
Rozmowa z MARCELEM PONITKĄ, koszykarzem ŁKS Coolpack Łódź
KOSZYKÓWKA. I LIGA
– Można powiedzieć, że twardo wyszarpane to zwycięstwo w Rzeszowie nad OPTeam Energia Polska Resovia?
– Oczywiście, że tak. Resovia to jest bardzo dobra ekipa, może sytuacja w tabeli na tę chwilę to nie pokazuje, ale jest to klub, który ma duży budżet, sporo dobrych nazwisk i wydaje mi się, że dobrego trenera, który wie jak poukładać tą grę. Są niewygodnym przeciwnikiem dla każdego. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, tym bardziej że u nas sześć zawodników jest kontuzjowanych i leczą się w Łodzi. Jechaliśmy ze skróconą rotacją, ale powadziliśmy, wiedzieliśmy, że będzie ciężko, najważniejsze, że wygraliśmy, zrobiliśmy to i możemy wracać zadowoleni do domu.
– Był taki moment w III kwarcie kiedy ten mecz wyglądał jak pojedynek Kacpra Młynarskiego z ŁKS-em. Kapitan Resovii trafiał raz za razem z rzędu dobył czternaście punktów, a gospodarze prowadzili 65:58…
– Ciężko było nam go wówczas zatrzymać. Dostaliśmy takie info, że miał w ogóle dziś nie grać, ale jak pytałem to mówił, że dobre tabletki mu dali, więc może dzięki nim tak grał (śmiech).
Wiemy, że Kacper jest nieobliczonym zawodnikiem, może równie dobrze wygrać pojedynkę mecz. No cóż, były wzloty i upadki w trakcie tego meczu. Najważniejsze, że były emocje, sporo ludzi przyszło. Wydaje mi się, że widowisko mogło się podobać. Dla nas najważniejsze i najcenniejsze jest to, że wracamy z zwycięstwem.
– Co zadecydowało, że przechyliliście szalę na swoją korzyść ?
– Pierwsze 18 minut graliśmy dobrze, było prowadzenie i nagle w ciągu 2-3 minut stanęliśmy. Szczerze mówiąc, nie wiem, co się wydarzyło, ale nie możemy tak grać, bo powinniśmy robić przewagę schodząc do szatni, a nie pozwalać przeciwnikowi uwierzyć i wyjść na prowadzenie. I znowu musieliśmy gonić od początku drugiej połowy, a wtedy Kacper Młynarski trzymał Resovię w meczu. Wyniki się przeplatały, ale koniec końców wydaje mi się, że zadecydowała chłodna głowa, dobra solidna obrona i skuteczność.
– Pan chyba mocno odczuwa trudny tego meczu, bo w końcówce opuścił boisko i opatrywany był przez masażystkę. Jakiś problem z kostką?
– Nie wszystko jest w porządku. Myślę, że może wywalczę sobie jeden dzień więcej wolnego i będzie ok.
– Dla pana to chyba pierwsza wizyta w Rzeszowie?
– Zgadza się i jestem zachwycony halą i publicznością. Takie ekipy jak ŁKS, Resovia czy Astoria powinny grać w ekstraklasie i podnosić poziom nie tylko sportowy, ale również reklamowy i zapełniać hale. W Rzeszowie jest piękna duża i przestronna hala, i bardzo fajnie się gra. Nie ma, myślę drugiego takiego zespołu na Podkarpaciu z takim potencjałem jak Rzeszów, żeby walczyć w najwyższej lidze. Trzymam kciuki, żeby to wszystko spowodowało, że z Resovią moglibyśmy się spotkać już w ekstraklasie.
PRZECZYTAJ TEŻ: Mateusz Kaszowski, koszykarz Solvera Sokoła: pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną
