
W majowe popołudnie spotkałem na spacerze grupkę dużo młodszych ode mnie znajomych, którym nie wróżę kariery politycznej. Są to bowiem ludzie inteligentni i wrażliwi. Tym razem przystanęli na chwilę, by trochę pogadać.
– Tylko błagam, nie mówmy w ten piękny majowy dzień o Ziobrze, ani w ogóle o polityce – zagaił jeden z nich. I tak rozpoczęła się pogawędka… właśnie na ten temat, choć młodzi ludzie podkreślali, że to co dzieje się w polskiej i światowej polityce jest wyrazem zdziczenia i dowodem na to, iż od tysięcy lat świat i ludzie niewiele się zmienili. – Nadal wywołują wojny i krzewią nienawiść – oburzał się mój kolejny młody rozmówca. – Nie zmieniła się zatem mentalność ludzi, która niewiele różni się od poczynań troglodytów. Zmieniły się jedynie rodzaje broni. Maczugi zastąpiono rakietami i bombą atomową. A wiecie, co powiedział kiedyś sam Albert Einstein? „Nie wiem, jaka broń zostanie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi”.
– Mieliśmy rozmawiać o czymś przyjemnym – upomniał nas następny kolega – ale wiem, że coraz trudniej to robić, gdy człowiek słucha wiadomości, w których dominuje przemoc i patologiczna chęć zniszczenia każdego, kto myśli choć trochę inaczej od nas. Zresztą najlepszy dowód, że wciąż w 88 krajach świata obowiązuje kara śmierci, którą w Polsce popiera prawie połowa rodaków. Zresztą kara ta została u nas zniesiona dopiero w 1997 r., ale jeszcze w 2023 r. premier Morawiecki głosił, że w drastycznych przypadkach powinniśmy ją przywrócić. Czyli zabijać tak samo, jak ten, który zabija. Oko za oko… Makabra!
W tym momencie jeden z rozmówców zauważył, że wprawdzie zmieniliśmy temat i nie gadamy już o polityce, ale wpadliśmy w tej dyspucie z deszczu pod rynnę. – Niemniej w każdym temacie można znaleźć jakieś mniej drastyczne akcenty – dodał i powiedział, że czytał niedawno o nietypowych ostatnich życzeniach różnych groźnych skazańców za zabójstwa i podał przykłady z różnych miejsc świata. Np. niejaki Gary Gilmore poprosił w ostatnim słowie, by jego organy zostały oddane do przeszczepu, bo chce pomóc innym. Taki szlachetny zabójca! Inny morderca, o nazwisku Brewer, poprosił natomiast, by na ostatni posiłek podano mu steki, burgery, pizzę, potrawy z grilla, lody i piwo. Gdy spełniono to życzenie, to odmówił jedzenia, twierdząc, że… nie jest głodny. Z kolei inny bandzior ostatni dzień przed egzekucją spędził na czytaniu jednego z kryminałów Davida Baldacciego. Taki intelektualista!
Chcąc utrzymać ton tej naszej dość nietypowej rozmowy przytoczyłem im autentyczne zdarzenie z Polski, także dotyczące ostatniego życzenia. Otóż pewien znany i zasłużony prokurator z Przemyśla, u którego jako jeszcze student prawa byłem na praktyce, zwierzył mi się z własnego przeżycia, kiedy to rozpoczynał dopiero swą zawodową karierę i został oddelegowany do uczestniczenia przy wykonaniu kary śmierci. – Jako początkujący prokurator chciałem zabłysnąć wśród uczestniczących z urzędu w tym koszmarnym wydarzeniu – wspominał dawne czasy – i zadałem skazanemu typowe pytanie: „Jakie jest ostatnie życzenie skazańca?” A wtedy on spojrzał na mnie mętnym wzrokiem, potem na kata, księdza i innych obecnych, po czym rzekł dosadnie: „Żeby was wszystkich nagła krew zalała!”
– I to jest dobra puenta na temat kary śmierci, która nam śmierdzi – skomentowali z uśmiechem moi młodzi rozmówcy, po czym przeszliśmy na dużo przyjemniejsze tematy.
