
Od pewnego czasu w partii zwanej przekornie Prawem i Sprawiedliwością wrze coraz bardziej. Nie powiem, żeby mnie to szczególnie martwiło, ale tę nową sytuację warto odnotować, gdyż zupełnie już jawne awantury wewnątrz tego ugrupowania są zjawiskiem dotąd niebywałym, co może się nawet podobać, gdyż do tej pory politycy PiS mieli dwie główne śpiewki, tj. niechęć do Niemców oraz do premiera Tuska. A teraz zaczęli także krytykować się wzajemnie, wypominając sobie to, co złego działo się lub dzieje w ich partii. W sumie takie zachowanie można by uznać nawet za pozytywne, jako swego rodzaju obiektywizm, ale nie w PiS-ie.
Konflikty wybuchły na dobre po starciu Ryszarda Terleckiego i Sebastiana Kalety na sejmowym korytarzu. Ten pierwszy, zapytany przez TVN24 o uposażenie poselskie Ziobry, który z powodu ucieczki na Węgry nie bierze udziału w pracach Sejmu, nie mógł się wypowiedzieć, gdyż arogancko przerwał mu partyjny kolega Sebastian Kaleta, doradzając, aby się w tej sprawie nie wypowiadał. Takie zachowanie posła Kalety Terlecki nazwał później „gówniarzernią”.
Następnie, jak powszechnie wiadomo, bo media o tym bębniły, także inni politycy PiS zaczęli publicznie wypowiadać się po różnych stronach sporu i tu wyszło na jaw, kto kogo w tym PiS-ie lubi, a kogo wręcz przeciwnie. W obronie Terleckiego stanął m. in. Mateusz Morawiecki, co nie powinno nikogo zaskoczyć, gdyż wiadomo, że ewidentną rywalizację, a nawet walkę toczą ze sobą powstałe w PiS frakcje, głównie „harcerzy”, czyli zwolenników Morawieckiego i „maślarzy”, czyli jego przeciwników, do których należy też europoseł Patryk Jaki.
Niebawem on również zabrał głos, krytykując postawę rządu Zjednoczonej Prawicy wobec UE. Więc Morawiecki, który odgraża się, że zawsze będzie odpłacał pięknym za nadobne, znów zareagował. „Od dłuższego czasu zajmujecie się głównie krytykowaniem – i to nie Donalda Tuska, a dorobku rządu PiS z lat 2015-2023. Rządu, w którym sami byliście. To właśnie dlatego od wygranych wyborów prezydenckich tak bardzo spada nam poparcie” – napisał Morawiecki. I zapytał: „Patryku, skoro obecnie jesteś ekspertem i znasz remedium na każdy problem, to powiedz: jak poszła sztandarowa reforma sądownictwa? No i jak przysłużyła się Polsce Twoja ustawa o IPN?”
Takie spory nie mogły spodobać się Kaczyńskiemu, który skierował wnioski do partyjnej komisji etyki o ukaranie Morawieckiego i Jakiego, a przy okazji także Ireneusza Zyski i Mirosławy Stachowiak-Różeckiej za wszczynanie szkodliwych dla PiS dyskusji w mediach społecznościowych. Komisja może wymierzyć im naganę, upomnienie lub karę pieniężną. A jeszcze niedawno wystarczyło, by prezes tupnął nogą i już wszyscy stali na baczność. Teraz jest zmuszony korzystać z pomocy komisji w wątpliwym składzie, co musi boleć, gdyż świadczy o słabości prezesa i to ma w tym całym zamieszaniu największe znaczenie.
Dla mnie jednak wręcz symbolicznym zdarzeniem była pozornie drobna scenka, jaka rozegrała się na sejmowym korytarzu. Jedna z posłanek PiS, której nazwiska nie pomnę, zapytana tam przez dziennikarza, co sądzi o skierowaniu spraw czworga parlamentarzystów do komisji etyki partyjnej, odpowiedziała ze szczerym uśmiechem, że nie wiedziała, iż taka komisja w ogóle u nich istnieje! I trudno się dziwić, gdyż PiS i etyka to wręcz modelowy oksymoron, czyli figura retoryczna utworzona przez zestawienie wyrazów o przeciwstawnych znaczeniach. Np. ciepły lód, żywy trup, czy też PiS i etyka.
