
Nie milkną spory dotyczące namaszczenia Przemysława Czarnka przez Jarosława Kaczyńskiego na kandydata na premiera z ramienia PiS. Pisowcy muszą chwalić tego pomazańca prezesa, choć wybór był o wiele przedwczesny, bo najpierw trzeba wygrać wybory, a z sondaży wynika, że aż 58,3 proc. Polaków negatywnie ocenia to typowanie. Znając jednak zwyczaje wodza PiS, to może się jeszcze okazać, że Czarnek jest tylko jego kozłem ofiarnym, który ma odwrócić uwagę od tego, co dzieje się teraz w tej zmurszałej partii, a potem pojawi się całkiem inny kandydat.
Słucham i czytam te wypowiedzi skupiające się głównie wokół przydługiego przemówienia Czarnka i dochodzę do całkiem innego, wręcz pozytywnego wniosku. Otóż ten były pisowski minister edukacji jest po prostu człowiekiem dowcipnym, choć z dość swoistym, tudzież grubiańskim poczuciem humoru, bo kpił sobie niemal przez całe swe wystąpienie, wiedząc do kogo mówi. Stąd też porównał rzekomo nową strategię PiS do znakomicie naoliwionego, przygotowanego polskiego pociągu szybkich prędkości, w którym on zostanie maszynistą, ale kierownikiem jest i będzie Jarosław Kaczyński. Wsiedlibyście do takiego pociągu prowadzonego przez ludzi, którym nawet peron dawno już odjechał?
Ponadto z dalszej wypowiedzi profesora mogło wynikać, że ten pociąg będzie ciągnięty przez lokomotywę napędzaną węglem. Mocno skrytykował bowiem politykę klimatyczną i OZE, czyli odnawialne źródła energii, nazywając je kpiąco „OZE-sroze”. I zapowiedział, że będzie stawiał na węgiel, na polski węgiel, bo „Polska powinna wrócić do normalności energetycznej, czyli do wydobycia węgla”.
Tymczasem okazało się, że sam ma na dachu swego domu fotowoltaikę. Ale potem tłumaczył się, że stało się to przez cały splot przypadkowych okoliczności i zapowiedział, iż w przyszłości… zdemontuje panele, co już wywołało niemal salwy śmiechu. A w ogóle to prof. Czarnek tak się tym węglem zafascynował, że w swym wystąpieniu posługiwał się też – nomen omen – czarnym humorem. Choć można również powiedzieć, że tak czarnym, jak polski węgiel.
Ten radykalny polityk, którego np. opinie na temat statusu kobiet w społeczeństwie przypominają zasady stosowane przez Talibów, tym razem krzyczał, że to dziś państwo Tuska i lewaczek od Czarzastego urządza w Polsce piekło kobiet. „Wiemy, jak dbać o kobiety” – zapewnił w swym kolejnym czarnym żarcie.
Z półuśmieszkiem krytykował też UE, Ukrainę, program SAFE itp., itd. Więc w tej sytuacji nawet trudno sobie wyobrazić, by mógł to wszystko mówić poważnie, o czym najdobitniej świadczy także jego świetny dowcip o tym, że Nawrocki jest najlepszym prezydentem. Boki można było także zrywać, gdy rechotał mówiąc o proponowanym statusie osób najbliższych. „A jeśli dwóch mężczyzn, to dlaczego nie trzech? Czterech! Kto da więcej? Czterej pancerni i psiesko”.
Radosław Sikorski orzekł, że Czarnek jest dobrym kandydatem na premiera, ale w Afganistanie, gdzie jego koncepcje już są urzeczywistniane, zaś poseł Lewicy Tomasz Trela napisał: „Dzban roku kandydatem PiS na premiera. W sumie nic dziwnego”. Mnie też to nie dziwi, choć słuchając Czarnka sądziłem, że to jakiś fake news wytworzony może przez sztuczną inteligencję. Zresztą profesor podważył nawet moją wiedzę, gdyż dotąd wiedziałem, iż najgłębszym dołem oceanicznym na Ziemi jest Rów Mariański, a teraz wiem, że mamy jeszcze głębsze dno.
