
Wywodzę się z tego pokolenia, które doskonale pamięta jeszcze, że w naszym klimacie istniały cztery pory roku. Wśród nich była też oczywiście zima, którą można było łatwo rozpoznać, choćby po śniegu, często gęstym i obfitym oraz po mrozie, nierzadko nawet siarczystym. A potem nastały długie lata ocieplenia, które spowodowały, że niektórzy nawet niewybrednie dowcipkowali, pytając: Zima? U nas zimy nima!
Nie mówiąc już o najmłodszym pokoleniu, które na widok kilku płatków śniegu, które przypadkiem spadły, było przekonane, że to rodzice rozrzucili im już świąteczne konfetti. Więc gdy na przełomie ubiegłego i bieżącego roku zima wreszcie ukazała się w pełnej krasie, jak za dawnych lat bywało, to podniosło się takie larum, jakby Amerykanie po kryjomu, magicznym trickiem podmienili nam Polskę na Grenlandię, licząc, że łatwiej im pójdą interesy z prezydentem Nawrockim, niż z premierką Danii Mette Frederiksen. Ale nie to jest najdziwniejsze!
Choć zima rzeczywiście dała się mocno we znaki, zwłaszcza ludziom dawno już odwykłym od takiej pogody, to znaczna część mediów, głównie stacje telewizyjne, wykazała się jakby osobliwą radością.
Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny. Do tej pory nieustannie straszyły telewidzów naszą polityką i politykami, skutecznie emanując grozą, więc nagłe pojawienie się zjawiska też w dużej mierze dotkliwego spowodowało możliwość urozmaicenia tego typu programów. Zaspy, zawieje, oblodzenia, tudzież bałwany z powodzeniem mogły bowiem zastąpić poczynania wielu polityków.
I pewnie przez jakiś czas wszystko szłoby po myśli nadawców, ale widok zimy, choć piękny, jest jednak dość podobny, więc widzom też zaczęło się nudzić i wtedy każda stacja telewizyjna chciała dodać coś od siebie. W tym celu zapraszała np. różnych specjalistów. Dla przykładu odnotowałem w skrócie kilka takich wypowiedzi.
- – Mróz jest potrzebny – stwierdziła jedna pani – bo zabija wszelkie zarazki, dzięki czemu będziemy zdrowsi.
- Czyli nic, tylko spacerować!
- – Mróz jest niebezpieczny – przekonywał z kolei specjalista w innej stacji. Badania wykazują, że ilość zawałów i udarów mózgu wzrasta o tyle procent, ile na dworze jest stopni poniżej zera.
- Czyli lepiej nie wychodzić z chałupy!
- – Można i trzeba wychodzić w mrozy i to nawet z niemowlętami – pouczał ekspert w kolejnej TV. – Z tym, że lepiej tego nie robić z powodu smogu, który jest zabójczy.
- Czyli jednak nie wyściubiać nosa!
- I tu głos zabrał inny uczony, który dodał, że „oczywiście smog jest trujący, ale przecież większym problemem jest np. palenie tytoniu, a mimo to duża część Polaków pali papierosy.
- Czyli mimo wszystko brać niemowlaki na spacery i tylko pilnować, żeby nie paliły!
Tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia od dawna alarmuje, że wśród 50 najbardziej zanieczyszczonych miast na naszym globie aż ponad 30 znajduje się w Polsce. To już teraz całkiem nie wiem, czy mam wyjść na spacer, czy lepiej nie wychodzić. Ale przecież coraz liczniej w telewizjach ukazują się komunikaty IMiGW, które wykazują, że najczęściej mamy już całkiem niezłe powietrze, a niekiedy nawet bardzo dobre. A poza tym już w starej, ale wciąż świetnej komedii filmowej „Miś” wyraźnie powiedziano: „Jak jest zima, to musi być zimno”.
W tym momencie telewizor zaczął mi mrugać, bo właśnie sypnęło śniegiem. I to było w tym wszystkim najmilsze.
