REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

wt. 14 kwietnia 2026

Jan Miszczak: Wiemy dlaczego się starzejemy

Jan Miszczak (Fot. Archiwum)

Nie od dziś wiadomo, jakie bywają przyczyny szybszego starzenia się. Może to być niehigieniczny tryb życia, alkohol, papierosy i inne używki, brak ruchu, zła dieta, stres, choroby itp. Wydawać by się mogło, że sprawa jest oczywista, ale uczeni amerykańscy przeprowadzili ostatnio badania na blisko 2,5-tysięcznej grupie osób w wieku od 18 aż do 103 lat i udowodnili niezbicie, że proces biologicznego starzenia może przyspieszać także obcowanie z irytującymi ludźmi. Okazuje się, że im więcej i częściej spotykasz takich denerwujących osobników, tym ryzyko szybszego starzenia się gwałtownie wzrasta.

Ciekawe jest w tym to, że efekt ten wyraźnie potęguje wymuszona bliskość z własną rodziną. I tu nie trzeba już nawet podawać konkretnych przykładów, gdyż wiadomo, jak to w niektórych rodzinach bywa, zarówno w relacjach między rodzicami i dziećmi, jak i małżonkami. W tym drugim przypadku jedno jest jednak pocieszające. Otóż wspomniani badacze orzekli, że irytujący mąż czy żona nie powodują szybszego siwienia. Dobre i to.

Najwięcej dręczycieli jest jednak wśród współpracowników. Wkurzającą postacią może być kolega z pracy, który każdego dnia dręczy nas opowieściami choćby o swoim małżeństwie, czy innym związku, gada jak najęty, nie dopuszczając nikogo do głosu i nieustannie wymaga od nas współczucia. Ponieważ żyjemy i pracujemy wśród różnych ludzi, zapewne niespecjalnie nas to zaskakuje, choć oczywiście gros naszych koleżanek i kolegów z pracy chcielibyśmy traktować jak przyjaciół, których obecność byłaby dla nas miła i zdrowa.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że na podstawie tych badań sam już doszedłem do wniosku, iż irytować mogą nas nie tylko wspomniane wyżej osoby z najbliższego otoczenia, z którymi spotykamy się bezpośrednio, ale także te, które widzimy i słyszymy w telewizji. Nie trzeba dodawać, że są to przeważnie politycy, którzy bywają tak irytujący, iż już sam ich widok może gwałtownie przyspieszać starość nawet w wieku młodzieńczym. Nie będę wymieniał tych najbardziej irytujących, bo lista jest długa i powszechnie znana. Na szczęście już w 1950 r. Robert Adler i Eugene Polley wymyślili w USA telewizyjnego pilota, który po naciśnięciu natychmiast wyłącza naszych prezydentów, prezesów, kandydatów na premierów, czy innych niewydarzonych dygnitarzy. Na początku pilota nazwano żartobliwie leniuszkiem, bo dzięki niemu nie trzeba było podnosić się z fotela, zaś dziś jest to samoobrona przed przedwczesnym starzeniem i szczęściem w tym nieszczęściu.

A propos szczęścia, to według badań „The Word Happiness Report” za najszczęśliwszy kraj świata znów uznano Finlandię. Polska zajmuje 24 miejsce, tuż za USA i w czasach rządów Tuska awansowała o dwie pozycje. Powodem sukcesu Finlandii, która ten tytuł zdobywa nieprzerwanie od 2017 r., jest głównie to, że jej mieszkańcy żyją w sprawnie działającym państwie, gdzie niezwykle ważna jest też szeroko rozumiana współpraca, także z innymi krajami, w tym z UE, czyli – w co trudno będzie uwierzyć naszej prawicy – zapewne także z Niemcami.

Premierem jest tam Petteri Orpo, ale nie z Koalicji Obywatelskiej, lecz z Koalicji Narodowej, którego rząd koncentruje się m. in. na bezpieczeństwie kraju, zwiększaniu wydatków na obronność, a także popieraniu Ukrainy. A jak im nawet coś nie wyjdzie, to nikt nie ryczy, że to „wina Orpo!”. Ponadto ich prezydent Alexander Stubb nie zadaje się z Orbanem, nie drze się na dziennikarzy, etc.

Udostępnij

FacebookTwitter