REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

niedz. 8 lutego 2026

Żużlowa reprezentacja Polski zdobyła ulubioną górę kolarzy

Na Coll de Rates 2.0 wjechali Piotr Pawlicki, Bartosz Zmarzlik, Przemysław Pawlicki, Dominik Kubera, Mateusz Cierniak, Damian Ratajczak i trener przygotowania fizycznego Mariusz Cieśliński. (Fot. Mat. prasowe)

Coll de Rates, kultowy podjazd kolarski zdobyty przez sześciu reprezentantów Polski. W sumie grupa na czele z Piotrem Pawlickim przejechała na rowerach 117 kilometrów. Biało-Czerwoni obecnie przebywają na reprezentacyjnym zgrupowaniu w Hiszpanii, które potrwa do 6 lutego.

Rano była rozgrzewka z rozciąganiem na plaży, a już po śniadaniu rowerowa wyprawa na kultowy podjazd kolarski Coll de Rates. A to nie był koniec, bo potem zawodnicy podjęli jeszcze jedno kolarskie wyzwanie i wjechali na Coll de Rates 2.0.

Jest to przedłużenie jednego z najbardziej znanych kolarskich podjazdów na świecie. Wjazd jest krótki, ale bardzo wymagający. Początkowo mamy szutrowy odcinek, a potem asfalt. Przy okazji można podziwiać piękne widoki. Droga na Coll de Rates 2.0 liczy sobie 3 kilometry, a przewyższenie wynosi 298 metrów. Średnie nachylenie wynosi z kolei 10,4%.

Na Coll de Rates 2.0 wjechali Piotr Pawlicki, Bartosz Zmarzlik, Przemysław Pawlicki, Dominik Kubera, Mateusz Cierniak, Damian Ratajczak i trener przygotowania fizycznego Mariusz Cieśliński.

Selekcjoner Stanisław Chomski o zgrupowaniu w Hiszpanii. Co można zrobić w 5 dni?

– Będziemy na siebie skazani i będziemy się poznawali w różnych sytuacjach. Wiele rzeczy można zaobserwować w trakcie takiego pobytu – mówi trener Stanisław Chomski tuż przed wylotem reprezentacji do Alicante.

Co można zrobić z zawodnikami w trakcie pięciu dni?

Stanisław Chomski, selekcjoner ŻRP: – To nie jest obóz kondycyjny, gdzie pracuje się nad cechami motorycznymi, które potem wpływają na funkcjonowanie sportowca. Wiadomo, że na to pięć dni to byłoby za mało.

Czyli?

– Jeśli idzie o przygotowanie fizyczne, to każdy idzie swoim rytmem, a mnie bardziej chodzi o integrację. Chcę, żebyśmy sobie z zawodnikami jasno powiedzieli, po co kadra została powołana, jakie są cele, ale też o tym, że ma być zdrowa rywalizacja, współpraca i komunikacja. Jeden na drugiego ma się nie obrażać, nie dziwić się zmianom w składzie na dane zawody, jeśli takie zmiany zajdą, bo musimy być wszyscy razem. Taki jest główny cel. I to się da w pięć dni zrobić. W tym przypadku czynności fizyczne, jak rowery, czy zajęcia kształtujące zwinność, gibkość i elastyczność ciała, to ma być dodatek.

Pan już rozmawiał z zawodnikami, rozsyłając powołania. Jakie ma pan wrażenia?

– Każdy z zawodników, z którymi rozmawiałem był troszkę podekscytowany. Wiadomo, jak działa powołanie do kadry. Z mojej strony już te pierwsze rozmowy były takim wprowadzeniem do tego, o co mi chodzi, czyli do scalenia tej kadry. Żużel jest sportem indywidualnym i niech kadrowicze biją się o swoje w Grand Prix, ale w reprezentacji musi być inaczej.

A ma pan w ogóle w głowie skład kadry na Drużynowy Puchar Świata? Jest w ogóle coś takiego, jak czwórka, którą wybrałby pan tu i teraz, a potem tylko modyfikował ten zespół w zależności od formy?

– Jakby miał człowiek teraz wybierać, to pewnie jedno, czy dwa nazwiska by się znalazły, ale więcej byłoby znaków zapytania. Przecież kadra została wybrana na bazie ubiegłorocznych wyników, a nie wiemy, jak będzie teraz. A liczyć się będzie bieżąca forma, bo nie ma czegoś takiego jak kadra i jazda za zasługi. Ja bardzo wierzę w to, że już w trakcie rozgrywek ktoś do tej kadry wskoczy.

Nie chce nam się wierzyć, że nie ma pan żadnego fundamentu.

– To za daleko. Można oczywiście mówić, że Zmarzlik, Dudek i nawet wymieniać dalej, ale życie sportowca jest skomplikowane. Tor może nam wszystko zweryfikować, więc ja nie mam gotowego składu na DPŚ. Natomiast inną sprawą jest to, że trzeba patrzeć na doświadczenie zawodników. Już miałem takiego, co był w świetnej formie w lidze, ale w DPŚ się spalał. Trzeba pamiętać, że to są inne zawody. I jeszcze jedno. Ja chcę mieć kadrę, w której będzie świadomość celu, koncentracja i wymiana myśli. To ma być jeden organizm.

Rozumiem, że skoro nie dał się pan namówić na podanie nazwisk do składu na finał DPŚ, to z DME będzie tak samo.

– Tu mogę tylko dodać, że skala trudności wyboru będzie większa, bo będę mógł wziąć tylko jednego zawodnika z Grand Prix. Jednak nie ma tego złego, szansę dostaną inni.

A jak pan chce przygotować zespół na finał DPŚ, który odbywa się na PGE Narodowym?

– Mam jakiś pomysł na to i chcę go przedstawić kadrowiczom. Wykonamy ten plan na tyle, na ile będzie to możliwe. Jak się uda, to będziemy mieli dużo wiedzy w bazie.

Sztucznego toru pan jednak nie zbuduje?

– Nie, nie zrobię tego. Po prostu wykorzystam wszystkie możliwe sposoby, żeby do startu na takiej nawierzchni przygotować zespół.

Obóz w Hiszpanii jest wprowadzeniem?

– Obozy mają to do siebie, że odbywają się w jednym czasie, w jednym miejscu i zawodnicy są na siebie skazani. My wszyscy jesteśmy na siebie skazani. Będziemy się poznawali w różnych sytuacjach. W trakcie posiłku, relaksacji, ale i też w trakcie treningu. Wiele można zaobserwować w trakcie takiego pobytu. Dowiedzieć się kto, z kim i jak funkcjonuje. Co trzeba poprawić, żeby było lepiej. Można zasięgnąć języka u ludzi, którzy znają psychologię sportu, żeby wiedzieć, jak rozmawiać, jak pobudzić i jak hamować zawodników. Obóz da pełną wiedzę odnośnie tego, z jakim materiałem mamy do czynienia.

Czyli znów wracamy do integracji, której w ramowym planie jest tyle samo, co ćwiczeń i jazdy na rowerze.

– To jest typowa ramówka dla tego rodzaju zgrupowań. I ona jest też ważna z tego, względu, że trzeba się nauczyć dyscypliny. Ja nie mówię, że ta grupa, czy ta reprezentacja ma z tym problem, ale ogólnie my Polacy mamy problem z dyscypliną.

Udostępnij

FacebookTwitter