
Rozmowa z KAMILEM ŁĄCZYŃSKIM, reprezentantem Polski, rozgrywającym AMW Arki Gdynia.
KOSZYKÓWKA. ORLEN BASKET LIGA.
– Na stronie internetowej waszego klubu pojawił się fajny tytuł do wszelkich mecz w Krośnie „Szklana pułapka”. Wy jednak uniknęliście wszelkich problemów i pułapek…
– Prawda jest taka, że sami wpadliśmy w pułapkę. Chyba sami sobie ją zrobiliśmy na początku takim niemrawym wejściem w ten mecz. Co prawda mieliśmy otwarte pozycje i dobrze rzucaliśmy na pick and rollu, ale nie wpadały te rzuty ale nie wpadały te rzuty. Całe szczęście, mimo, że atak nie funkcjonował tak jak byśmy chcieli, to w obronie, naprawdę robiliśmy kawał świetnej roboty. Czasami jest tak, że potrzeba szczęścia, żeby przeciwnik nie trafiał i zagrał na słabej skuteczności. Prawda jest jednak taka, że te rzuty z ich strony nie były aż z tak otwartych pozycji jak nasze, o czym świadczy wynik. 60 punktów straconych, jak dla naszej drużyny, podczas kiedy gramy na wyjeździe i jest to daleki wyjazd, to myślę że nie można chcieć nic więcej.

– Wydaje się, że mimo takiej niewielkiej przewagi do przerwy, to i tak kontrolowaliście ten mecz. Nawet jak rywale zbliżali się na 3-6 pkt to zachowywaliście spokój.
– Może tak to wyglądało, ale oczywiście my nie panikujemy tylko gramy swoją koszykówkę. Trener powiedział, że naprawdę gramy dobrą koszykówkę, tylko szwankuje ta skuteczność. Ona szwankowała z obu stron, natomiast tak jak powiedziałem, te nasze rzuty były z otwartych pozycji. Przyspieszyliśmy troszkę grę, nadal funkcjonowała obrona, więc jak przyspieszyliśmy grę, to wyszliśmy na te 10, potem 15 punktów i już grało nam się łatwiej.
– W barwach zespołu z Krosna grał pan w sezonie 2012/2013, później kilka razy przyjeżdżał z Anwilem gdy Miasto Szkła było w ekstraklasie. Czy teraz ten kolejny powrót do Krosna wywołał jakieś wspomnienia?

– Naprawdę, zawszę mówię, że tu mi się wspaniale grało. Wspaniale wspominam ten swój czas spędzony w Krośnie. Opowiadałem nawet chłopakom, że mimo że ten sezon, w którym tutaj grałem, to był już kawał czasu temu, bo już 12 lat temu, to i tak jest sentyment jak się tutaj wraca. Naprawdę uwielbiam tę halę. Dzisiaj znowu publiczność dopisała. Czwartek godzina 18, a była niemalże stuprocentowa frekwencja. Bardzo się też cieszę, że wygrałem, bo nie zawsze te powroty tutaj były łatwe, ale na pewno się przyjemnie tutaj wróciło.
.
– Dla pana ten sezon w Krośnie był jedynym w karierze spędzonym na pierwszoligowych parkietach…
– Tak. Zupełnie nie chcę nic ujmować drużynie z Krosna, natomiast powtarzam, że czasami z tej ekstraklasy trzeba zrobić krok w tył. To pomaga żeby troszeczkę się dowartościować i też inaczej spojrzeć na to, co się dzieje wokół mnie. Ten rok tutaj w Krośnie dał mi wiele. Dostałem sporo zaufania od prezesów i od trenera, w dość młodym wieku, bo w wieku 23-24 lat. Miałem naprawdę bardzo ważną rolę w zespole i bardzo się z tego cieszę. Dzisiaj, z perspektywy czasu, wiem, że ten rok w Krośnie był mi bardzo potrzebny.

– Miał pan teraz okazję zobaczyć miasto jak bardzo się zmieniło od tametgo czasu?
– Niestety nie miałem okazji, bo dojechaliśmy dopiero o godz. 2 w nocy do Krosna. Nie było więc czasu wyjść, regeneracja była w hotelu, ale może kiedyś jeszcze będzie okazja. Życzę tutaj wszystkim kibicom i całym miastu, żeby się drużyna utrzymała w ekstraklasie i żeby po tych wszystkich zmianach wskoczyła na troszeczkę lepszy kurs. Wtedy może w przyszłym roku jak przyjadę, to będzie okazja pozwiedzać.
PRZECZYTAJ TEŻ: Janusz Walciszewski, prezes Miasta Szkła: trzeba było przerwać pewne rzeczy i zrobić coś innego

