
Triumf Stali Rzeszów nad Zniczem Pruszków był jednym z najtrudniejszych zwycięstw w sezonie. Przyjezdni już od pierwszej połowy grali w przewadze jednego zawodnika i choć potrafili to wykorzystać, gospodarze – mimo osłabienia – napsuli im sporo krwi, a Stal do końca drżała o wygraną.
PIŁKA NOŻNA. BETCLIC 1. LIGA
Stal z pewnością może się cieszyć, że po czterech meczach bez zwycięstwa w końcu dopisała do swojego dorobku komplet punktów, ale styl gry biało-niebieskich był daleki od optymalnego. Przyjezdni mieli spore problemy z dobrze dysponowanym Zniczem, który – mimo miejsca w strefie spadkowej – postawił trudne warunki, zwłaszcza grając w dziesiątkę.
Goście przystąpili do tej konfrontacji z rotacjami na skrzydłach. Etatowy prawy pomocnik Szymon Łyczko tym razem zagrał na lewej stronie, a na jego miejsce w pierwszym składzie pojawił się dawno niewidziany Kacper Masiak.
Od początku spotkania pruszkowianie czuli się na boisku zdecydowanie lepiej. Miejscowi, bez kompleksów wobec faworyzowanej Stali, wchodzili w jej pole karne, a jedno z takich wejść szybko zakończyło się bramką. Stal długo czekała na swoją odpowiedź. Efekt przyniósł dopiero strzał z dystansu, po którym gola zdobył kapitan stalowców – Sebastien Thill.
Wkrótce Stal miała najlepszy okres w tym meczu. „Żurawie” zepchnęły rywala do defensywy, a po kilku minutach grały już w przewadze. Za uderzenie w polu karnym Szymona Łyczki z murawy wyleciał Dominik Sokół, a przyjezdni otrzymali rzut karny, którego na bramkę zamienił Jonathan Junior. Brazylijczyk chwilę później podwyższył prowadzenie, wykorzystując błąd obrońcy Znicza.
Po zmianie stron Stal nie wyglądała już jednak tak dobrze. To osłabieni gospodarze przejęli inicjatywę, a pod rzeszowską bramką z każdą minutą robiło się coraz bardziej niebezpiecznie. Obraz gry mógł wyglądać inaczej, gdyby świetną okazję wykorzystał Masiak, jednak skrzydłowy posłał piłkę nad poprzeczką.
Znicz nie złożył broni. Jedna z wielu prób miejscowych zakończyła się kapitalnym strzałem z woleja Krystiana Tabary, a jego kontaktowy gol zwiastował spore nerwy w końcówce spotkania. Stal momentami była w poważnych tarapatach, ale ostatecznie zdołała wyjść z opresji i dowiozła zwycięstwo do końca.
Po meczu trener Stali cieszył się z wygranej, choć miał świadomość, że jego piłkarze – zwłaszcza po przerwie – nie wyglądali najlepiej.
– Jako zespół, który pretenduje do pierwszej szóstki, graliśmy dzisiaj na jej poziomie przez dwadzieścia minut – przyznał Marek Zub.
– Pomimo tego, że przeciwnik grał całą drugą połowę w osłabieniu, pokazywał przez 70 minut, że walczy do końca. Mimo przewagi i dobrej zaliczki do przerwy zostaliśmy zepchnięci do obrony i praktycznie nie otrząsnęliśmy się z tego do końca. Strzelona bramka w jedynej sytuacji po przerwie mogłaby nieco uspokoić to spotkanie – podsumował opiekun biało-niebieskich.
ZNICZ Pruszków – STAL Rzeszów 2-3 (1-3)
1-0 Kazimierczak (7.), 1-1 Thill (29.), 1-2 Júnior (40. – karny), 1-3 Júnior (43.), 2-3 Tabara (69.)
ZNICZ: Napieraj – Jach, Pawlik, Koprowski (46. Moskwik), Juzvak (46. Ciepiela), Plewka (56. Borecki), Tabara, Proczek (89. Mak), Kazimierczak (72. Bąk), Sokół, Majewski
STAL: Waniwśkyj – Warczak, Krasowskij, Kaczor, Kukułka, Łyczko (83. Daarwish), Sławiński, Łysiak, Thill, Masiak (69. Wachowiak), Júnior (81. Kucharski).
Sędziował Leszek Lewandowski (Zabrze). Żółte kartki: Krasowskij, Sławiński. Czerwona kartka Sokół (38. – faul).
