziny od meczu z PGE Projektem Warszawa, z którym to zespołem zagraliście bardzo dobry mecz, a w finale z Bogdanką LUK w niczym nie przypominaliście drużyny z półfinału…
– Na pewno Lublin nie pozwalał nam, żeby się rozkręcić. Zaczynali bardzo mocno z zagrywką i uciekli nam na początku. Nie dopuścili nas i nie zostawili nam miejsca na rozpoczęciu meczu. Bardzo nam przykro, że tak zaprezentowaliśmy bo można było przejść do historii klubu. Chcieliśmy żeby Puchar Polski wrócił do Rzeszowa, ale ewidentnie nie było gry, która nam pozwalała wygrać ten mecz.
– Przez chwilę nadzieja pojawił się w III secie, kiedy mieliście trzypunktową przewagę ale szybko ją roztrwoniliście…
Po prostu nie było takiego przełamania po naszej stronie. Jakoś tam oczywiście walczyliśmy, ale to oni, jak powiedziałem, już nie pozwalali nam, żeby się ta nasza maszyna rozkręciła. Szkoda, że tak wyszło, że nie złapaliśmy takiego rytmu. Czy to w ataku czy zagrywce, czyli to co pokazaliśmy w sobotę w meczu z Warszawą. Trzeba przyznać, że po prostu Lublin był dużo, dużo lepszy.
– Wydawało się, że wszystkie atuty są po waszej stronie: 3/4 kibiców w Tauron Arenie kibicowała Asseco Resovii, w sobotę zagraliście tylko trzy sety, a rywale pięć, a do tego zespół z Lublina był po ciężkiej podróży z wyjazdowego meczu Ligi Mistrzów. Wyglądaliście na boisku jakby ogarną was jakiś paraliż…
– Nie wiem i ja mogę się wypowiedzieć za siebie. Byłem bardzo pozytywnie nastawiony, zmotywowany i myślę, że też wszyscy chłopaki to samo. Tylko, że trochę za szybko jakoś tak zatrzymaliśmy się i może nie utrzymaliśmy takiej energii do samego końca meczu. Nie wiem dlaczego tak się stało. Staramy się, żeby taka energia jak była na sobotnim półfinale była na każdym meczu.
– Połowa sezonu za nami ale stabilizacji waszej formy nie widać. Potraficie zagrać świetny mecz, by w kolejnym sprawić spory zawód. Kiedy zobaczymy Asseco Resovię grającą na równym dobrym poziomie?
– To jest pytanie za 10 milionów złotych. Każdy z nas musi to przemyśleć. W niedzielę był najważniejszy mecz sezonu i nie rozegraliśmy go tak jak chcieliśmy. Trzeba pracować, trzeba poprzeczkę postawić na wyższy poziom i zagrać po prostu lepiej.
PRZECZYTAJ TEŻ:
