
Coraz częściej ludzie pamiętający czasy PRL-u porównują wystąpienia naszych polityków w Sejmie, zwłaszcza tych z prawej strony sceny politycznej, z rozmowami meneli gromadnie stojącymi przed słynnymi wówczas budkami z piwem. Niektórzy posłowie wyrażają się bowiem w bardzo podobny sposób, zwłaszcza gdy mówią o swych konkurentach z innych partii.
Wyzywanie się od bydła, debili, baranów, kanalii i innych kretynów stało się już prawie normą, a ostatnio nasila się coraz bardziej, głównie z powodu afery Zondacrypto, gdy wielu politykom grunt pali się pod nogami. Słyszą to wyborcy, którzy coraz częściej mają dosyć takiego Sejmu. Najlepszy dowód, że według badania CBOS z 2026 r. zaufanie Polaków do Sejmu spadło do poziomu 28 procent, co jest najniższym wynikiem od transformacji ustrojowej.
Tymczasem w Sejmie stało się coś takiego, co spowodowało, że wzajemne wyzwiska zeszły jakby na dalszy plan, gdyż wszystkich przebiła posłanka PiS Dominika Chorosińska, która podczas wystąpienia Władysława Kosiniaka-Kamysza nagle zaczęła szczekać. Przypomnijmy, że jest to parlamentarzystka, która w Sejmie zasiada od 2019 r., a przez dwa tygodnie była nawet ministrą kultury i dziedzictwa narodowego w trzecim rządzie Mateusza Morawieckiego.
Zasłynęła także z wywiadu w Radiu Zet, kiedy przyznała, że nie wie, ilu posłów zasiada w Sejmie, a ilu senatorów w Senacie. Z zawodu jest aktorką, która największą popularność zdobyła rolą w serialu „M jak miłość”, a jeszcze większą tym szczekaniem. Oczywiście za ujadanie w Sejmie spadła na nią fala krytyki i to nawet ze strony niektórych osób z jej grona.
I tu może się zdziwicie, ale tym razem stanę w obronie tej posłanki. Otóż wcale nie jest pewne, że naśladowała ona ujadanie psa, gdyż podobne głosy wydają także inne zwierzęta, choć nie należą do psiej rodziny, jak np. pawiany, jelenie, kapibary, a nawet ptaki antpitta, odkryte w Andach w Ekwadorze, które w przeciwieństwie do innych ptaszków nie śpiewają, tylko właśnie szczekają. Wszystkie te zwierzęta czynią to niemal wyłącznie z jednego powodu. Szczekanie jest ostrzeżeniem dla ich całej grupy o grożącym niebezpieczeństwie, np. o zbliżającym się drapieżniku. Więc może aktorka Chorosińska niekoniecznie chciała kogoś obrazić, tylko ostrzegała tym szczekaniem swoją pisowską sforę przed poważnym zagrożeniem, jakim jest teraz dla nich afera Zondacrypto, którą nieudolnie usiłują zwalić na rząd premiera Donalda Tuska, a są umoczeni po uszy i już trzęsą portkami na myśl o wizycie u prokuratora.
I nie pomoże tu nawet operacja pn. „Przebudzenie”, w której przedstawiona przez Kaczyńskiego i Czarnka drużyna ma przygotować program „ratunku dla Polski”, z czego jasno wynika, że do tej pory PiS spało. Więc Chorosińska, wzorem tych zwierząt, mogła zaszczekać głównie dlatego, by ostrzec, że teraz przede wszystkim należy szukać ratunku dla siebie, bo tym co rabowali kraj, brali łapówki i żyli po królewsku grozi obecnie kryminał i dziadostwo.
Więc na koniec coś trochę a propos, ale niebywale wesołego. Lekturą tegorocznej edycji Narodowego Czytania są „Dziady” i prezydent Nawrocki, namawiając do czytania tego dzieła, użył takiej zachęty, gloryfikując wieszcza: – „Dziady” Adama Mickiewicza mógł napisać tylko Adam Mickiewicz.
Zapewne w przeciwieństwie do książki o trójmiejskim gangsterze „Spowiedź Nikosia zza grobu” Karola Nawrockiego, którą mógł napisać tylko Tadeusz Batyr. Skolima, to to jest porąbane”. Na usprawiedliwienie należy jednak dodać, że choć teksty Skolima są wulgarne, to jednak heteroseksualne, co dla głowy państwa może mieć istotne znaczenie.
