REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

wt. 21 kwietnia 2026

Jan Miszczak: Spodem na wierzch

Jan Miszczak (Fot. Archiwum)

Są na świecie tacy specyficzni politycy, którzy podejmują energiczne działania w konkretnych celach, po czym uzyskują efekty wręcz przeciwne. Takie spodem na wierzch.

Daleko nie trzeba szukać i najlepiej zacząć od własnego kraju. Jak wiadomo, prezydent RP Karol Nawrocki odwiedził na Węgrzech wtedy jeszcze premiera Viktora Orbana, by osobiście wspierać go w wyborach parlamentarnych. Niewątpliwie szef węgierskiego rządu musiał mu być mocno zobowiązany za tę wizytę, ale jeszcze więcej wdzięczności winien okazać naszemu prezydentowi zwycięzca tych wyborów Peter Magyar i podziękować za to, że Orban przegrał z kretesem. Nie można bowiem wykluczyć, że wizyta naszej głowy państwa miała w tej klęsce istotny wkład.

Zamiast komentarza przytoczę tu słowa marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, który nie gryzł się w język i stwierdził niezbyt subtelnie, że jadąc wspierać Orbana Nawrocki „zrobił z siebie idiotę”. – Jak można po prostu poprzeć człowieka, o którym Węgrzy myślą to, co myślą? To jest kompromitacja. Nie obrażam pana Nawrockiego, to opisuje stan jego postępowania – ocenił Czarzasty.

Ale co tam Nawrocki! Podobnie spisał się prezydent największego mocarstwa, czyli wszechmocny Donald Trump, który sam mocno wspierał Orbana oraz wysłał jeszcze na Węgry swego wiceprezydenta J. D. Vance’a i obaj także osiągnęli skutek zupełnie odwrotny od zamierzonego. Trump tak wściekł się na tę swoją porażkę, że całą złość wyładował na… papieżu Leonie XIV, atakując go i nazywając „słabym w kwestii przestępczości”. A potem zamieścił grafikę, w której sam ukazał się w roli Jezusa Chrystusa uzdrawiającego chorego. Czyli w pewnym sensie mianował się boskim zwierzchnikiem papieża. Grafikę usunięto, a Trump tłumaczył, że nie wystąpił jako Jezus, lecz lekarz Czerwonego Krzyża. Tyle tylko, że w tle widniały m. in. samoloty wojskowe. Miałem ojca lekarza, mam brata lekarza, lecz nigdy nie widziałem w ich wyposażeniu samolotów. Ale w końcu Polska to nie USA.

Pisząc o politykach mających duże ambicje i wręcz odwrotnie proporcjonalne osiągnięcia nie sposób nie wymienić Przemysława Czarnka, kandydata PiS na premiera, który ma niespożyte siły i pokazuje się co chwilę w innym miejscu, ostro szkalując obecny rząd i premiera Tuska. Jednocześnie zapewnia o kolosalnych sukcesach, gdyby kolejne wybory wygrało PiS. Spotkania z wyborcami mają przyciągać tłumy i zwabiać ich go grona wielbicieli tej partii. I taką właśnie metodę działacze tego ugrupowania określają mianem „efektu Czarnka”, przypisując mu nawet zasługi w obniżce cen paliwa, której dokonał rząd. Potwierdza to inny orzeł tej partii Mariusz Błaszczak. – Rzeczywiście tak jest. To widać na spotkaniach. Widać ożywienie, ludzie przychodzą tłumnie – oznajmia i dodaje, że prezes Kaczyński kolejny raz wiedział, co robi, zgłaszając profesora Czarnka.

Efekt tej aktywności profesora już widać w sondażach, które pokazują, że aż 71 proc. Polaków uważa, iż Czarnek nie przyciągnie wyborców do PiS. Ponadto inne badania wykazują, że gdyby wybory w Polsce odbyły się teraz, to na KO głosowałoby ok. 10 proc. ankietowanych więcej, niż na PiS. I to jest prawdziwy „efekt Czarnka”, którego dla dobra Polski nie wolno zastąpić nikim innym.

W tej sytuacji co najmniej równym dobrem dla Polski byłoby też zaproszenie do naszego kraju tuż przed wyborami w 2027 r. popierającego PiS J. D. Vance’a oraz zdalne wsparcie tej partii przez Donalda Trumpa.

Udostępnij

FacebookTwitter