
Mimo że Stal Rzeszów mierzyła się z zespołem ze strefy spadkowej, na boisku nie miało to większego znaczenia. Puszcza Niepołomice stwarzała więcej okazji bramkowych niż gospodarze i gdyby nie snajperski nos Vladislava Krasouskiego, komplet punktów pojechałby do Niepołomic.
PIŁKA NOŻNA. BETCLIC 1 LIGA
Jeśli ktoś myślał, że znana w całej Polsce z dobrze egzekwowanych stałych fragmentów gry Puszcza Niepołomice ograniczy się w Rzeszowie niemal wyłącznie do zagrań ze stojącej piłki, mógł się zdziwić. Podopieczni Tomasza Tułacza chcieli także rozgrywać piłkę i trzeba przyznać, że wychodziło im to bardzo sprawnie.
Przyjezdni już do przerwy mogli prowadzić kilkoma bramkami. Puszcza miała bowiem kilka niezłych okazji, ale gola strzeliła po niespodziewanym błędzie Marka Kozioła. Doświadczony golkiper niefortunnie wypuścił piłkę z rąk po lekkim strzale głową Adriana Piekarskiego. Stal zaś w pierwszej części spotkania nie była groźna pod bramką rywali. Rzeszowianie trafili jednak do siatki tuż przed przerwą za sprawą celnej „główki” Marco Thiede, ale sędzia nie uznał gola, dopatrując się wcześniej faulu Szymona Salomona.
Podsumowując, pierwsze 45 minut nie napawało optymizmem kibiców biało-niebieskich. Stal praktycznie nie miała pomysłu, jak płynnie przejść do ataku, a goście zasłużenie prowadzili. Niepokojąca była też kontuzja lidera Rzeszowian, Seana Gossa, który jeszcze przed przerwą opuścił boisko.
Krasouski ponownie w roli snajpera
Gospodarze po zmianie stron musieli ruszyć do ataku. Tymczasem to rywale mogli ponownie zdobyć bramkę. Niewiele brakowało, aby po rajdzie Andrzeja Trubehy samobójczego gola strzelił Marcin Kaczor. Stal zdołała jednak wyrównać. Po zagraniu ręką w polu karnym gości sędzia wskazał na „wapno”, a jedenastkę skutecznie wykorzystał Aleksander Buksa.
Biało-niebiescy nie cieszyli się długo z wyrównania. Puszcza szybko przeniosła grę pod bramkę Marka Kozioła i choć bramkarz Stali świetnie interweniował po uderzeniu Trubehy, chwilę później był już bezradny. Napastnika Puszczy sfaulował Thiede, a sędzia podyktował rzut karny dla ekipy z Niepołomic. „Jedenastka” przyniosła gościom kolejnego gola, więc Stal znów musiała gonić wynik.
Miejscowi mieli też trochę szczęścia, bo przyjezdni mogli ich dobić. Po błędzie przy wyprowadzaniu piłki niemal sam na sam z Koziołem wyszedł Trubeha, ale jego strzał był minimalnie niecelny. I gdy wydawało się, że „Żurawie” przegrają drugi ligowy mecz z rzędu, tuż przed końcowym gwizdkiem Vladislav Krasouski ponownie wcielił się w rolę snajpera. Świetnie wykończył zagranie w pole karne od Ksawerego Kukułki. Dla środkowego obrońcy była to już czwarta bramka w sezonie.
O mały włos szczęście odwróciłoby się jednak od stalowców. W ostatnich sekundach gry Puszcza stworzyła kapitalną sytuację, ale Rzeszowianie mogli odetchnąć z ulgą, bo piłka trafiła w poprzeczkę.
– Duże rozczarowanie. Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, że nie doceniamy rywala, bo jest wręcz odwrotnie. Trener i zespół Stali też zrobili dobrą robotę, widać postępy tutejszej młodzieży, ale my zremisowaliśmy wygrany mecz – smucił się na pomeczowej konferencji prasowej Tomasz Tułacz, trener Puszczy.
– Dziś były duże emocje. Piłka w powietrzu, chaos na boisku, dużo błędów – piłkarskich i sędziowskich. Trudno było złapać rytm, grać ciekawy mecz. To była typowa walka z Puszczą, która od lat znana jest ze swego specyficznego stylu. Graliśmy z jednym z najmocniejszych fizycznie zespołów w lidze. Ale takie też są i trzeba sobie z tymi zespołami poradzić. Wydaje mi się, że radziliśmy sobie całkiem dobrze w przeciągu całego meczu. Co na plus, to tzw. gra do końca i wyrównująca bramka praktycznie w ostatnich sekundach spotkania. Pokazująca, że jesteśmy zespołem, który próbuje za wszelką cenę wygrać – powiedział z kolei Marek Zub, szkoleniowiec „Żurawi”.
O trudnościach tego spotkania opowiedział nam również Aleksander Buksa.
– Nie złapaliśmy w ciągu 90 minut własnej płynności, swojego operowania piłką. Trochę lepiej wyglądało to w drugiej połowie, było więcej sytuacji, ale na pewno nie był to mecz przyjemny do oglądania. Natomiast fakt, że potrafimy w takim spotkaniu doprowadzić do remisu, to duża zaleta – przyznał napastnik Stali, który zdobył piątą bramkę w ostatnich pięciu meczach.
STAL Rzeszów – PUSZCZA Niepołomice 2-2 (0-1)
0-1 Piekarski (10.), 1-1 Buksa (60. – karny), 1-2 Gjoni (66. – karny), 2-2 Krasouski (90.)
STAL: Kozioł – Thiede, Krasouski, Kaczor, Kukułka, Wiśniowski (67. Pukała), Goss (35. Brzęk), Leniart (86. Naifi), Listkowski, Rittmüller (67. Madej), Salamon (46. Buksa)
PUSZCZA: Kowal – Szabaciuk, Stępień, Kocar (78. Wołowiec), Strajnar, Cholewiak (78. Kamiński), Nascimento (90. Pieprzyca), Piekarski, Korczakowski (58. Iwao), Gjoni, Trubeha (78. Kurzeja).
Sędziował Paweł Wrzeszczyński(Kalisz). Żółte kartki: Thiede – Pieprzyca. Widzów 1792.