REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

niedz. 19 kwietnia 2026

Fabian Drzyzga: raczej jestem domatorem, a nie turystą

Fot. Rafał Myśliwiec

Fabian Drzyzga drugi sezon reprezentuje barwy Fenerbahce Medicana Stambuł. Dwuletnia przygoda byłego rozgrywającego Asseco Resovii z Turcją dobiega jednak końca i siatkarz zmieni klub.

SIATKÓWKA. PLUSLIGA

Myślę, że w tym drugim sezonie już łatwiej się żyło w Turcji, bo już po prostu wiem co się z czym je i czego się mogę spodziewać. Stambuł ma swoje uroki, ma też swoje minusy, ale do wszystkiego człowiek jest w stanie się przyzwyczaić. Osobiście nie mogę narzekać na życie tutaj, oprócz oczywiście jednego dużego minusa, że jestem tu sam, bez rodziny. Dajemy jednak radę, że tak powiem, ten minus akceptujemy i żyjemy dalej – mówił w rozmowa z portalem plusliga.pl, Fabian Drzyzga, rozgrywający Fenerbahce Medicana. – Oczywiście jak wszędzie tak i tu są pewne niedogodności. Kto był w Stambule, to na pewno od razu to od razu dostrzegł, mowa o korkach. Jak tylko słyszymy, że gdzieś jedziemy, to od razu mam, że tak powiem, delikatnie oczy zmęczone i ciało mi opada. Stanie w korkach w Stambule nie jest niczym miłym. Nigdzie nie jest miłe stanie w korkach, ale tutaj wyjątkowo, bo te korki są dużo, dużo większe niż w innych miastach. Tracenie czasu na to trochę mnie irytuje, ale do takich rzeczy też się człowiek przyzwyczaja. Po prostu tak tu jest. Kiedy już mamy jakieś wyjazdy, wtedy klub zawsze stara się znaleźć takie godziny, żeby te korki ominąć, a podróż była jak najpłynniejsza, chociaż nie zawsze tak się da – mówił Drzyzga, który w Stambule nie miał samochodu.

– Nie mam samochodu, ponieważ klub organizuje wszystkie transporty na hale treningowe czy meczowe. Wszystko jest to realizowane przez klub. Później jesteśmy też odwożeni na takie miejsce, z którego ja mam akurat 2 minuty piechotą do domu. Nie potrzebuję więc auta. Jeśli mam ochotę poruszać się gdzieś po Stambule, to akurat taksówki są tutaj tanie i można bez problemu sobie pojechać. Pod domem mam wszystko czego chcę i potrzebuję. Jest sklep, są restauracje i mam blisko na trening. Poza tym tak jak wspomniałem, klub organizuje transport na halę, również treningową i meczową. Samochód nie jest mi do niczego potrzebny – mówił były rozgrywający Asseco Resovii, który przyznaje, że jest bardziej domatorem niż turystą.

Rok temu kiedy przyjechała moja rodzina i przyjaciele, to byliśmy w takich bardziej turystycznych miejscach. Jednak akurat my nie jesteśmy typem turystów, czy ludźmi, którzy chętnie zwiedzają. Po prostu kiedy gdzieś jedziemy, czy jeśli się gdzieś po prostu wybierzemy, to co zobaczymy, to zobaczymy. Byliśmy w różnych miejscach. Wiem na pewno, że po pierwszym razie kiedy byłem na Grand Bazaar, to powiedziałem, że nigdy więcej tam nie pójdę, dziękuję bardzo. Złapałem tylko córkę bardzo mocno za rękę, żeby przypadkiem jej nie sprzedali, bo handlują tam chyba wszystkim, co się da. (śmiech) Oczywiście, to tak pół żartem, pół serio, ale przeraziło mnie to miejsce pod względem ilości ludzi. Oczywiście na pewno ma to na swój sposób jakiś urok. Ja jednak raczej nie będę przewodnikiem i nie będę pokazywał, gdzie w Stambule można coś zobaczyć. Uważam, że można po prostu pójść do fajnej restauracji albo kawiarni, gdzieś blisko wody, gdzieś, gdzie jest fajny widok na cały Bosfor. Szczególnie wieczorami robi to bardzo duże wrażenie. Takie widoki cieszą moje oko. A czy zobaczę jedną atrakcję turystyczną, czy drugą, nie ma to dla mnie większego znaczenia. Raczej jestem domatorem, a nie turystą. Na stronę europejską zarzucam swoje sidła tylko kiedy jestem z rodziną, albo naprawdę bardzo rzadko, żeby po prostu zabić wolny czas inaczej niż robię to na co dzień – stwierdził rozgrywający, który twierdzi, że dobrze odnalazł się w nieco luźniejszym południowym podejściu do organizacji, gdzie nie wszystko jest zawsze do końca poukładane.

Człowiek czy chce, czy nie, to musi się w jakiś sposób dostosować. Taka przykładowa różnica, to np. w klubie w Rzeszowie ja i większość chłopaków przychodziliśmy koło godziny, minimum pięćdziesiąt minut przed treningiem. Na miejscu zwykłe były jeszcze jakieś rozmowy, kawa, albo jeszcze w szatni przygotowanie się do treningu. Tutaj, tak jak wspomniałem, raczej wszystko jest bardziej powolne. Wszyscy przychodzą na dziesięć, czy dwadzieścia minut przed treningiem, a i to już jest bardzo, bardzo wcześnie. W Polsce jeżeli chodzi o wyjazdy, też wszystko jest raczej punktualnie. Tutaj zdarza się, że wyjedziemy pięć minut po czasie i nikt nie robi z tego żadnego problemu. Dla mnie to oczywiście też nie jest żaden problem, tylko byłem przyzwyczajony do nieco innych standardów. Tutaj po prostu pewne rzeczy akceptuję tak jak i wszyscy, bo przecież nie będę się wychylać i pouczać. Nie od tego tutaj jestem. Są zatem jakieś różnice, ale na samym końcu tak czy inaczej chodzi o siatkówkę i po to tutaj przyjechałem – podkreśla Drzyzga.

Podczas mistrzostw świata na Filipinach, reprezentacja Turcji zagrała w ćwierćfinale. Czy sukcesy reprezentacji przełożyły się na realny wzrost zainteresowania siatkówką? – Może gdzieś ta popularność chłopaków reprezentacji męskiej jest większa niż była, czego im życzę – mówi Drzyzga i dodaje. – Jeśli jednak przyjdzie się do nas na mecze domowe no to niestety hala, która ma pojemność pięć tysięcy świeci pustkami. Strasznie szkoda, bo wiem jak fajnie to wygląda, kiedy są pełne trybuny, jak np. na meczach kobiet Fenerbahce. Niestety u nas są pustki i trochę się śmiejemy, że jak nie przyjdzie rodzina to mamy tylko 10 ochroniarzy. Super, że mamy grupkę kibiców, którzy zawsze przychodzą i są na każdym meczu, ale to nie jest taka sama kultura dopingowania męskiej drużyny jak damskiej. Różnica jest 90, a nawet 95 procent. Na szczęście na wyjazdach jest inaczej. Na wyjazdach mamy przeważnie pełne hale albo wypełnione przynajmniej w połowie. Fenerbahce jest jednak największym klubem w Turcji pod względem bazy kibicowskiej. Wtedy nie ma dla kibiców znaczenia jaka to jest sportowa dyscyplina, po prostu przyjeżdża Fenerbahce, a oni przychodzą na mecz, kibicują i jest bardzo miło i sympatycznie. Niestety tego brakuje na meczach domowych i jest dla mnie takie zwyczajnie smutne. Trochę jestem jednak przyzwyczajony do tych kibiców. Czasami naprawdę ciężko też zmotywować się do grania na tych meczach. To jest coś podobnego to tego, kiedy był sezon covidowy w Polsce. Na meczu słychać piszczenie butów, każdy okrzyk, każde przekleństwo, każdą uwagę i to jest słabe po prostu. Ja tego nie lubię, lubię grać jak są ludzie – mówił rozgrywający. Drzyzga próbował się też dowiedzieć się na czym polega ten fenomen kobiecej siatkówki w Turcji.

– Pytałem i wszyscy mi odpowiadają, że to jest spowodowane sukcesami reprezentacji kobiet. Chyba po prostu po wygraniu mistrzostwa Europy, potem zwycięstwa w VNL popularność tutaj wskoczyła na taki wysoki poziom. Kobiety mają tu bardzo dobrze, bo każdy mecz grają przy pełnych trybunach, nieważne jaki jest przeciwnik, a jak jest lepszy to już w ogóle ciężko wejść na halę. Wygląda to więc kompletnie inaczej – zakończył Fabian Drzyzga.

PRZECZYTAJ TEŻ: Asseco Resovia w kiepskim stylu pożegnała się z Ligą Mistrzów

Udostępnij

FacebookTwitter