
Podczas środowego spotkania z mediami poświęconego planowanym zmianom w ochronie zdrowia minister zdrowia Joanna Sobierańska-Grenda przedstawiła pakiet reform, których celem jest ograniczenie nadużyć i zwiększenie przejrzystości funkcjonowania szpitali.
Wśród propozycji znalazły się m.in. możliwość gromadzenia danych na podstawie numeru PESEL lub uprawnień zawodowych, wprowadzenie górnych limitów wynagrodzeń, nadzór nad tzw. procederami walizkowymi, zakaz zawierania umów przez szpitale z określonymi spółkami, obowiązek publicznego ogłaszania konkursów na świadczenia, wdrożenie rzeczywistych harmonogramów pracy oraz uruchomienie centralnej e-kolejki dla pacjentów.
Resort chce także ograniczyć stawki lekarzy zatrudnionych na kontraktach do 240 zł brutto za godzinę, czyli maksymalnie 40 tys. zł brutto miesięcznie przy pełnym etacie. Lekarze pracujący w kilku miejscach mieliby ponadto uzyskiwać zgodę głównego pracodawcy.
– Wprowadzimy również maksymalne poziomy wynagrodzeń, zarówno indywidualnych, jak również tych maksymalnych wydatków, których spodziewamy się, czy rekomendujemy w ramach budżetów szpitali ze środków, które przekazujemy z Narodowego Funduszu Zdrowia – zapowiedziała minister zdrowia Sobierańska-Grenda.
Jak można przeczytać w Medonecie, ważnym elementem zmian ma być centralna e-kolejka, która pozwoli pacjentom sprawdzić swoje miejsce w kolejce i wybrać placówkę z najkrótszym czasem oczekiwania. System ma zostać uruchomiony jeszcze w tym roku.
Lekarz Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej, zwraca jednak uwagę, że większość zapowiedzianych rozwiązań była prezentowana już jesienią ubiegłego roku.
– Ministerstwo Zdrowia przedstawia dziś jako rozwiązanie propozycje, które po raz pierwszy zapowiedziano już jesienią 2025 r. Mówiono wtedy m.in. o stawce 240 zł za godzinę, zakazie zawierania umów ze spółkami i spółdzielniami oraz obowiązku pracy co najmniej na pół etatu w placówkach finansowanych przez NFZ – mówi Medonetowi.
Jak podkreślał w rozmowie, od tamtej pory nie przedstawiono konkretnych projektów ustaw.
– Przez ponad dziewięć miesięcy nie otrzymaliśmy jednak ani jednej propozycji konsultacji dotyczącej tych rozwiązań. Od czasu pierwszych zapowiedzi nie pojawiły się żadne konkrety. Pani minister nie przedstawiła dziś niczego, czego nie słyszeliśmy już jesienią ubiegłego roku. My cierpliwie czekamy na projekty ustaw. Już wcześniej wskazywaliśmy zarówno potencjalne korzyści, jak i zagrożenia związane z tymi propozycjami. Trudno jednak prowadzić merytoryczną debatę, gdy konsultowane są jedynie medialne zapowiedzi. Przez dziewięć miesięcy można było przygotować konkretne projekty legislacyjne – wskazuje.
Kosikowski przypomniał również, że podobne wątpliwości zgłaszali wcześniej dyrektorzy szpitali. Zwrócił uwagę, że po pandemii COVID-19 wiele placówek zlikwidowało własne pracownie diagnostyczne na rzecz usług zewnętrznych, co trudno dziś odwrócić.
– Gdy rozwiązania te ogłoszono po raz pierwszy, duże wątpliwości zgłaszali dyrektorzy szpitali. Dziś powtarzają wiele z tych samych argumentów. Przez ostatnie lata, szczególnie od czasu pandemii COVID-19, w wielu szpitalach likwidowano pracownie i zakłady diagnostyki obrazowej, zastępując je usługami zewnętrznych firm. Tego typu struktury łatwo zlikwidować, znacznie trudniej je później odbudować – mówi. – Nawet jeśli ministerstwo zdecydowałoby się wdrożyć wszystkie zapowiedziane dziś rozwiązania, byłby to proces znacznie wykraczający poza obecną kadencję.
Środowisko lekarskie nie zajmuje więc obecnie jednoznacznego stanowiska i czeka na szczegóły legislacyjne.
– Nie mówimy więc ani „tak”, ani „nie”. Czekamy na konkretne projekty ustaw, które będzie można ocenić i skonsultować. Od dziewięciu miesięcy rozmawiamy bowiem o tych samych, niezmienionych propozycjach – zauważa Kosikowski.
Ekspert pozytywnie ocenił natomiast dostrzeżenie przez ministerstwo problemu wycen świadczeń zdrowotnych.
– Pozytywnym sygnałem jest to, że ministerstwo dostrzegło wreszcie problem wycen świadczeń. O konieczności ich rewizji mówimy od dawna i dziś również minister zdrowia podkreślała potrzebę zmian w tym obszarze. Naszym zdaniem to właśnie korekta wycen świadczeń jest kluczowym rozwiązaniem. Jeśli lekarz otrzymuje dziś bardzo wysokie wynagrodzenie za określoną liczbę godzin pracy, samo ograniczenie jego zarobków nie oznacza automatycznie poprawy sytuacji pacjentów. Zaoszczędzone środki mogą zostać przeznaczone na pokrycie strat czy zadłużenia szpitala, a niekoniecznie na leczenie większej liczby osób.
Według Kosikowskiego skuteczniejsza byłaby taka zmiana wycen, która pozwoliłaby placówkom realizować więcej świadczeń przy tych samych nakładach.
– Odpowiednio przeprowadzona rewizja wycen mogłaby sprawić, że za te same środki placówki realizowałyby więcej świadczeń i przyjmowały więcej pacjentów. Z perspektywy systemu byłoby to rozwiązanie znacznie skuteczniejsze – zauważa.
Ekspert zwrócił też uwagę na konieczność skuteczniejszego nadzoru nad wydatkowaniem pieniędzy publicznych.
– Pojawiają się również pytania o nadzór nad wydatkowaniem środków publicznych. Skoro od lat wiadomo było o przypadkach skrajnie wysokich stawek, to trudno zrozumieć, dlaczego reakcją były jedynie kary nakładane na szpitale, podczas gdy wypłaty i faktury nadal były realizowane. Na tym etapie oczekujemy przede wszystkim konkretów. Propozycje przedstawione dziś są w zasadzie identyczne z tymi, które pojawiły się jesienią ubiegłego roku. Wystarczy sięgnąć do ówczesnych publikacji, np. Medonetu, by zobaczyć, że przez dziewięć miesięcy niewiele się w tej sprawie zmieniło – kończy.
