
Jak sięgnąć pamięcią w dzieje naszej planety, to niemal zawsze można natrafić na wypowiedzi ludzi wybitnych, m. in. pisarzy, poetów czy wielkich artystów, którzy głośno krytykowali stan intelektu większości mieszkańców Ziemi. Mogło to wynikać z geniuszu ich umysłów i przewagą nad resztą ziemian, choć nie da się też wykluczyć przypadków megalomanii.
Barwnie swe myśli na ten temat wypowiadała m. in. Agata Christie, która orzekła, że „gdyby wszyscy głupcy musieli nosić białe czapki, ludzkość z lotu ptaka wyglądałaby jak stado gęsi”. Lubiła też zadać niektórym osobnikom szydercze pytanie: „Czy nigdy nie używasz mózgu, który dobry Bóg ci ofiarował?” Z kolei amerykański pisarz Pat Conroy twierdził, że „idioci mają na tej planecie liczną reprezentację”. Także wielu innych znanych ludzi zastanawiało się w swych dziełach, dlaczego na tym świecie aż tyle osób cierpi na deficyt intelektualny. Niektórzy byli skłonni twierdzić, że takich deficytowych osobników może być nawet 80 procent. A to już brzmi przerażająco.
Na szczęście z ostatnich doniesień medialnych wynika, że ta wielka ułomność w dużej mierze omija teraz Polskę. I nie jest to wcale kiepski felietonowy żarcik. W wielu czasopismach, a także w Internecie, pojawiło się sporo tekstów, w których autorzy opisują swe spotkania z obcokrajowcami. Zarówno tymi, którzy tylko odwiedzili nasz kraj, jak i z osiedlonymi u nas na stałe. Wierzyć się nie chce, jak oni chwalą Polskę i Polaków.
Oczywiście wypominają nam też różne wady, ale ogólnie są zdania, że Polska, często niedoceniana przez nas samych, jawi się im jako idealne miejsce do życia. Mówią głównie o czystych miastach, a także miłych, życzliwych i gościnnych ludziach, pięknych krajobrazach i dobrej kuchni. Niektórzy cudzoziemcy wręcz marzą, by na stałe u nas zamieszkać i rozkręcić tu swój biznes. Uważają, że od pewnego czasu, a konkretniej od przejęcia władzy przez rząd pod dowództwem premiera Donalda Tuska, nasza gospodarka przoduje w Unii Europejskiej, a kraj dołączył do najlepszej dwudziestki na świecie.
Szczerze mówiąc, to takie superlatywy mogą trochę zaskoczyć, ale zawsze miło słucha się komplementów. Zastanawiałem się tylko nad tym, jak to się stało, że zagraniczni turyści aż tak dobrze oceniają naszych rodaków, choć spotykają ich w zasadzie tylko przelotnie, na ulicy bądź w knajpie. I tu odpowiedź nasuwa się sama. Otóż po ulicach nie chodzą nasi czołowi politycy, którzy przemierzają kraj limuzynami z kierowcą. A zatem cudzoziemcy nie widują ich na żywo i na szczęście nie spotykają. Tym samym nie są narażeni na bezpośrednie poznawanie różnych dygnitarzy, cierpiących na ów intelektualny niedowład, pochodzących najczęściej z prawej strony sceny politycznej, o czym dobitnie świadczą ostatnie wydarzenia w Prawie i Sprawiedliwości, czyli wzajemne waśnie i podgryzania. Cudzoziemcy mogliby wprawdzie mieć jeszcze większego pecha i natknąć się na Grzegorza Brauna, ale wtedy ich opinie o Polsce byłyby skrajnie inne.
Tymczasem wystarczy przeczytać prostackie wpisy, jakie kierują do siebie czołowi pisowcy, niedawni koledzy, teraz zaś wrogowie, zaczynając od „rynsztoka idealnego dla soku z buraka”, a kończąc na „stul pysk!”. Nie będę przynudzał opisem tej burdy, bo jest o niej aż nadto głośno, a ponadto trudno przewidzieć, jak potoczą się dalsze losy tej partii. Wiem jedynie z całą pewnością, kto na pewno nie wyjdzie z PiS. Otóż tylko ten, kto nigdy się tam nie zapisał.
