
Prezydent Karol Nawrocki kolejny raz udowodnił, że ma żyłkę sportowca, lubiącego walkę. W dalszym ciągu jest też najprawdopodobniej najlepszym bokserem na świecie. Oczywiście wśród prezydentów.
Wiele również wskazuje na to, że marzy mu się dziesięciorundowa walka, czyli przez dziesięć lat, co oznacza rządy przez dwie kadencje. Ale już po pierwszej rundzie, czyli zaledwie po roku urzędowania, uznał się za zwycięzcę i wszedł na najwyższy stopień podium w kształcie mównicy, przemawiając z niej do ludu podczas podniosłej uroczystości, którą sam sobie urządził, najpewniej nie za swoje pieniądze.
Karol Nawrocki walczy głównie z obecnym rządem, a jego ciosy wymierzane są najczęściej przy pomocy weta. Na szczęście rząd nieźle się broni, gdyż premier Donald Tusk zamiast pięści używa głowy i tu ma przewagę nad przeciwnikiem. Niemniej pasja Nawrockiego do walki jest tak wielka, że już ustanowił swoisty rekord w stosowaniu weta. Nie chcę przynudzać liczbami, ale w tym przypadku warto podać, że w ciągu tylko jednego roku prezydentury zawetował aż 41 ustaw. W tym tak ważnych dla Polski, jak m. in. SAFE, związki partnerskie, kryptowaluty oraz – jak to określił Donald Tusk – CKN, czyli Ceny Karola Nawrockiego na stacjach benzynowych. Dla porównania dodajmy, że jego poprzednicy byli bardziej oszczędni w tego typu działaniach. Lech Wałęsa zawetował 27 ustaw, Aleksander Kwaśniewski 35 (i to przez dwie kadencje), Lech Kaczyński 18, Andrzej Duda 19 (też przez dwie kadencje), Bronisław Komorowski 4, a Wojciech Jaruzelski ledwie jedną.
Tym sposobem Nawrocki już jest w tej dziedzinie absolutnym rekordzistą i jak dalej pociągnie w takim ostrym tempie, to wiosną przyszłego roku liczba jego wet przekroczy łączną liczbę zawetowanych ustaw przez wszystkich poprzednich prezydentów III RP. Tak wyliczył to minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek, co zresztą nie było specjalnie trudnym zadaniem, a prezydentowi musiało nawet sprawić przyjemność. Grzmiał bowiem podczas jednego ze spotkań, że jest z tego powodu dumny z siebie. „Tam, gdzie trzeba było podjąć weto, podejmowałem twardą decyzję o wecie” – krzyczał z uśmiechem. Czyli nie zamierza zawieszać rękawic.
Do takiej walki z rządem trzeba jednak sporo siły, którą Nawrocki ma i chwali się, że w ogóle nie czuje się zmęczony. Być może zawdzięcza to dobrej diecie, o której ostatnio wypowiadał się jego pałacowy kucharz. Otóż prezydent lubi ryby (podobnie jak „grube ryby”?), ale stawia też na świeże warzywa i owoce. A zatem obsługa jego kancelarii chce przeznaczyć ponad pół miliona złotych na zakup takich właśnie jarzyn i owoców. Oprócz pospolitych polskich produktów, jak ziemniaki i buraki, na stołach pojawią się też smakołyki egzotyczne. Np. karambola, taki tropikalny owoc w kształcie gwiazdy oraz grzyby shimeji, topinambur, soliród, mizuna i parę podobnych specjałów, których opisywać nie będę, bo przecież większość rodaków i naszych czytelników doskonale zna je ze swej codziennej diety. W przypadku kuchni prezydenta jest jednak szereg dodatkowych wymogów dla tych produktów, w tym także taki, że nie mogą mieć… obcych zapachów!
I tu może być mały problem, bo trudno sobie wyobrazić, żeby karambola czy mizuna pachniały polską ziemią, skoro rosną gdzieś w dalekich tropikach czy innych klimatach. Ale wybitni doradcy prezydenta z pewnością uporają się również z tym problemem i zrobią wszystko, aby w pałacu nie zalatywało broń Boże żadną migracją, nawet roślinną.
